poniedziałek, 28 lipca 2014

Waga kuchenna, niezbędny dodatek do twojej diety


Tak, tak, jestem na diecie. Niestety nie takiej cud, tylko raczej. "Tyraj mała, tyraj". 

Pewnie o niej nie słyszeliście. Wymyśliłam ją naprędce, zmotywowana zdjęciem jakiejś modelki w bikini. Jest to bardzo optymistyczna dieta. Bo ja do niej podchodzę z wielkim optymizmem, niczym politycy do zmniejszenia podatków w naszym kraju. By ją wprowadzić w swoje życie potrzebne wam będą. 

- Silne postanowienie, będę mniej żreć
- Będę silny(a) i gotowy(a) by odeprzeć atak napierającego z każdej strony wroga. Czyli generała "Czipsa" i jego adiutanta "Czekolady".
- Trzymam się zasady 5 posiłków dziennie. I to nie znaczy, 5 posiłków dziennie, a pomiędzy nimi 5 paczek czipsów, 5 lodów i 5 butelek coli. Niestety, nie ma lekko.
- liczenie kalorii, nie jest trudne. W dzisiejszych czasach, pewnie nawet na papierze toaletowym masz napisane, ile ma kalorii w 100 gramach. Tutaj uprzedzę pytania?. Nie nie smakował mi:).

Schody zaczynają się kiedy trzeba coś odmierzyć, lub zważyć. Metoda na oko nie sprawdza się. Bo wiadomo, na oko, kto zmarł w szpitalu?. Temida to ja też raczej nie jestem. Więc pozostał tylko zakup wagi kuchennej. Tak, tylko jakiej?. 

Rynek oferuje nam ich zatrzęsienie. Są różne
  • Małe
  • Duże
  • Prążkowane
  • Kolorowe
  • I bezbarwne
  • Kwadratowe 
  • Okrągłe
  • Elektroniczne
  • I nie
Wszystko to bym powiedziała, gów... to znaczy mało ważne. Najważniejsze by potrafiła dobrze ważyć, czyż nie?......

Ja zdecydowałam się na zakup niedużej. W końcu nie będę na niej ważyła ziemniaków w małym warzywniaku.
Myślałam raczej o skromniejszych posiłkach.


Ma kilka zalet
  • Jest mała, czyli wszędzie się zmieści. I można ją zabrać nawet w podróż.
  • Pasuje mi do wystroju kuchni, a co?. Przecież jestem kobietą:).
  • Może ważyć sam posiłek, nie trzeba najpierw odliczyć wagi talerza, lub miseczki. 
  • No i najważniejsze, waży!!!!

Nie będę tutaj opisywać swojej radości, z okazji pierwszego zważonego produktu. W sekrecie powiem tylko, że w pierwszym dniu, nie zważyłam tylko telewizora.




Nie to, że nie próbowałam, kurcze jakoś się nie dało. Po początkowej euforii, dałam odpocząć biednemu ustrojstwu. I teraz waga stała się moim sprzymierzeńcem w walce z nadprogramowymi kilogramami.
 
I takich przyjaciół to ja lubię. Nie zdradzi, zawsze mówi prawdę (czasami mógłby sobie odpuścić, tylko tyle płatków, a tak dużo kalorii!!!!) i wiecznie na posterunku. Takiego każdy chciałby mieć.

Pozdrawiam


6 komentarzy :

  1. Kurcze Dorotka tak piszesz na blogu o tych dietach, bieganiu, brzuchu, że chyba wezmę z Ciebie przykład i też zacznę zrzucać co nie co - mój cel - być taką jak 10 lat temu;-))) Pozdrawiam upalnie Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hhaha kochana, a bierz przykład.:)) Dobrze mieć swój cel:))

      Usuń
  2. Ja też jakiś czas temu kupiłam sobie wagę kuchenną z powodu diety :) ale teraz używam jej do odmierzania składników do ciast :D wczoraj w telewizji mówili o modelce, która ma 180 cm wzrostu, waży 90 kg i nosi rozmiar XL i ma zamiar zrewolucjonizować świat mody, tak więc zastanawiam się, czy nie poczekać, aż stanę się modna... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Waga to bardzo praktyczna rzecz, człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego:)) Ja też czytałam o jednej modelce:) która chce przytyć aż 200 kilogramów. No aż taka modna to ja nie chcę być:))

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka