środa, 9 lipca 2014

Przychodzi baba do lekarza


Wczoraj było o poważnych rzeczach. Więc dzisiaj na odreagowanie, będzie o czymś lekkim, a mianowicie?...
Przychodzi baba do lekarza...

A tu lekarz też baba:), że tak zacytuje biorąc przykład z pewnego prezentera sypiącego kawałami z rękawa. 

Właściwie "mnie" to obojętne kto?, może być nawet dziad. Byleby mnie przyjął. Wyjątek w tym towarzystwie mogą stanowić weterynarze, odstąpię ich zwierzynie chlewnej. 

Więc zacznijmy od początku. Tutaj muszę przeprosić moją profesor od polskiego, która zawsze mówiła.
- Wójcik zdania nie zaczynamy od słowa "Więc"!!!.
Pani psor. nie dało rady inaczej:).  

Postanowiłam pójść do lekarza. Nie do tego, o którym myślicie. Podobno z moim zdrowiem psychicznym jest dobrze:). Choć pewnie niektórzy się z tym nie zgodzą. Pocieszam się, że każdy wielki człowiek, miał w sobie cząstkę wariata. Więc i ja mogę. 

Na początek wybrałam skromnie, miał być zwykły internista. 
Wstałam o piątej rano, by nie stać na czczo do rejestracji. Miałam silne postanowienie by dostać się tego samego dnia do lekarza. Co nie było łatwe. Bo musiałam wyprzedzić w wyścigu, starsze osoby stojące tylko po recepty. Rosłych mężczyzn, którzy przyszli tylko po skierowanie. Wycieczki przedstawicieli medycznych, którzy udają honorowych dawców krwi, lub osoby z zawałem serca. I ja, drobna kobietka (no dobra kiedyś byłam drobniejsza, na swoje usprawiedliwienie powiem, że to wszystko dzieci wina i trochę tych czekoladek). 

Przed przychodnią o 6.30 było już tłoczno. Każdy patrzył na siebie wilkiem i teoretycznie nie było kolejki. Bo podobno każdy za kimś stał, ale tamta osoba poszła po mleko, bułki, wydoić krowę i zrobić inne niezbędne rzeczy do przeżycia w kolejce do rejestracji. O siódmej panie wpuściły potrzebujących. Tłum zafalował i zostałam zepchnięta na bok przez rosłego wyrostka, który wpychając się przed staruszków pocwałował do przodu. Po chwili sytuacja się unormowała, a ja stwierdziłam, że dużo się nie zmieniło. Bo co z tego, że stałam w kolejce, jak nadal to było na dworze?!!. Spojrzałam do tyłu, jakaś miła pani się do mnie nieśmiało uśmiechnęła, przegryzając bułkę. Odpowiedziałam jej tym samym i na pocieszenie powiedziałam.
- dostaniemy się, zobaczy pani.
Pani tylko pokręciła głową i powiedziała.
- Nie dostaniemy, z tego miejsca nikt się nie dostaje.

Przyznam, że trochę się zdenerwowałam. No jak to się nie dostaniemy?, a jakbym umierała, to by mi powiedzieli proszę poczekać w kolejce?. Lub jeżeli ostatkiem sił bym się doczołgała do okienka, pod warunkiem, że ci w kolejce po drodze by mnie nie zdeptali. To pani w recepcji by mi powiedziała, proszę pokazać numerek?. Już to widzę, ja drżącą ręką wyciągam świstek, ona patrzy na niego i mówi.
- To nie ten numer, przecież każdy czeka!!, Next!!

Co chwilę z budynku wychodził jakiś szczęśliwiec z umówionym lekarzem. Patrzyliśmy na nich poirytowani. W końcu po pół godzinie byłam w środku. Dzieliło mnie od szczęścia jakieś dziesięć osób. Jakże szybko okazało się, że się myliłam. Bo doszło jeszcze pięć następnych, pewnie ci od tych krów i zakupów. Teraz już słyszałam dochodzące głosy z rejestracji.
- Pani ja do Kowalskiej tylko po receptę i proszę też moją żonę dopisać, ona też po receptę. 
Matko kochana myślę sobie, po co im lekarz?, niech od razu lezą do apteki. Pani magister też im w tym pomorze. 
Jeszcze z pięć osób przede mną stało po receptę, jedna wypadła bo zemdlała. Trzy panie tak z sobą zżyte, że chciały wejść razem do lekarza. I mimo ich protestów zostały umówione osobno. W końcu dostąpiłam zaszczytu i podeszłam do okienka. Tryumfalnie podałam imię i nazwisko, oraz adres, a pani spojrzała na mnie z pobłażaniem i powiedziała. 
- Na dzisiaj rejestracja do lekarza zakończona, Next!! 

Pozdrawiam

2 komentarze :

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka