niedziela, 21 września 2014

Kup pani śrubkę


Mamy równouprawnienie. I podobno każdy może się zajmować tym czym chce. I wielu z tego korzysta, pełną gębą. Piszę pełną gęba, bo pary już im brakuje.

Jolka dostała od męża bardzo odpowiedzialne zadanie. 
- Jolciu widzisz?. To jest śrubka. Ma cztery centymetry długości i 0,5 średnicy. Proszę kup takich dziesięć. 

Jolka lubi odpowiedzialne zadania. I bardzo dobrze się z nich wywiązuje. Tak jak ostatnio dostała wytyczne od zapracowanej koleżanki, by kupiła na jej imieniny ciasto.
- Kup drożdżówkę i wuzetkę. 
- Ile mam kupić? - Odpowiedziała Jolka. Dumnie przy tym wypinając pierś. Z powodu wagi powierzonego zadania.
- No nie wiem, może kup blaszkę tego i tego?.
I Jolka poszła. Z zadania wywiązała się wspaniale. Kupiła blaszkę drożdżówki i wuzetki, zapominając o drobnym szczególe, że to były blachy piekarnicze, w których zmieściłoby się dziesięć blaszek do domowych wypieków. Koleżanka Jolki się wypięła i zapłaciła tylko za tyle ciasta, ile pragnęła. Resztę musiała wyłożyć Jolka. Tak lubiłam wuzetkę i pachnącą drożdżówkę też. Niestety już mi przeszło. Bo ile dni można żreć drożdżówki i wuzetki, żeby się nie zmarnowały?.
Tym razem koleżanka podeszła do sprawy z większym profesjonalizmem. Zapakowała jedną śrubkę, by mieć na wzór i wyruszyła w miasto. Zaparkowała pod sklepem metalowym i raźnym krokiem wparowała do środka.
Dzyn - zadźwięczał dzwoneczek.
- Dzień dobry - powiedziała Jolanta
- Dzień dobry czym mogę służyć? - odpowiedział subiekt.
Jolce coś świtało w głowie, że w tym momencie powinna wyciągnąć śrubkę, by pokazać czego pragnie, ale postanowiła zrezygnować z tej pomocy. I postanowiła się skupić na swoim profesjonalizmie, do którego niewątpliwie miała zaufanie i odpowiedziała.
- Potrzebuje śrubkę do wkręcania, a właściwie dziesięć takich śrubek. - Wyłuszczyła sprawę.
- Jakie śrubki, pani potrzebuje?.
- Takie czterdzieści centymetrów długości i pięć centymetrów średnicy. - Odpowiedziała dumnie Jolka i zadowolona była z wrażenia, które zrobiła na sprzedawcy. 
Ten rzeczywiście był pod wrażenie. Jedyne co mógł zrobić, to wytrzeszczać gały. I próbował dojść do siebie. W końcu jako tako się opanował i wydukał..
- Niestety, takich nie mamy.
Jolka opuściła lokal, niezrażona deficytem w dotowarowaniu sklepu. W końcu takie rzeczy się zdarzają prawda?. I pojechała do następnego. Tam znów spotkał ją zawód.
Śrubek o długości czterdzieści centymetrów i średnicy pięć centymetrów nie mieli. Odprowadzana dziwnym wzrokiem sprzedawcy, wsiadła do auta i pomyślała, że będzie trudniej niż się tego na początku spodziewała. Na szczęście przyjaciółka nie poddaje się tak łatwo. Miała kupić śrubki?. To kupi, choćby miała zapłacić za to życiem. 
Kolejny sklep napawał optymizmem. Duży profesjonalny z bardzo miłą i usłużną obsługą. Jolka skorzystała ze swojego doświadczenia nabytego w dwóch poprzednich sklepach i zapoznała personel ze swoimi wymaganiami. 
- 10 śrubek, czterdzieści centymetrów długości i pięć centymetrów średnicy. 
- Niestety my nie mamy, ale w stoczni mogą mieć. Przyjechała pani tirem?. - odpowiedział miły pan.
Jolka się zdenerwowała. I powiedziała, że jej noga już więcej w tym sklepie nie postanie. 
Pozostał jej tylko ostatni bastion śrubkowy do zdobycia. Ten największy z największych, w którym na każdego śmiałka czekają tylko oszczędności i przyjemności. Jak nie tu. to gdzie te cholerne śrubki miały by być?. Jolcia raźno wparowała w alejki, w których aż roiło się od śrubek. I z radością pomyślała, to tu. 
- Dzień dobry w czym mogę pomóc?, - postanowił kobiecie pomóc ktoś z obsługi.
- Dzień dobry. Bardzo proszę o pomoc i jest pan moją ostatnią deską ratunku!.
- Oczywiście po to tu jesteśmy, by spełniać marzenia naszych klientów i oszczędzać ich czas i pieniądze - Popisywał się swoją wiedzą pracownik.
- To wspaniale. Niech pan słucha uważnie. Potrzebuje dziesięć, nie osiem, nie dziewięć, tylko dziesięć śrubek o długości czterdzieści centymetrów i pięciu centymetrach średnicy. Macie takie?.
Widać było, że pracownik był w lekkim szoku i jego sytuacji nie poprawiał fakt, widok obłędu, który wyzierał z oczu Jolki. Jednak moja znajoma miała szczęście. I trafiła na dobrze wyszkolonego pracownika, który już niejednego psychola widział. Ten się szybko opanował i odpowiedział.
- Niestety nie mamy. Czy mogę jednak mieć do pani pytanie?. 
Jolka zrezygnowana machnęła ręką i odpowiedziała.
- A pytaj pan.
- Do czego pani potrzebne te śrubki?. Buduje pani tankowiec?.

Pozdrawiam

 Wszystkie historie, które występują w moich postach są prawdziwe. Oczywiście opisuje je moimi słowami, by chciało mi się o nich pisać. I zawsze podpieram się przy tym humorem.

10 komentarzy :

  1. Ja się tam Jolce nie dziwię, też by mi się pomyliło, zresztą to tylko śruba he he, która kobieta to zapamięta:). W każdym razie nieźle się uśmiałam z rana w niedzielę, a tankowiec to w sumie niezły pomysł!

    Dlaczego przypomniałaś mi o wuzetkach? O matko, ile czasu już ich nie jadłam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam zawsze marzyłam o swoim tankowcu:)), albo to był jacht:) Już mi się myli:))

      Usuń
  2. O matko, królestwo za wuzetki! Nawet tankowiec z wuzetkami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha ja muszę poczekać tak z rok:)) i wtedy może znowu zaczną mi smakować:))

      Usuń
  3. Hehe no cóż to prawie jak moje kupowanie części do cokolików ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To jak z moimi parapetami pod okna. Coś mi się pozajączkowało i kupiłem 10 szt za krótkich o 5 cm i co? Zdarza się. Na szczęście tylko dwóch nie dało się wykorzystać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to sobie poradzić w życiu, popełnia się błędy, ale wychodzi się z tego obronną ręką:). Jolka też postanowiła, że teraz to już musi zbudować ten tankowiec, nie ma bata:))

      Usuń
  5. Ohh lol, ale sie usmialam z samego rana :D

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka