poniedziałek, 3 lutego 2014

Aptekarski szósty zmysł

-Żono dlaczego kupiłaś, te lekarstwa dla Drugorodnego. Chociaż takie same, prawie pełne. Stoją u nas na półce?
Pytał mnie mąż podczas ostatniej choroby Młodego. Dwa tygodnie temu.

 Poczułam się jak w piątej klasie podstawówki. Kiedy to Pani z Matematyki. wywołała mnie do odpowiedzi. A ja ni w ząb nie rozumiałam zadania.

Myślę sobie, hipoteza o przystawianiu mi pistoletu do głowy przez panią magister farmacji, nie przejdzie.

Zakup leków w celach charytatywnych, by wspomóc podupadłą aptekę, też nie ma racji bytu. Bo akurat one zarabiają krocie.

Istniała jeszcze możliwość, by wciskać kit. O nadzwyczajnie niskiej cenie nabytych medykamentów.

Lecz po pierwsze głupio okłamywać tak ślubnego, a po drugie, chłop czytać potrafi. I gołym okiem widać, że ceny są takie same. Na lekach, które kupiłam. I na tych co stoją na półce.

W końcu wykręcając palce. Z skruchą patrząc na swoje stopy, wydukałam
-A bo widzisz, te leki na pewno się przydadzą

Nazywajcie to szóstym zmysłem, jak kto woli. A ja wiedziałam. 
Bo Drugorodny jest znowu chory i leków nie trzeba tym razem kupować.

Pozdrawiam

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka