czwartek, 14 sierpnia 2014

Sandały na Szczelińcu i czyste buty Karolinki do trumny


Polanica Zdrój jest dobrą bazą wypadową w kilka fajnych miejsc. W końcu byliśmy w górach!!!. Co prawda niskich, ale zawsze to góry, a co się robi w górach drogi czytelniku?. Łazi, łazi się po górach!!.

- O czym powinien pamiętać, każdy grotołaz leząc w góry? - dywagował na szkoleniu, wciskając trochę oleju w nasze ciemne mózgownice przedstawiciel GOPR-u.

- Melduje posłusznie, panie przedstawicielu GOPR-u, że każdy grotołaz leząc w góry. Powinien pamiętać
  • O odpowiednim obuwiu
  • Odpowiednim okryciu
  • Pogoda w każdej chwili może się zmienić
  • Nie mówimy do niedźwiedzia kici kici
  • Nie drażnimy "baranów" ( co już nie obowiązuje, na terenach niskopiennych:)
  • I nigdy, ale to przenigdy nie powinno się chodzić samemu w góry!!. Zaplecze ludzkie musi być!!. 
Podlizywałam się, przeczytanymi gdzieś naprędce informacjami. 

Tak, góry to nie zabawa. I dobre obuwie to podstawa. 


Wybraliśmy się na Szczeliniec. Piękne miejsce. Do którego na początku wiodą strome schody. 


Pogoda była pod psem, kamienie śliskie. Tymczasem na "salonach", królowały sandałki i różne dziecięce trzewiczki. 

Pewnie zamiast na buty, niektórzy woleli wydać krocie na sprzęt fotograficzny. Jak nic musieli wykonać piękne zdjęcia, zanim wylądowali na zbity dezmer, ślizgając się w swoich "laczkach". 

Turystów co nie miara i nie każdy z kondycją, o czym przekonaliśmy się przechodząc koło jednej pary. Mężczyzna wisiał na barierkach i jęczał do swojej połowicy.

- Zabij mnie!!!, zabij mnie!!, ja już nie dam rady!!.
- Rysiek nie przesadzaj, przecież to dopiero 10 schodków!!.

Minęliśmy cierpiętnika i jego zatroskaną małżonkę. I ruszyliśmy dalej w trasę. Ukoronowaniem "wysiłku" na schodach były takie widoki. 







Co prawda była mgła, ale i tak miało to swój urok. Krótki przystanek i dalej w trasę na Szczeliniec Wielki. Tutaj droga już się dłużyła, bo nie dość, że wąsko i przemieszczaliśmy się po drewnianych kładkach. To jeszcze po bokach stała woda. 

Idąc gęsiego musieliśmy czekać, aż Marysia, Wojtuś, Krzysio i inni zrobią sobie zdjęcie w każdej nawet najmniejszej szczelinie. Słychać było tylko głosy.

- Marysia jeszcze tu. No dalej, dalej... Przecież mówiłem, że dalej!!!. Zobacz w wodę przez ciebie wlazłem!!!.
- Zdzisiu jak to dalej?. W przepaść miałam spaść?.  

Normalnie wariaci. Ja tam nie wnikam, kto chce kogo wykończyć, ale żeby tak bez krępacji na oczach innych, to jakiś horror (właściwie to powinno mi się podobać:). 

Udało się nam wyminąć dziwną parę i poszliśmy dalej. 

- Karolinka, przejdź za tymi barierkami. Tam nie ma błotka i wody. - pouczała swoją na oko sześcioletnią córeczkę jakaś idiotka, bo mamą bym jej nie nazwała. Ja się nie wtrącam w wychowanie dzieci, ale jeżeli ktoś dziecku każe wychodzić za barierki ochronne, by sobie nie pobrudziło butków, to nie mogę tego tak zostawić. 

- Zwariowała pani, przecież tutaj jest co najmniej  pięć metrów w dół!!!- krzyknęłam
- Niech pani pilnuje swojego nosa - obruszyła się "mamusia"
I oddaliła się z dziećmi i obrażonym tatusiem, który ślizgając się w swoich trampeczkach, co chwilę cykał rodzince zdjęcia swoim aparatem. 
Buty Karolinki, trampeczki tatusia i lacze mamusi
I rozmawiaj z wariatami. Butki sobie ubrudzi!!!, co tu można jeszcze ubrudzić!!. Mózg niech sobie wyczyszczą, będzie z niego większy pożytek.

Dalsza droga minęła, bez większych problemów. Porobiłam kilka fajnych zdjęć.


W końcu weszliśmy na samą górę i popatrzyliśmy na spokojną dolinę.
Czekała nas jeszcze droga w dół. Wygodnie, znowu po schodach. Wracając rozmyślałam, że dopóki ludzie nie zaczną w końcu myśleć. To pracownicy GOPR-u wciąż będą mieli ręce pełne roboty. Co z tego?. Najważniejsze by Karolinka została pochowana w czystych butkach.

Pozdrawiam


Wszystkie historie, które występują w moich postach są prawdziwe. Oczywiście opisuje je moimi słowami, by chciało mi się o nich pisać. I zawsze podpieram się przy tym humorem.

7 komentarzy :

  1. zdjecia masz super :) taa turysci, zawsze mnie "rozwalaja" w polskich gorach, raz widzialam laske w Bieszczadach w szpilkach... jedno mnie tylko nurtuje, Drugorodny wlazl z wami wszedzie??? J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurde w szpilkach:) ta tomusiała mieć duże poczucie humoru:). Drugorodny to przecież biegacz wszędzie z nami wyraził tylko w niektórych miejscach nadobnymalzonek musiał go nosić:)

      Usuń
    2. Miało być z nami wlazil:)

      Usuń
  2. bo widzisz... moj to chyba by juz przy tych schodach wymiekl :) J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej kochana poczekaj, jeszcze będziesz za nim biegać:)) a on jak kozica górska będzie przed tobą uciekał:))

      Usuń
  3. Hahaha :) Świetnie udało Ci się klimat wędrówek po polskich górach:)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka