Jak wyciągnąć spadek od dziadka?


A teraz ręce do góry i przyznać mi się tu jak na spowiedzi, kto z was nie marzył o tym, by dostać duży spadek?


Jak już mamy oficjalne pytanie za sobą. Wszyscy jak jeden mąż możecie opuścić ręce. Dzisiaj przeczytacie opowiadanie o takiej sytuacji, ale niekoniecznie z dobrym zakończeniem dla spadkobiercy.


Mój dziadek nie żyje, przed chwilą dzwonili ze szpitala! – powiadomił mnie Józek na progu swojego mieszkania i wpuścił do środka.
Trochę się zmieszałam, człowiek przychodzi pożyczyć książkę, a tu nagle musi się zmierzyć z taką informacją. Nigdy nie wiadomo jak się wtedy zachować, czy przytulić, chwycić za rękę a może zwyczajnie posiedzieć i wysłuchać żalów drugiej osoby na ten cholerny los, który za szybko zabiera bliskich?
Stwierdziłam, że to pierwsze załatwi sprawę, zrobiłam krok, ale za chwilę się cofnęłam. Ten uśmieszek igrający na jego ustach, coś tu nie pasowało? Dlatego zapytałam.
– Współczuję, kiedy to się stało?
– Podobno miesiąc temu, ale lekarze nadal się spierają. Dużą część ciała jego własny pies zeżarł, więc sama rozumiesz, że sprawa się trochę komplikuje – odpowiedział, zataczając się ze śmiechu na szafę.
– Rozumiem – powiedziałam ostrożnie. – A śmiejesz się…?
– Śmieję się, bo ten cholerny futrzak, to była Chihuahua. Wyobrażasz sobie?!
Walił pięścią w bieliźniarkę, a łzy szczęścia spływały mu strumieniami po policzkach, kiedy trochę się uspokoił, dodał.
– Aż dziwne, że z przeżarcia nie pękła!
Najwyraźniej kolega zwariował. Zawsze spokojny, miły, wrażliwy na ludzkie nieszczęście, nie, ta bezduszność do niego nie pasowała. Musiałam zareagować, a w tym przypadku, owijanie w przysłowiową bawełnę tylko mnie spowalniało.
– Słuchaj, ale dlaczego ty się śmiejesz? Śmierć kogoś z rodziny, a już zwłaszcza tak bliskiej, jak dziadek każdego by zasmuciła, o co chodzi?
– Nie ma co tłumaczyć, to był zły człowiek, kutwa i dusigrosz, własne dzieci miał za nic, a co dopiero wnuki!
Chciałam zapytać o coś jeszcze, ale zadzwonił telefon.
– Tak – powiedział kolega. – A to ty? Już wiesz? Fajnie, że cię powiadomili, nie zdążyłem jeszcze wszystkich obdzwonić. No wiem, pozostaje zapytać, dlaczego dziadunio odszedł dopiero teraz? He he, o nie! Kiedyś mi po pijaku obiecał, że fotel z jego gabinetu będzie mój! Ty możesz zabrać żyrandol. Co proszę?! Jaki garnitur?! Pochowamy go w parcianym worku i tak wiele z niego nie zostało! Za życia nikt go nie chciał oglądać, tym bardziej po śmierci zabraknie chętnych, przynajmniej zaoszczędzimy na trumnie. Czy pamiętam?! Przestań! Chyba nawet o tym w gazecie pisali, że na pogrzeb własnej siostry, przyniósł kwiaty wycięte z płyty paździerzowej. Wtedy się tłumaczył, że zima i takie ozdoby dłużej wytrzymają. Ty wiesz? Mam pomysł! Można go pochować nad ciotką, w ramach wdzięczności go w te chciwe dupsko ugryzie. Wieńce możemy sobie odpuścić, te z paździerza na pewno są jeszcze dobre! Patrz, tyle lat minęło, a jednak sknera miał rację.

Stałam obok, zastanawiając się, czy jak teraz ucieknę, kolega będzie mnie gonił na przykład z nożem? Świr do kwadratu, kompletnie mu odbiło.
W końcu po zapewnieniu rozmówcy, że dostanie sztućce, porcelanowe misy i wypchanego jelenia, Józek zakończył rozmowę. Spojrzał się na mnie i prychnął.
– Kuzynka! Chciwa gadzina, zobacz! Obgryza kości po nieboszczyku lepiej niż jego kundel! A przecież, kto ryzykował? Kto ryzykował?! – wykrzykiwał, przechadzając się po pokoju. – Tylko ja byłem taki odważny, by mu wrzucić kapiszony do łóżka. Wiem, żaden nie wybuchł, jakieś strasznie badziewne były, ale jak nic, mi się więcej należy!
Powoli, by nie drażnić wariata, zaczęłam się przesuwać w kierunku drzwi wyjściowych, kolejny sygnał dzwonka, zatrzymał moje stopy. Kto teraz? Kuzyn, ciotka, a może pies dziadka?
Józek spojrzał na numer i podniósł rękę.
– Dzwonią ze szpitala, w którym leżą zwłoki – powiedział. – Może już straszy w budynku i chcą się go jak najszybciej pozbyć? Poczekaj, zrobię na głośnomówiący, pośmiejemy się razem.
– Halo, Józef Kownacki przy telefonie, w czym mogę pomóc? – powiedział poważnie i mrugnął do mnie okiem.
W telefonie jakiś mężczyzna zaniósł się kaszlem.
– Halo, Józuś? Wnusiu, słyszysz mnie?! Nie słuchaj tych szarlatanów, pomylili się, żyję. Od miesiąca leżę w tym durnym szpitalu, ktoś zamienił kartki z nazwiskami. Nieważne. Ty mnie tu zaraz szybko przyjeżdżaj i przywieź jedzenie, bo mnie cholery zagłodzą!


10 komentarzy:

  1. Hehe tak to bywa w rodzinie, niektórzy sobie o niej przypominają gdy śmierć zagląda w oczy, a potem się dziwić, że materializm panuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Materializm był, jest i będzie:)). Co do dziadka Józka i jemu podobnych, to rzeczywiście, czasem dopiero na starość przypominają sobie o bliskich, kiedy sami potrzebują pomocy:(

      Usuń
  2. Mam nadzieję,że biedny Józek sam nie zszedł z powodu stresu i materialista dziadek nie zastanawia się jaki spadek mu po wnuku przypadnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek trzeba było to widzieć. Bo okazało się, że w szpitalu było dwóch "Kownackich" i zadzwonili przez pomyłkę do rodziny nie tego co trzeba. Co do spadku po Józku, to na razie dużo by tego nie było. Bo przecież po co miał gromadzić majątek?. Jak liczył na dziadka:))

      Usuń
  3. O masakro !!!
    Ja bym siechyba mocno zastanawiala czy nie jestem w ukrytej kamerze :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście historia jest opowiedziana moimi słowami, by chciało mi się o niej pisać. Niemniej wydarzyła się naprawdę. Życie pisze takie scenariusze, o których nam się nie śniło.:))

      Usuń
  4. Uwielbiam czytać Twoje posty, skutecznie poprawiasz mi humor, a uwierz mi, że przy bólu zęba ciężko o dobre samopoczucie. Niemniej, setnie się uśmiałam! Kurcze, też bym chciała jakiś spadek, najlepiej sześciozerowy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde Ząb?!!!, to muszę być naprawdę dobra:))))) To jest najgorsze paskudztwo jakie może spotkać w życiu. Trzymaj się kochana, będziemy czekać na te spadki:))

      Usuń
  5. A pewnie, ze o spadku marzylam...w sumie to jeszcze nie wszystko starcone, bo brat dziadka do Stanow wyemigrowal a kto inny do Australi. Tymczasem wlasnie jestesmy na etapie odrzucania spadku po tesciu :(

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger