niedziela, 1 czerwca 2014

Dzień dziecka!!!!


Gdyby ktoś mi powiedział przed urodzeniem dzieci, że przez kilkanaście lat na palcach jednej ręki będę mogła policzyć samotne wyjścia z mężem np. do kina,czy restauracji, to kazałabym mu się popukać w czoło. Jednak to prawda dziecko to rewolucja i rzutuje na całe twoje życie. Niezależnie od jego wieku, dla ciebie zawsze będzie dzieckiem.




Przychodzi ci tak szalony pomysł do głowy, że zostaniesz rodzicem, piszę tu o świadomym rodzicielstwie. Nikt ci nie przystawia noża do szyi. Po dziewięciu miesiącach, dzięki cudzie narodzin (ten kit wymyślił na pewno mężczyzna, który nie doświadczył tego cudu:))) przychodzi na świat twoje wyczekiwane dziecko.
Ta mała kruszynka ciebie potrzebuje i jesteś praktycznie na każde jej zawołanie.





Dziecko rośnie, ma coraz więcej potrzeb. Tobie coraz bardziej mina rzednie, że jakże to tak. To ja już nie mogę nigdzie wyjść bez niego?. Przecież nie upchniesz go gdzieś w szafie, lub powiesisz za fraki na wieszaku. Po pierwsze, gadzina wydrze się tak głośno, że nawet w Honolulu usłyszą, a po drugie chyba się nie godzi:)). 
Więc zabierasz je ze sobą do restauracji i zaraz po zamówieniu posiłku zaczynasz żałować, że w ogóle do głowy wpadł ci taki głupi pomysł, że chcesz jeść jakieś posiłki i to do tego w restauracji. 
Połykasz obiad jak pelikan, kontrolując dziecię kontem oka jak zagląda innym ludziom do talerzy, próbując im wyrwać z rąk sztućce. Szybko płacisz rachunek, kłaniając się wszystkim w pas i przepraszając za zepsucie im wieczoru. I czym prędzej umykasz z lokalu, obiecując sobie, że następny posiłek jaki zjesz z dzieckiem poza domem, to będzie twoja stypa. Proszę bardzo, niech wtedy robi trzodę, mnie już to nie będzie obchodziło.



Znacie te słowa, że jak dziecko jest małe, to jest takie słodkie, że chce się je zjeść. Jak już jest starsze, to się żałuje, że się tego nie zrobiło. 
No tak one muszą być słodkie, bo trup dzieciarni by się ścielił szeroko.
Starasz się mu zapewnić rozrywki. Zabierasz je do różnych miejsc. Kręcisz się w kółko na karuzeli, choć wiesz, że zaraz będzie ci niedobrze. Kupujesz lody na tony, a wchodząc do osiedlowego sklepu pani sprzedawczyni się ciebie pyta?.
- dwa lizaki, dwa batoniki i co jeszcze?.

Czujesz się jak Rosemary, że coś tu jest nie tak. Kiedy patrzysz jak twój potomek się rzuca na ziemię i wala się w konwulsjach po jakiejś kałuży, bo mu czegoś nie kupiłaś. Wtedy ma się ochotę go wysłać na kopach do jego prawowitego ojca, który na pewno panuje w piekielnych czeluściach.

Ma się czasem wrażenie, że ty się tutaj nie liczysz, że natura za ciebie zdecydowała. Jesteś trybikiem w przetrwaniu następnych pokoleń. Bo tacy już są rodzice, opiekują się swoimi dziećmi nie biorąc nic w zamian.


Z drugiej strony, choćbyś milion razy sobie obiecywał(ła), że jak dziecko dorośnie, to pomyślisz o sobie. To i tak życie weryfikuje twoje plany. Bo wtedy właśnie czujesz, że jednak czas za szybko leci i dziecko za chwilę wyfrunie z gniazda, a ty chciałbyś zatrzymać tę chwilę na zawsze. 
Bo niezależnie od wieku do końca twojego życia, to będzie twoja latorośl i zawsze będziesz chciał(a) go chronić.
Pozdrawiam




4 komentarze :

  1. moj pelza za mna wszedzie, ostatnio juz troche mniej, tzn zdarze sie wysikac w spokoju :) do szalu mnie doprowadzalo jak szlam do lazienki (junior z tatusiem) w sekundzie zamkniecia drzwi juz walil piescia zeby go wpuscic, albo wkladal reke dolem przez drzwi: "aha tu Cie mama mam" :) kiedys sie zbuntowalam, co jak co ale sikac chce w spokoju, mlodociany zasnal pod drzwiami raz :) Buziaki, J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hhaha Ostatni bastion wolności trzeba bronić:))). Nawet jeżeli to jest toaleta:)))

      Usuń
  2. Witaj. A ja w sobotę stwierdziłam , że chyba będę wredną Teściową. Otóż mój pierworodny szedł na randkę . Musiała być ważna sądząc po ilości wody toaletowej wylanej na siebie. Mało... w piątek poleciał do fryzjera. Przyglądałam się tym przygotowaniom z umiarkowanym spokojem - punktem zapalnym był przegląd koszulek. W końcu udało się garderobę dobrać i poszedł. Pomyślałam współczuje dziewczynie. Jej nos jak nic ewakuuje się na tył głowy i oblubieniec pewnie nawet lodów nie postawi- wciąga brzuch , bo podobno przytył. Do domu wrócił o ustalonej godzinie , ale jakiś taki niegramotny. Smutny nawet bym powiedziała. No to pytam Jak było. Tak sobie odpowiada. Ale co znaczy tak sobie. No bo jak zapytałem na końcu , kiedy następny raz , to powiedziała , że nie wie i w ogóle to chyba już nie chce się spotkać . I w tym momencie włączył się mój instynkt macierzyński. NIE WIE !!!!?????? NIE CHCE!!!!!????? Do Mojego syna TAK ????!!!!! A to małpa :D Oczywiście nie powiedziałam tak do syna. Musi sobie poradzić . Ale w mojej głowie już współczucia dla dzieweczki nie było :) Mój Mąż tak się ze mnie śmiał potem , ja zresztą też :) Przecież nie mam zaników pamięci i doskonale pamiętam jak sama kogoś wystawiłam do wiatru. Ale to moje dziecko , mój synuś :) Tak , rodzicem się jest przez całe życie i chce się chronić dziecko nawet w sytuacjach , które po prostu uczą życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha My mamuśki, żadna dla naszych syneczków nie będzie dobra:))). Mój też jest straszny lowelas i co chwilę przyjmuje jakiegoś kosza. Dziewczyny teraz lubią takich łobuzów, a mój to wrażliwiec:))). Niestety jeszcze nie raz będą musieli przyjąć porażkę na klatę:)). Ja też się wszystkim przejmuje co dotyczy moich dzieci. To co mnie spotyka, olewam, ale nie daj Boże ktoś na nich krzywo spojrzy, od razu serce boli :)) Pozdrawiam

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka