piątek, 30 maja 2014

Kraków wita:)))


Aktualizacja z wczorajszego dnia:))


Najlepsze są wyjazdy spontaniczne. Kiedy to jest podróż do Krakowa. To nie trzeba mnie dwa razy namawiać. Pakuję siebie i dzieci jak leci. 


Czyli co mam na członkach wystarczy, plus kilka ciuchów dla Pierworodnego i Drugorodnego. Mąż się sam spakował, co chwilę się mnie pytając, czy czegoś nie zapomniałam?.
Filantrop jeden, jest na kogo później zwalić, że się o czymś zapomniało. 

Wyjeżdżaliśmy z Gdyni o szóstej rano. Pogoda nad morzem jak zwykle. Piździ, gwiździ, łeb urywa. Dzięki autostradzie i kilku drogom ekspresowym. Już o 13. 30 byliśmy w naszym hotelu. Szybko się zabukowaliśmy.
Do samego hotelu nie mam się o co przyczepić, pokoje czyste, miła obsługa. No może drobnym minusem jest akustyka, o której się przekonaliśmy w nocy. Kiedy zostaliśmy obudzeni, jęczeniem materaca w pokoju nad nami. Nie to nie to o czym myślisz. To jakieś małe dziecko, wyżywało się na biednym meblu, wyczyniając na nim hołubce.

Dzisiaj nadobny małżonek, musiał się zająć służbowymi sprawami, a jego rozwrzeszczana rodzinka udała się na zwiedzanie miasta. 
spod hotelu o godzinie 10 jeżdżą taksówki, które za darmo zawożą gości do centrum.
Skorzystaliśmy z tego skwapliwie. Wystraszeni obcokrajowcy, którzy oczekiwali już na pojazd. Szybko nas przepuścili,  Drugorodny wrzaskiem szybko im oznajmił, że on nie będzie czekać. Po około dziesięciu minutach byliśmy już na miejscu. Na pierwszy ogień poszedł Barbakan. 



Jako, że Drugorodny miał do swojej dyspozycji rowerek biegowy. Przemieszczaliśmy się szybko, a rzesze turystów rozstępowały się przed nami. Jak Może Czerwone przed laską Mojżesza. Przyznam miało to plusy.

Ulica Floriańska, przywitała nas swoim deptakiem. 

Mijając jakiś sklep mogłam się przekonać, że głupi t-ishirt może kosztować 1000zł!!. Myślałam, że to pomyłka, ale Pierworodny, który ma lepszy wzrok potwierdził moje omamy. Ja weszłam do sklepu obok, gdzie kupiłam spodnie nie za 1000zł, troszkę mniej:)). No i muszę to napisać!!! w rozmiarze S. Czyli bieganie, fitnes i dieta jednak coś dają. Myślałam, że się rozpłaczę ze szczęścia. I z tej radości na przykład zaofiaruje swoje usługi w zakresie wylizywania pod kafelkami i układania rzeczy na półkach. I pewnie tak by się stało, gdyby Drugorodny nie chciał roznieść sklepu. Stwierdziłam, że mój portfel tego nie przeżyje i wynieśliśmy się szybciutko na rozwrzeszczaną ulicę. 
Przebiegliśmy wkoło sukiennic, bo chodem tego nie można było nazwać. 













Następnie przecwałowaliśmy, przez sam środek, mijając sklepy z rękodziełem i bluzkami typu "I love Polish girl". 
 
Drugorodny przejechał stopę jakiejś hiszpanki i już nas nie było. Pokręciliśmy się bocznymi uliczkami i na razie  miałam dosyć. 




Małolat, na rowerku biegowym, który udaje głuchego, to za dużo jak na moją wytrzymałość. 

W końcu wjechaliśmy do parku i znaki nas poprowadziły na Wawel. 





Wtoczyliśmy się na górę, drogą Piastów i Bony Sforzy. 

Weszliśmy przez bramę i zostałam poinformowana, że synek nie może jeździć na rowerku. Więc chcąc nie chcąc. Wzięłam go pod pachę, ciągnąc za rękę Drugorodnego. 
Ps. Ja naprawdę mam inne rzeczy oprócz tej kurtki i spodni:))


Czy już wspominałam, że pogodę mamy pod psem. Wczoraj kiedy tylko wyszliśmy na chwilę na spacer. To przypętała się taka ulewa z piorunami, że nam się wszystkiego odechciało. Dzisiaj siąpił obrzydliwy kapuśniaczek, który nas nie zraził do zwiedzania. Poszliśmy na dziedziniec. 


Młodzieńcy zjedli gofry, ja zjadłam powietrze i ruszyliśmy dalej. Kilka zdjęć z góry na rzekę, po której pływają małe statki pasażerskie. 


I zeszliśmy na dół by zobaczyć Smoka Wawelskiego. Metalowy jaszczur stoi dzielnie na dwóch łapach i co chwilę zionie ogniem, który skutecznie zalewał deszcz. 


Pokręciliśmy się jeszcze trochę w koło depcząc po gwiazdach reżyserów i piosenkarzy. 




Wróciliśmy z powrotem tą samą drogą, w kierunku taksówki, która miała nas zawieźć z powrotem oczywiście za darmo do hotelu. 
Leżę sobie teraz na łóżku, małolaty zajęły miejsce obok, kłócąc się kto ma w co zagrać? i muszę już kończyć pisać. Może sobie zrobię kawę?. Mam plan muszę się trochę uspokoić?. Bo zaraz uduszę te dwie gadziny:)). 

Pozdrawiam

2 komentarze :

  1. hehe :) nie ma to jak rodzinne wakacje :) taki spontan najlepszy!! Pozdrawiam, J.!

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację spontany są najlepsze:)), oby było ich więcej:))

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka