środa, 30 kwietnia 2014

Ja biegam:)



Nie raz, nie dwa. Moje pożądliwe oko z zazdrością patrzyło na wszechobecnych biegaczy. Jak już kiedyś pisałam, nie był to dla mnie łatwy temat. Nie żebym nie próbowała, jakoś tak wychodziło, że samo bieganie. omijało moją osobę, jak kot psa.

W końcu koleżanka wystarczająco mnie zdopingowała swoim komentarzem, a było coś tam o ruszeniu dupska, czy coś koło tego. Przesłała mi link z planem treningowym i nie miałam innego wyjścia jak się zastosować do wskazówek.

 Pozostała kwestia stroju i czas ruszyć zdobywać pola łąki i lasy.
Łatwo powiedzieć, kwestia stroju. Jedne buty są, choć pani w sklepie mnie zapewniała, że są takie tanie i pięćdziesiąty raz przecenione, bo nikt ich nie chciał. No to ja jako jedyna niewybredna, je chciałam.
Spodnie muszą wystarczyć te od fitnesu. Bluzy sportowej żadnej nie mam, (elegantka jedna się znalazła). Łaskawie spojrzałam na kurtkę z kapturem, biała bluzka z rogatym jeleniem dopełniła wisienki na torcie. Rogaty jeleń, to taka aluzja do początkującego biegacza. 

Samo bieganie obowiązuje zasada trzy razy "Darmo".

- Biega się za darmo
- Biega się nie na darmo, tylko żeby nie być jeleniem
- I.... i.... coś tam, coś tam, za darmo

Bo przecież zawsze są trzy zasady, a akurat ta trzecia mi wyleciała z głowy, ale na pewno taka jest. Może komuś się jakaś przypomni?.

Według planu treningowego, pierwszy dzień jest lekki i przyjemny. Krótko jedna minuta marszu i jedna biegu. Siedem powtórzeń dla każdego stylu. Co daje nam 14 minut.

Wystartowałam od razu z racicy, czy co tam jeleń posiada. I równym truchtem przebiegłam pierwszą minutę. Myślę sobie luzik, kiedy maszerowałam kolejną. Znowu bieg, już nie było tak łatwo, kiedy skończy się ta cholerna minuta. Budowlańcy, którzy budują w okolicy dom. Coś tam do mnie krzyczeli. Chciałam coś im odpowiedzieć, ale było to trudne bo właśnie walczyłam o życie. 

Jakoś przeżyłam te czternaście minut i telepiąc się jak kaczka (bo biegiem tego nie można nazwać) doczłapałam się do domu. Ręce mi się trzęsły, ciało dygotało, ale czułam się super. Nawet podśpiewywałam pod prysznicem piosenkę własnego autorstwa, "Jeleń is death". 


Jako już wytrawny biegacz, postanowiłam zrobić przerwę jednodniową. Co było konieczne, po poniedziałkowych zajęciach fitnesu, po których myślałam, że coś mi się w środku porozrywało i na pewno tak jest. 

A wiec środa, słoneczny poranek. Wyprana świeżutka pachnąca bluzka z jeleniem, buty "których nikt nie chciał" i ja. 

Tym razem jedna minuta marszu, dwie minuty biegu, po pięć powtórzeń. Czyli 15 minut treningu, betka prawda?.
Minuta marszu minęła zbyt szybko, nie było innego wyjścia jak przebiec pierwsze dwie minuty. O dziwo było już łatwiej niż w poniedziałek. Znowu minuta marszu. 

- Biegniesz w złą stronę - krzyczał znajomy budowlaniec

Tym razem go zrozumiałam, bo szłam. Podczas biegu pęd wiatru zatyka mi uszy:). Biedaczyna nie wiedział, że trafił na ciężki przypadek jelenia tzn. biegacza. Dodatkowo wkurzyło mnie, że człowiek nawet sobie w spokoju nie może człapać. Zaraz go jakieś cholery zoczą.

Stanęłam na rozstawionych nogach i chociaż dzieliło nas jakieś pięćdziesiąt metrów, wydałam z siebie ryk godny jelenia na rykowisku.


- Hę coś chciałeś mi powiedzieć?!!, jak nie to pracuj dalej!!!!

Kiedy wracałam, już nikt mnie nie zaczepił. 

Po drodze minęłam prawdziwego biegacza. W sportowym stroju i butach, które na pewno by wszyscy chcieli. Co pozwoliło mi zmotywować swoje obolałe członki do większego wysiłku. Bo przecież przy takim zawodniku, to nie będę sobie robić siary. 

Podsumowanie, na razie mi się podoba. Chyba rozruszałam jakieś członki, bo przebiegnięcie kolejnych dwóch minut, nie okazało się nadludzkim wysiłkiem. A jaki człowiek jest zadowolony z siebie, kiedy bierze prysznic. "Jeleń is death, jeleń is death"

Pozdrawiam

 

4 komentarze :

  1. zaczęłaś bieganie, nie poddajesz się - podziwiam!
    oby tak dalej, bez względu na to co cię po drodze spotyka, albo kto cię spotyka:P
    buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana za wsparcie:))), jeżeli potrzebujesz pomocnej dłoni w motywacji, służę dłonią:))

      Usuń
  2. Też chciałam zrobić coś dla swojej..figury, ale uznałam że bieganie to dla bardziej zaawansowanych więc zaczęłam chodzić z kijkami - świetna sprawa, nie męczysz się tak, no i można w tym czasie sobie poplotkować :))) gratuluję wytrwałości i podziwiam !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję od razu poczułam się lepiej "Zaawansowana" :), a tak na serio nieważne, czy biegamy, czy chodzimy z kijkami. Ważne, że się ruszamy, a przecież o to w tym chodzi:)))))

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka