Świąt nie będzie


Niewątpliwą przyjemnością posiadania siostry, jest samo jej posiadanie. Tak by powiedziała moja siostra:). I coś w tym jest. Ja bym jeszcze dodała, że jak ta siostra mieszka w Antwerpii, a miasto to znajduje się na rozdrożu wielu światowych aglomeracji, to tylko dodaje więcej plusów.

Święta niektórych napawają nostalgią. Mnie napawają wizją przeżarcia, ciągnących się wizyt. Buziaków, cmokasków i co tam można przy okazji dostać od dawno niewidzianej rodzinki. Chociaż niektórzy przy okazji wypitych trunków wyskokowych jedyne co dostają, to po ryju. Więc moje buziaki i tulaski nie wydają się takie złe. 

W każdym razie, postanowiłam w tym roku ominąć to, co miałabym przy okazji świąt "dostać". I powiedziałam do mojej familli.
- Po moim trupie w tym roku Świąt nie robię!!!, jedziemy do 
"Kłeuszli"
Dla niewtajemniczonych moja "wersja" imienia Kasia w dialekcie Kaszubskim.

Nie powiem by rodzina się opierała. Nawet chętnie przystali na moją propozycję. W końcu, co za wariat by chciał trzymać trupa w domu?. Nawet gdyby to była jego żona i matka?!!!.
Pozostała kwestia finansów. Co szybko rozwiązaliśmy, rozbijając świnkę skarbonkę. Nie powiem, Pierworodny trochę się opierał:).  

Wyciągnęliśmy nasze walizy, przepastne torby, plecaki i plecaczki i postanowiliśmy się spakować. Początek był nawet optymistyczny. Nadobny małżonek jak prawdziwy mężczyzna wybrał małą torbę, w którą o dziwo się spakował dodając jeszcze nasze ręczniki. Ja wybrałam największą torbę, w którą "nie dziwne" się nie zmieściłam. Chociaż na moją obronę można dodać, że jedną połowę przepastnej torby oddałam Drugorodnemu. Kiedy w końcu dopięłam torbiszcze, przygniatając je przy tym nogą. Byłam tak z siebie zadowolona, że całkowicie z głowy mi wyleciało, że nie spakowałam Drugorodnemu żadnej piżamki. O czym miałam się niedługo boleśnie dowiedzieć. 

Czwartkowy poranek powitał na słoneczkiem. Co tylko zaostrzyło nasz apetyt na światowe wojaże. Do Antwerpii z Gdyni jest 1200 kilometrów. Musieliśmy się tylko przedrzeć Kiełbaskowa przez polskie tereny. Łatwo napisać, trudniej zrobić. Kiedy z naprzeciwka na trzeciego leciał na ciebie inny barbarzyńca. Jakoś dotelepaliśmy się do granicy, gdzie już rytuałem jest nasz przystanek w Mcdonaldzie. 
bubblews.com


Wyprostowaliśmy zesztywniałe kończyny. Wcisnęliśmy w siebie milion kalorii, wliczając pyszne kawy z bitą śmietaną, czekoladą i karmelem. Przeżarci ledwie doczłapaliśmy się do samochodu. I ruszyliśmy w dalszą drogę. Tym razem podbijać niemieckie drogi. Niemcy, zadbały o nasz komfort jazdy. I lecieliśmy wygodnie autostradą. Jazda przez autostrady niemieckie, przypomina nasze obrady sejmu. Nuda, nuda, nuda, o coś dzieje!!!, a nie pomyliłam się znowu nuda!!.  

A teraz posłuchajcie dobrych rad Cioci Dorotki.
Nigdy, ale to nigdy pod żadnym pozorem. Nie zatrzymujcie się na tych niemieckich parkingach, by skorzystać z bezpłatnej toalety!!!. Choćby ci oczy wychodziły z orbit, a usta recytowały zdrowaśki. Wybierz raczej jeden z "Ausfahrtów" i pędź szybko w krzaczory. To tak w wersji hardcorowej. Ja proponuje zatrzymać się przy jednym z tych barów po drodze. Gdzie co prawda płacisz 70 euro centów za przybytek rozkoszy, ale po wrzuceniu pieniędzy do maszynki przepuszczającej dostajesz papierek, który możesz zdeponować w barze i dostać za to kawę. Czyli de facto za toaletę płacisz tylko dwadzieścia centów. Warunki super, toalety czyste, łącznie z samoczyszczącą się deską klozetową!!!. Jak to mówią żyć nie umierać.

Teraz trochę o podróży z dziećmi. Każdy rodzic wie, że to nie jest łatwa sprawa, a kiedy podróż ma trwać dwanaście godzin jest to czyn nadludzki. Dwójka dzieci za plecami. W tym jeden nastolatek z pretensjami do dorosłości i jeden czterolatek z pretensjami do wszystkich. Już czyni podróż niewykonalną sprawą. Te ciągłe pytania

- Długo jeszcze!!
- Jeszcze trochę!!
- Mamo Drugorodny zabiera mi telefon, a ja chciałem na nim grać!!! - jęczy Pieroworodny
- To weź synu PSP 
- Ale tam nie ma tej gry, w którą chciałem grać
- Ty go udusisz, czy ja mam to zrobić - zwróciłam się do nadobnego małżonka
Drugorodny nie był lepszy, każda próba odebrania mu Iphona. Łączyła się z wydawaniem przez niego nadludzkich wrzasków połączonych ze spazmami. 

W końcu nawet święty by się zdenerwował, a my przecież nie jesteśmy świętymi. Nadobny małżonek kazał oglądać dwóm szczeniakom krówksa (w wolnym tłumaczeniu krowy) na poboczach. Co było awykonalne, biorąc pod uwagę wysokie przepierzenia na bokach autostrady. W końcu jeden się zmęczył jęczeniem, a drugi darciem. I obaj w okolicach naszego wjazdu do Holandii usnęli. 

Jejku, ta cisza, to wprost marzenie. Rozkoszowaliśmy się nią. Nawigacja pokazywała, że mamy tylko trzydzieści minut do celu. Belgia spowita w ciemności. Droga rozświetlona lampami na autostradzie, przytuliła nas do siebie. Kiedy nagle Drugorodny zakaszlał i budząc się szybko zwymiotował. Nadobny małżonek, dał po hamulcach i zjechał na pobliską stację benzynową. Gdzie oniemiali Belgowie mogli obejrzeć nasze przedstawienie pt. "Przebierz rzygające dziecko i tak nic ci to nie da". 
Drugorodny się darł, ja otwierałam przepastne walizy. Szukając dla niego ubrań. Przebraliśmy go i dalej w drogę. Tym razem z wielkim ręcznikiem na kolanach młodego. Znowu wymioty, znowu przedstawienie. Tym razem już nie premiera, bo ta była na pierwszej stacji. Sztukę powtórzyliśmy kilka razy i o dziwo nikt nam nie bił braw. Z pół godziny do celu zrobiło się półtorej. A po każdym przystanku zachodziła obawa, że ja i Drugorodny jeżeli dalej tak pójdzie. Będziemy chodzić w przepaskach biodrowych.


W końcu meta. Zaskoczona rodzinka na początek dostała wór z ubraniami do wyprania. Drugorodny został wpakowany do wanny. Ja szukałam jego nieszczęsnych piżamek, ryjąc w torbie. Oczywiście piżamki miały się dobrze, wyprasowane i równiutko ułożone w szufladzie komody. Więc dzieciaczyna chcąc nie chcąc spał w dresikach. 

Nakarmieni, zmęczeni ułożyliśmy się do snu. Jak masz dzieci to rzeczywiście nic nie da się zaplanować. Zawsze może spotkać ciebie niespodzianka.


Pozdrawiam
 
Ps. zaczęłam biegać proszę o psychiczne wsparcie:)

2 komentarze:

  1. Nie rób mi tego!!! Nie biegaj. Albo przynajmniej nie daj rady. :D
    Czemu tylko ja mam być taka rozlazła? ;) A serio - kciuki zaciśnięte.
    Jęki, płacze, darcie się i rzyganie w aucie znam - u nas normalka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania zapraszam do siebie, będziemy razem biegać, to znaczy truchtać bo ja na razie nic innego nie robię:) dzięki za kciuki:))

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger