środa, 9 kwietnia 2014

Polubić siebie


Nie jest łatwo, kiedy się stajesz tylko trochę młodsza od dinozaura. Tu cię boli, tam coś strzyka. Słuch nie jest już tak dobry, a wzrok woła o pomstę do nieba. To tylko oznacza jedno. No niestety starzejesz się. I jakby się chciało temu zaprzeczyć, to ciało ci wyśle zaraz sygnały, że z niebiańskich marzeń o swoim wyglądzie. Zaraz znajdziesz się na tym padole łez. 

A konkurencja nie śpi!! i rośnie w siłę. Zima ci daje jako taką wymówkę, dla niedociągnięć twojego ciała. Kiedy to okutana w gruby płaszcz, choć przez chwilę możesz poudawać, że pod barchanami kryje się ciało godne Naomi Cambell.  Schowasz fałdy tu i ówdzie. Ściśniesz uda leginsami tak mocno, że tłuszcz zwinie się w rulonik i gitara.

Zima się kończy. Nadchodzą cieplejsze dni i poza zwykłym problemem, co ja mam na siebie włożyć?. Dochodzi jeszcze jeden, jak ja mam się w to wcisnąć?.

Kiedy na spacerach widzisz, że ślimak jest szybszy od ciebie. A przecież on dźwiga jeszcze na plerach ciężki dom. To rzeczywiście można poczuć się jak ostatnia łajza.


Drugorodny ma charakter młodego źrebaka i jego energie. Ja mam energie łysej szkapy, co już niewiele czasu jej zostało na tym świecie.

Lecz nie poddaje się tak lekko. Fitness dwa razy w tygodniu, podbudowuje moje ego skutecznie. Fałdy może nie znikają do końca, ale jest ich mniej do upychania. Przestałam żreć bułki, które tak uwielbiałam. A zastąpiłam je równie dobrym chlebem orkiszowym. No i oczywiście spacery, spacery. Choć spacery z Drugorodnym na rowerku biegowym, równie dobrze można nazwać biegiem. 

Zachęcam wszystkich do małej zmiany w życiu, to niewiele kosztuje, a może zdziałać cuda. Polub siebie, a najważniejsze to daj sobie szansę. 

Pozdrawiam






2 komentarze :

  1. Ja jako , że nieźle sobie pofolgowałam w zimie, a wiek nie pozostawia złudzeń , że do 40 tylko krok , postanowiłam zadbać o kondycję. Pierworodny ma sprzęt na którym można grać , a ja mam na płycie trening osobisty ( rodzaj gry na ów sprzęt). Postanowiłam wreszcie z niego skorzystać. Na początku wirtualna postać trenera przeprowadza test sprawnościowy na podstawie którego układa potem ćwiczenia. Po teście wyniki. Mój wynik - Nie przejmuj się to był tylko test :D Myślałam że padnę . Sprawność miałam jako taką w mojej grupie wiekowej , ale kondycja.... No nic ,mój wirtualny Trener obiecał , że jak będę regularnie ćwiczyć tak jak założyłam , to osiągnę swój cel. Mam nadzieję , że nie wirtualnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha wirtualny trener, to mi się podoba. Mój nadobny małżonek, na telefon też ściągnął sobie takie aplikacje. Super sprawa
      Jak czytam to my jesteśmy równolatki:), możemy się wspierać w niedoli:). Co nam pozostało haha

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka