sobota, 23 sierpnia 2014

E.... Pracownik kontrolowany E.... Pracownik kontrolowany


O mój GPS-ie niedrogi
Nikt się nie dowie jak nie smakujesz
Aż się w końcu kurna zepsujesz

Dziś wielkość twą widzę w całej ozdobie
Bo ktoś rozwalił mi pół auta i właśnie przejechał po tobie!

Czyż życie nie jest proste?. Chcesz pracować, masz pracę. Chcesz mieć święty spokój, to zapomnij o pracy. Trochę to skomplikowane, ale nikt nie mówił, że życie jest usłane różami!.
Zakładam z góry, że raczej nie planujesz się wykończyć śmiercią głodową. Więc wybierzesz jednak pracę. Prawda? .
Jeżeli jesteś jednym z tych szczęśliwców, którzy zasługują na godne miano "pracownik mobilny", to musisz się zmierzyć z "Bondem techniki", zwanym potocznie GPS. 

Z GPS-em, to jak z moim glonojadem. Jest, żre, sprząta akwarium, ale od miesięcy nikt go nie widział. Tego małego ustrojstwa z kabelkami, też nie zobaczysz. On "posprząta" twoje życie i zeżre je z kopytami.

Zacznijmy jednak od początku.
- Kowalska oto twój samochód służbowy!
- Nie naprawdę?, czym sobie zasłużyłam na taki zaszczyt?
- Nie ma sprawy, bierz jak swoje, w końcu to w naszym wspólnym interesie. 

Bierzesz nową "furę". Cieszysz się jak głupia. Auto za darmo, prawie nielimitowany deputat na paliwo. Jeżeli obiecasz, że żonę szefa, będziesz wozić do kosmetyczki w niedzielę i święta, to nic nie wydasz na oktany. Zaślepiona nową zabawką przymykasz oko na jej mankamenty takie jak.
  • Przewaliły się przez nią tabuny pracowników, godnych dbania o interesy "Mordoru"
  • Samochód ma tak zdezelowaną skrzynię biegów. Co budzi twoje podejrzenia, że zanim twoja firma go zakupiła. Wielu kursantów nauki jazdy, wyczyniało na niej hołubce. 
  • Coś tam trzeszczy i piszczy w kole. Wiadomo, samochód służbowy wjedzie na każdy krawężnik. 
  • Orki właściciela "Mordoru", tak szczelnie go okleiły reklamą firmy, że musiałaś sobie na przedniej szybie wydrapać małe okienko. I czujesz się raczej jak czołgista, a nie handlowiec.

Po początkowej ekstazie, przychodzi proza życia. W końcu zaczynasz pracę. Wsiadasz do swojego "cacuszka" i podążasz na spotkanie. Po drodze zatrzymujesz się w zapyziałej dziurze, gdzie pewnie jeszcze prądu nie widzieli. I udajesz się do sklepu po świeże bułeczki. W końcu głodem cię nie wezmą. Połykasz jak pelikan te suche buły, wlewasz w siebie wodę i udajesz się na spotkanie. Tam ciebie poją kawą. Ubijacie interes, albo i nie. I szybciutko pędzisz w kolejne miejsce. Tam znowu poją ciebie kawą, wysłuchujesz dyrdymały w stylu.
- My uwielbiamy wasze produkty, ale......
Dalej możecie sobie wstawić co chcecie np. ale nie ma chleba razowego, ale nie ma pogody, ale kac mi łeb rozwala, ale kim ty właściwie jesteś?. 
Siedzisz w tym biurze ściskasz kubek ze swoją kawą i wybałuszasz ślepia na mówce i zastanawiasz się, czy wezwać karetkę?. Bo biedaczynie chyba się w gębie magazynek zaciął. Kończysz szybko rozmowę i w podskokach lecisz autkiem w następne miejsce. Zatrzymujesz się na małą chwilkę na stacji benzynowej. Pochłaniasz hot-doga, próbujesz znaleźć wolne miejsce przy stoliku. Bo prawie wszystkie zajęli inni "mobilni". Podsłuchujesz kilka ploteczek w stylu.
- Wywalili go, normalnie pojechali po nim jak po dzikiej świni. 
lub
- On powiedział do mnie dostawca, a ja mu powiedziałem. Dla ciebie to ja jestem "pan dostawca!!!".
Kończysz szybko twój posiłek, bo następni z hot-dogami dyszą ci już nad głową. I wynosisz się z ostoi dla "uciśnionych handlowców". 

Kolejne spotkanie smarujesz się wazeliną, bo bez tego nie przetrwasz. Musisz wejść w tyłek następnemu "znawcy", który ma gdzieś to co mówisz. Przywdziewasz grymas na twarzy, który ma robić za uśmiech i ściskasz rękę na powitanie. Chłepczesz tę kawę. Później kolejne spotkanie i kawa. I kolejne z kawą. Po ośmiu godzinach pracy wracasz do swojej firmy i ledwie trzymasz kierownicę w dłoniach, bo zbyt duża dawka ciemnej lury zrobiła spustoszenie w twoim mózgu. Wchodzisz na drżących nogach do swojej kanciapy. Bierzesz długopis do ręki, którym próbujesz sobie nie wykłóć oka. Nie jest to łatwe, po zbyt dużej dawce kofeiny. Coś tam podpisujesz. Właściwie został ci tylko do "odpękania" "Apel Jasnogórski", na którym szef powie ci jak mało znaczącą jesteś osobą i możesz wracać do domu. Normalnie pryszcz. 
Wchodzisz do pokoju pełnego "orków", którzy na wyścigi polerują własną białą koszulą buty szefa. I jeszcze się przy tym kłócą, który zrobi to lepiej. 
Patrzysz na swoje odzienie, które jest uwalone keczupem i brązowe od kawy i myślisz, że nic tu po tobie. Dzisiaj nie będzie dodatkowych punktów. Próbujesz cichcem wyczołgać się z "okopów". Kiedy ostry głos zatrzymuje cię w miejscu.
- Kowalska ja za twoje odpoczynki od pracy nie będę płacił!!.
GPS mi wszystko pokazał!!. 

No tak oko Mordoru, wszystko widzi i ma do pomocy GPS.  
Pozdrawiam



 

8 komentarzy :

  1. Ja mam nienormowany czas pracy ale w podobnym klimacie też niekiedy muszę pracować i poza tymi dniami bardzo lubię swoją pracę. .. pozdrawiam bez GPS- a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze powiedziane, poza "tymi dniami":))

      Usuń
  2. do kumpla, gdy wybierze dłuższą niż najkrótsza z mozliwych trasę, dzwoni szef, informując go, ile kilometrów nadrobi i jaka to ogromna strata paliwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak Ania, oko "Mordoru" wszystko widzi:))

      Usuń
  3. Ale przynajmniej możesz się przed znajomymi chwalić, że masz służbową brykę:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a jak Najważniejsze to nie wychodzić z roli:))

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka