poniedziałek, 29 września 2014

5 niepotrzebnych rzeczy, które wyrzuciłam do śmietnika


Uf, ulżyło mi. Etap zbieractwa mam już za sobą. Wszystkie rzeczy, które uważałam za niezbędne nie tylko do życia, ale do przeżycia w ogóle. Okazało się, że nie były mi potrzebne.

Zaczęło się od tego, że próbowałam znaleźć jakąś rzecz w kotłowni. Ile ja się jej naszukałam, bo musiałam się przedrzeć przez tony książek, tony szpargałów, które co chwilę spadały mi na głowę. Dlatego zrobiłam czystki w swoich zapasach na czarną godzinę. Większość od razu wylądowała w śmietniku. Jednak niektórymi perełkami, chciałam się z wami podzielić i wytłumaczyć choć trochę, jakimi pobudkami się kierowałam przy ich zakupie. Zaręczam, że nie będzie to dla mnie łatwe. Bo jak na nie patrzę to jedyne co mi przy chodzi do głowy to "o czym do cholery ja wtedy myślałam?!!!"

Dzieła sztuki są lokatą na przyszłość, którą nieświadomym potomkom można zostawić w spadku. Taka np waza z dynastii Ming. Wielu by się nie obraziło, gdyby otrzymało te porcelanowe skorupy. Jednak patrząc na moją szklaną paterę z motywem przewodnim, którym jest ogromna czerwona róża. To boję się pomyśleć, co zrobili by z moim grobem jej spadkobiercy. Kurde, myślę myślę i nic mądrego nie przychodzi mi do głowy, poza tym, że była tania. Zaczynam podejrzewać, że był to jakiś marketingowy spisek. Uknuty przeciwko klientowi, który nie używając świadomości, miał nabywać badziewie jak leci. Ja nie wiedziałam, że to takie niebezpieczne. 

Kolejna perełka, która miała ułatwić moje życie w kuchni. I zaoszczędzić na gościach, by zeżarli tyle makaronu ile trzeba, a nie prosili o dokładkę. Jest napisane na cztery osoby, to chyba uczciwie dzielę?. Nigdy, ale to nigdy jej nie użyłam. Próbowałam znaleźć dla niej inne zastosowanie, jak np. miernik dla moich wypadających włosów.
  • Pierwsza dziurka ta najmniejsza by oznaczała. Podupadasz na zdrowiu
  • Druga.. Chyba cię pogięło, zacznij się leczyć!!.
  • Trzecia...Tu już nie ma co leczyć...
  • Czwarta... Wieczny odpoczynek racz jej....

Świeczka na torcie moich antyków. Czerwona nocna lampka z małymi kuśpami. O ile dobrze sobie przypominam, to nawet niezłe pieniądze kosztowała. Kupiłam ją w tym dużym szwedzkim sklepie. Daje tak gówniane czerwone światło, że tylko dzielnica czerwonych latarni mogłaby się tym zachwycić. Dla dziecka też się nie nadaje, bo zanim w nocy by się doszło do jego łóżeczka po drodze by się straciło zęby. Próbowałam ją wysłać do Moulin Rouge w Paryżu. W przeświadczeniu, że robię dobry uczynek, ale się pomyliłam. Za jakiś czas dostałam ją z powrotem z krótką informacją, że teatr jest firmą z tradycjami i coś takiego (określenie na moją lampę) może godzić w ich dobre imię!. Jak nie to nie, łaski bez.

Szpikulce do zrazów. Taaak pamiętam ten dzień i dlaczego je kupiłam. Przypadkowo weszłam do sklepu gospodarstwa domowego. I zapatrzyłam się na drobne pierdoły, wystawione w małych koszykach na ladzie. Moją uwagę przykuły szpikulce do zrazów. Wzięłam do ręki metalowy drucik i obracając go w palcach ślizgałam się wzrokiem po błyszczących garnkach i patelniach. Kiedy ich widokiem nasyciłam się do woli, już chciałam odłożyć szpikulec. Kiedy usłyszałam głos jakiejś pani, która strofowała swoje dziecko.
- Nie ruszaj tych drutów, bo sobie oko wykłujesz!!.
I od razu kupiłam. Nie wiem komu chciałam to coś wbić w oko, ale nigdy nie użyłam ich do pieczenia zrazów. 
Był taki czas, że bardzo się chciałam nauczyć języka koreańskiego. Nie pamiętam czym to było spowodowane. Może chciałam nawtykać wodzowi rządzącemu Koreą północną?. Choć obawiam się, że takie słowa jakie miałabym mu do powiedzenia, nie ma w słowniku koreańskim. Tylko raczej w lumpen ploretariatu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu nauka języka obcego nie jest niczym złym. Lecz nauka języka angielskiego w tłumaczeniu koreańskim, to chyba lekka przesada. Po zżółkłych stronach i stanie rozkładu książki, widzę że podeszłam do tego całkiem poważnie.


Co to ja chciałam napisać?. Taaaak zrobiłam porządki, miejsca zrobiło się jakby więcej. To co?. Czas wyruszyć na zakupy:).

Pozdrawiam









14 komentarzy :

  1. Koreański...wow, podziwiam normalnie. Ja kiedyś kupiłam słownik hiszpańskiego, bo chciałam się nauczyć języka, ale kiedy zauważyłam, że znaki zapytania piszę się na odwrót, jakoś mi się odechciało. Może kiedy powrócę do nauki. A to do makaronu pokazałam mojemu mężowi i popłakał się ze śmiechu:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej kochana, nie ma co podziwiać, bo moja znajomość koreańskiego jest tak samo dobra, jak twoja hiszpańskiego:)). Z tą różnicą, że ja nawet nie wiedziałabym gdzie oni mają znaki zapytania. Choć jak widać po mojej książce, ambicji mi nie brakowało:)) gorzej z realizacją. Haha mówisz, że mąż się uśmiał z mojego odmierzacza do makaronu, patrz to jednak ten gadżet ma praktyczną funkcję, rozśmiesza ludzi, a ja go wyrzuciłam:)))

      Usuń
  2. Ja też tak lubię "kolekcjonować" wszystko co "przyda się" :). Ale w końcu i u mnie przydałoby się zrobić z tym porządek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha ja już się nauczyłam:)) i teraz nie mam żadnej litości dla szpargałów, wszystkie, które są niepotrzebne wyrzucam, lub oddaje:))

      Usuń
  3. takie fajne rzeczy wyrzuciłaś ?! :) trzeba było mi przysłać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz następnym razem będę pamiętała o tobie:)) Choć nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, segreguje odpady:))

      Usuń
  4. Witaj Dorotko, pierwszy raz do Ciebie zaglądam i powiem szczerze, że fajnie mi tu ;)
    Ja mam właśnie okrutne problemy z tym zbieractwem... zawsze wydaje mi się, że dany grat się jeszcze kiedyś przyda, albo zostaje zachomikowany w szafce/szafie/szufladzie z jakiegoś durnego sentymentu. Czas na zmiany, wiem, ale jakoś muszę się zmobilizować :) Pozdrawiam i zapraszam do nas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha ja kiedyś wierzyłam, że każda rzecz ma duszę i dlatego trudno było mi się z nią rozstać:)). Szybko zweryfikowałam swoje podejście do życia. Teraz już nie mam problemu by coś oddać czy wyrzucić:)). Pozdrawiam

      Usuń
  5. Nie no ta lampa wymiata Hehe pomalować ją we wzorki i będzie jajko wielkanocne ;)
    Ja tak robię z ciuchami i zabawkami chociaż sentyment mi przechodzi gdy jedyną propozycją jest przebicie się do sąsiadów żeby to pomieścić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lampa była super, nikt jej nie chciała, a ja proszę:)) Mój mąż się cieszy, że prowadzę blog, bo mam mniej czasu na zakupy:))))

      Usuń
  6. O kurczę mam pełno takich cudów po kartonach...jak się z nimi rozstać i po rozstaniu nie wypełniać tej pustki kolejnymi zakupami...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj przeprowadzisz się do nowego domu, to wszystko wyrzucisz:)) by zrobić miejsce na nowe rzeczy:)).

      Usuń
  7. Rzeczywiście, każdy ma takie skarby. Nie widziałam że jest takie ustrojstwo do makaronu :)
    Czasem trudno trzymać się zasady 3P: praktyczne, piękne albo pamiątkowe.
    Gratuluję pierwszego kroku. Bo czuję, że to pierwszy krok. Drugi to ... garderoba?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha nie z garderobą nie mam problemu, jak czegoś nie noszę, lub się nie wcisnę to oddaję:))

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka