piątek, 27 czerwca 2014

Po jakim podłożu lubisz biegać?



Wbrew wszystkiemu pytanie ma naprawdę sens. Plan treningowy jest w końcowej fazie. Biegam 8 minut 1 minuta marszu po 4 powtórzenia. Co daje 32 minuty samego biegu (zna się tabliczkę mnożenia:). Do niedawna wystarczyła mi prosta trasa bo betonowej ścieżce. Jak to bywa z złośliwym losem, w miarę upływającego czasu kiedyś musiała się skończyć i co wtedy?.

Jednak zanim przejdę do sedna. Na początek trochę prywaty. Na razie mam cztery rączki w konkursie pt. "A kto to jest Bloger". Moją odpowiedź na to pytanie, możecie przeczytać TU. Podobno za pięć, nagrodą jest maszyna do snopowiązałki:). Nie jest tak źle, sąsiadka powiedziała, że jak jej przekopię pilniczkiem do paznokci 1500 metrów ogródka. To się zastanowi i może przybije mi tę kolejną piątkę. Jednak zaznaczyła, że nie może mi nic obiecać.

Dobra koniec reklamy. Miało być przecież o mojej trasie biegowej. W miarę przedłużania treningu, jej długość kurczyła się coraz bardziej. 

Nie powiem trasa była wygodna. Musiałam tylko uważać na  ścigające się ze mną ślimaki, które złośliwie wpełzały mi pod nogi. Licząc skok przez betonowy murek usytuowany co 100 metrów. To mogę do biegu dodać jeszcze jedną dyscyplinę sportową, czyli skok przez płotki, nieźle prawda.

Nie wszyscy lubią biegać po betonie, ja to uwielbiam ( i ślimaki też). Choć niektórzy twierdzą, że stawy przez to dostają za swoje. To uważam, że jest to wygodna forma treningu. Lecz co zrobić, gdy trasa się kończy, a tobie zostało jeszcze dwadzieścia minut biegu. Najprostszą formą jest szybka zmiana trasy. Na szczęście na końcu mojej betonowej. Odbijała w bok piaskowa droga, rozjechana przez traktory. Na początku jej nie zauważyłam, ale uprawiający jogging rudy lisek mi ją pokazał. Nabijając się z mojego świszczącego oddechu, lekkim truchtem oddalił się tak szybko, że miażdżąco odczułam porażkę. 
Początek był nawet niezły, zderzenie twardości betonu, z miękkością piasku, było na początku bardzo odczuwalne. I nie powiem piasek wygrywał w tej konkurencji. Za chwilę już przestał być moim faworytem, kiedy o mało co, sobie nie skręciłam nogi w kostce. Na chwilę, trochę odpoczęłam biegnąc po twardym podłożu wzdłuż ruchliwej ulicy. Przyjmując pobłażliwie, okrzyki gratulacji i zachwytu. Próbowałam nie dać się zabić ciężarówkom. Zmieniłam kierunek trasy na podobną, która panuje na Saharze. I tak też się czułam, gdy brodziłam w grubym piachu. 

Efektem tego, po przybyciu do domu, czułam się jakbym brała udział w tym biegu prze Saharę. Z tą różnicą, że ja nieświadoma zagrożeń nie zdążyłam spisać testamentu przed biegiem. Jak to robią niektórzy zawodnicy. Muszę o tym pamiętać na przyszłość. Najpierw muszą mnie przestać boleć łydki.

Pozdrawiam


2 komentarze :

  1. Ja uwielbiam biegać o piachu, ale zazwyczaj też mnie wszystko bardziej boli niż po trawie czy chodniku :) tylko mój bieg wygląda ciutkę inaczej...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ty przy swoich chłopakach, to już dawno powinnaś dostać jakiś medal::) i to potrójny:)

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka