piątek, 16 maja 2014

Lubię biegać, ale nie lubię diety



Kiedy się powiedziało A, trzeba powiedzieć też B. Czy coś koło tego. W każdym bądź razie. Jak zaczęłam biegać, to chciałam to robić na tyle długo, by poczuć czy na pewno to lubię?. Czy może to chwilowa moda?. Niestety samo bieganie nie jest sukcesem do świetnej sylwetki. Musi iść w parze z dietą, a to oznacza wyrzeczenia.

Każdy zaczyna biegać, mając swoje powody. Jedni mają daleko do sklepu i poczuli, że bieg z siatami przez dziurawe drogi to jest to!!. Inni chcieliby zadbać o tężyznę fizyczną, bo ten gruby Maciek, z którego się wszyscy w pracy nabijali i    siedzi biurko obok. Nagle wdział dresy i już udało mu się przebiec do pracy dwa przystanki. Omijając przy tym szerokim łukiem dwa fast foody. No to już jest coś!!.

Kobiety z reguły mają inne motywację. Karmione od dziecka, obrazkami szczupłych modelek. Cierpią katusze, jeżeli im przybędzie choćby zbędny kilogram. Ciąża w tym temacie, raczej nie pomaga. Wtedy łatwo można zapomnieć, że modelka na zdjęciu, choćby na żywo miała wągra na plecach, końską szczękę i nogi prostowane na beczce. To w wyniku photoshopa, zamienia się w piękną i zgrabną kobietę. 

W każdym razie nie ma złego powodu, dla którego zaczynasz biegać. Niestety samo bieganie nie zapewni ci klaty Brada Pita, czy wystających żeber Angeliny Joli. 
Jak to pięknie ujęła osobista trenerka wszystkich Polaków (Jak żyje, nie znam kobiety!!). 
By mieć płaski brzuch, to trzydzieści procent sukcesu stanowią ćwiczenia, a siedemdziesiąt stanowi dieta!!!. 

Ostawiłam na bok słodkie gazowane napoje. Chlipiąc w niebo głosy uciekłam do pokoju, po próbie wyrwania czekoladowego batonika z rąk Drugorodnego. Nie jest łatwo walczyć z przyzwyczajeniami. 

Postanowiłam, acz niechętnie posiłkować się pomysłami, pewnej telewizji śniadaniowej. Takiej co wciska ludziom kity, typu. "Patrząc tylko na mężczyznę, zaszła w ciążę i będzie miała czworaczki". Lub "przy pomocy kawałka gumki z majtek, Romualdowi udało się zejść do studni i odnaleźć przedwojenny skarb". O kurde o ile mogę uwierzyć w ten przedwojenny skarb, no to jak wielkie dupsko trzeba mieć?. By uzyskać tak długą gumkę?. Przecież on by się nawet nie wcisnął do tej studni!!. 

Mi nie chodziło, o tak mrożące krew w żyłach tematy. Tylko czyhałam na gotujące potrawy gwiazdy, które zawsze wyglądają jak z żurnala, a dietetycznymi przepisami sypią jak z rękawa. 

Tym razem miałam pecha, nie było gwiazdy, albo ja już ich nie rozpoznaję. Jednak nie było tak najgorzej, bo kobieta pitrasiła różne dietetyczne sałatki. Trafiłam akurat na koniec, kiedy już pokazywała efekty swojej pracy i mina mi zrzedła. 
Sałatka nie była jakaś skomplikowana. Trzeba kupić paczkę rukoli. Wpierniczyć ją do miski na chybi trafił. Wkoło zielska poukładać małe kawałeczki sera koziego i voila. Czymś tam była jeszcze polana, nie pamiętam może wodą by nie dodawać kalorii?. 

Patrzyłam w ekran otępiała, powoli zaczynałam się zastanawiać. Czy ja programów nie pomyliłam, może to Animal Planet? i pani zrobiła jedzenie dla domowego królika!!!. Nie jak byk, było napisane "dietetyczna sałatka dla każdego". No to może dla królika też. Może zapomniała dodać, że by się najeść. Trzeba zeżreć jeszcze tę kozę co dała mleko na ser ułożony wkoło zielska. Już to widzę, jak okoliczni rolnicy mnie gonią przez pola, po tym jak próbowałam podkradać krowom siano. Niechybnie tak by się to skończyło, jak bym została na takiej diecie.
Jejku ja wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale że aż tak. 

W  końcu zdecydowałam się wprowadzić swoją dietę, czyli (MŻ) Miej Żreć. 

Kupiłam nowe buty do biegania. 


Bo te, których nikt nie chciał raczej się nie nadawały. A bieg w nich przypominał walkę, o życie. 
Odstawiłam gazowane słodkie napoje, wywaliłam z jadłospisu, batoniki, czekoladki i ukochane żelki Haribo. 
I po prawie trzech tygodniach są jakieś efekty. Zgubiłam ponad dwa kilogramy, co jeszcze tak niedawno wydawało mi się niemożliwe. No i brzuch w końcu znowu jest prawie płaski. I nie muszę znosić pytania Pierworodnego.
- Mamo ty jesteś w ciąży?

Najważniejsze, to teraz utrzymać sylwetkę w ryzach. Nie wcinając przy tym trocin. Bo co jak co, ale żarcie królika mi nie smakuje!!!.

Pozdrawiam



10 komentarzy :

  1. nawet nie wiesz jak bardzo lacze sie z Toba w tych katuszach :) czekolada, ech...jej najgorzej sie wyrzec :D Trwaj wytrwale!!!! J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej wiesz, w grupie raźniej, więc liczę na ciebie:))

      Usuń
  2. taaa...a mnie sie na usta cisnie: Biegnij Dorcia, biegnij :) gatki zakupione, buty patrza na mnie i zebrza: bignij biegnij :) J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha Jak chcesz to mogę cię na początku ciągnąć. Jak już kupiłaś te gatki i buty to wiśta wio. Pamiętaj, że za rok wyścig czeka:))) Aby do przodu:))

      Usuń
  3. w moim przypadku także diety odpadają, nie potrafię się głodzić :/
    ale ćwiczenia jak najbardziej, za twoją namową zaczęłam ćwiczyć z mel b i muszę przyznać że ćwiczy mi się z nią o wiele przyjemniej niż z Chodakowską:)
    wytrwałości w dalszych bieganiu kochana
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super moja krew!!!, Mel B. jest rzeczywiście bardziej motywująca niż nasza "osobista trenerka". Nie poddawaj się i trenuj dalej:))

      Usuń
  4. Kurcze u mnie podobnie , tyle , że ja dodatkowo biegać nie lubię. Zamiast biegania wolę jazdę na rowerze .Chwilowo pogoda nie sprzyja , ale rower już przygotowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak rower to świetna sprawa, za to dieta jest do bani:))))

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka