wtorek, 16 września 2014

Legenda o zakupach z dzieckiem


Wiele już ksiąg powstało na ten temat i najstarsze podania przed tym przestrzegają. Lecz zawsze znajdą się śmiałkowie, którzy niepomni na przestrogi. Chcą się zmierzyć z trzygłową hydrą i.....
I PÓJDĄ Z DZIECKIEM NA ZAKUPY.

Miała ci kiedyś matka kaprys taki, oj dana dana
Wezmę na zakupy swoje dzieciaki, oj dana

Dzieci szczęśliwe, być dzisiaj muszą. oj dana dana
Wykończyły matkę w sklepie, Panie świeć nad jej duszą.oj dana


Zastanawia mnie, po co nam jedzenie?. Człowiek tyle wydaje na to żarcie i co z tego ma?. Chwilową przyjemność, która może, acz nie musi skończyć się niestrawnością. Lub sensacjami żołądkowymi innego kalibru. No, ale jak mus to mus, trzeba się posilić by przeżyć. 
Tak się akuratnie składa, że wielu z nas posiada dzieci. Nie żeby nas ktoś do tego specjalnie zmuszał, żeby nie było. Samo tak wyszło i początek produkcji był nawet przyjemny. Domyślam się też, że zdecydowana większość z was. Nie posiada niani do dziecka, która łazi za wami jak cień i najwyżej da wam dla rozrywki potrzymać przez pięć minut potomstwo. Po tym czasie, by się zbytnio nie przemęczyć, oddajecie dziecko w ręce opiekunki. I skupiacie się na innych ważnych rzeczach, jak np. co ja dzisiaj na siebie założę?. Lub te firanki trzeba wymienić, bo się w rogu zagięły. 
Zostawmy nianię, firanki, ciuchy. I skupmy się na przyziemnych rzeczach. Rodzic do tchórzy nie należy, co to to nie. Wszak opiekuje się dziecięciem, a umówmy się nie jest to sielanka, jak nam reklamy i idealne matki próbują wmówić. Jeść niestety trzeba, choć wiele modelek mogło by się ze mną nie zgodzić. Dlatego trzeba się udać na zakupy. Niani niet, więc trudno. Radzi, nieradzi musimy zabrać ze sobą dzieci. 

Początek jest nawet niezły. Wyciągnij złotówkę, a nie, napisane jest jedno euro. To gdzie ja jestem?. Na szczęście, piątka też się nadaje. Szarpiesz się z wózkiem i dzieckiem, z których jedno na kółkach nie chce wyjść z taboru innych wózków, a drugie na małych szpyrkach chce ci zwiać. Opanowujesz jedno, dopadasz drugie. I ze ściśniętym sercem udajesz się na zakupy.
Wielki gmach, z dużymi szybami i wypolerowanym gresem. W środku gwarno jak na jarmarku. Mijacie pana ochroniarza, którego wzrok mówi "wszyscy jesteście podejrzani" i wchodzicie na halę. Zabawa się zaczyna. Patrzysz po lewej jakiś ruch. Jakaś mama, próbuje wyciągnąć synka za nogi spod regału i krzyczy.
- Jasiu wyjdź, ja kupię ci to autko!.
Inni też nie mają więcej szczęscia
- Kasiu masz już taką lalkę.
- Ale ta ma inną torebkę!.
- Krzysiek powiedz coś jej?.
- Co ja mam jej powiedzieć?. To ty ją tak wychowałaś!.
- Patrz, ciebie wychowywała twoja mamusia i też się jej nie udało! - odpaliła mama Kasi.

Dlaczego, ja się pytam?. Dlaczego regały z zabawkami są zawsze na początku?. Chyba by rodzica dobić?. Dlatego biegniesz z tym koszykiem, na drugi koniec sali z taką prędkością jakby tam sznurek do snopowiązałki rzucili. I poprawiając włos, już z większym dostojeństwem poruszasz się po hali. Idziesz na dział z pieczywem. Dziesięć bułek do torby, jedna do małej paszczęki. Liczysz, że na chwilę go zajmie. I nie zauważy, że przechodzi koło regałów ze słodyczami. Niestety nie ma lekko. Widzieliście "Egzorcystę"?. Nie tylko ten szatański uśmieszek pojawia się na ustach waszych dzieci, ale wydaje się, że ono rzeczywiście może przekręcić głowę o 180 stopni. Lustruję pułki tak szybko, jak ty ogarniasz swój portfel stwierdzając, że w nim jest pusto. Dziecię wypowiada sakramentalne słowa.
- JA CHCE TO!!
Patrzysz co chce mały wychowanek Lucyfera i zawsze jest to najdroższa rzecz. Tym razem masz szczęście, bo uwagę twojego dziecka odwraca inny dramat rozgrywający się na waszych oczach. Jakiś mały sprinter zapiernicza przez główny hol z koparą pod pachą. i krzyczy.
- Moje, mooooje!!, nie oddam.
  Za nim z pełnym koszykiem biegnie matka, która krzyczy do męża.
- Goooń, goń goooo!!. 
- Sama sobie go, goń!!. Dzisiaj twoja kolej!!.
Korzystasz z nieszczęścia innych. I szybko uciekasz, kierując się na neutralne tory. O jest mięsiwo, już bardziej neutralnie się nie da. 
- Mamusia kupi tylko mięsko na obiadek - słyszę słowa innej umęczonej.
- Ja nie lubię mięska - wrzeszczy mały młodzian, pełzając po podłodze.
- Jak to nie lubisz mięska, przecież jadłeś dzisiaj obiadek i nawet poprosiłeś o dokładkę?. 
- To nie było mięsko, to był kurczak!. 
Z drugiej strony, loża szyderców w postaci dwóch starszych matron, które plują jadem dookoła, aż dziw, że mama małej gąsienicy polerującej posadzki przeżyła te naganę. 
W końcu udało ci się dojechać do kasy. Pozostaje do sforsowania tylko problem batoników, gum, zapalniczek, prezerwatyw i innych małych pierdół, które są nieodzowną częścią, każdej szanującej się kasy. I tych wszystkich za nią,karuzelek, pieseczków, koteczków i autek, do których uruchomienia jest ci potrzebna sakiewka z dwójkami. I fiu na wolność. Patrzysz przed tobą pięć osób, za tobą następne pięć. Ogonkujesz powoli, wyrywając z małych grabek te wszystkie rzeczy, które z nudów próbuje ci wrzucić do kosza. Bip, bip, bip, kasowane są kolejne rzeczy. W końcu patrzysz, jeszcze tylko jedna osoba i teraz wy. Kiedy słyszysz.
- Mamo siusiu

Pozdrawiam

Wszystkie historie, które występują w moich postach są prawdziwe. Oczywiście opisuje je moimi słowami, by chciało mi się o nich pisać. I zawsze podpieram się przy tym humorem. 




10 komentarzy :

  1. Oj, te matrony to potrafią zepsuć humor nawet na najbardziej udanych zakupach, coś o tym wiem:). A zabawki są na początku, bo cwaniacy ze sklepu dobrze wiedzą, co gdzie postawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matrony są niezawodne, zawsze się znajdą w odpowiednim miejscu i o dobrej porze:))

      Usuń
  2. U mnie jeszcze przechodzi: "to jest za drogie Maciusiu, możemy kupić tylko mięsko na obiad" ;). Ale i tak mu bardzo często nawet coś drobnego kupuję. Zemści się to na mnie ;) . Na razie wmawiam sobie, że chodzi o jego rozwój. To puzzle, to koparka, to piłeczka. A to siusiu też jest dobre. Przed wyjściem: chccesz? Słychać: NIEEEEEEEEE. A na dole, gdy wychodzisz, z windy, z garażu, gdy nie ma krzaków w pobliżu: MAMUSIU ... ;). I wtedy nieśmiertelne: Wstrzymaj się...lecimy ;)
    kocham być matką. Naprawdę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha jak ja bym chciała żeby u mnie przeszło to jest za drogie. Mój Drugorodny podejrzewa, a właściwie to jest całkiem pewny, że jego mama jest milionerką. Tylko cholera dlaczego ja o tym nie wiem:))

      Usuń
  3. Hehe jakbym widziała większość zakupów, ja zostawiam Średniego na zabawkach i mówię że idę po mięso. On też twierdzi ze kurczak to nie mieso ;) jedyny plus tego jest ze tylko po wypłacie wychodzę z jakąś zabawka ale tylko dlatego ze matka ma fiola na punkcie autek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha jak Pierworodny był starszy to też go zostawiałam na zabawkach, by mógł kontemplować w ciszy i spokoju:))). Z Drugorodnym myślę, że to nie przejdzie. On za dużo rzeczy chce:)

      Usuń
  4. Mamo siusiu, najlepsze.Tak to bywa z dzieciakami. Pomyśleć, że człowiek byla taki sam ...... Pozdrawiam serdecznie😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Edytka masz rację zapomniał wół jak cielęciem był:)) Pozdrawiam

      Usuń
  5. hehe :) robiac zakupy z juniorem czulam sie jeszcze jakby mnie ktos klepka po lbie walil :) tylko matka potrafi przezyc takie rzeczy :) sisuiu obowiazkowo przed, juz przestalam sie pytac, biore za frak z nakazem sikaj! jak mi taki numer wywinal ze siku tuz przed placeniem chcial :) J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha no nie można powiedzieć, że zakupy z dzieckiem to taaaaaka nudna sparawa:)). U mnie tez teraz jest obowiązkowe siusiu, przed wyjściem, normalnie jak w wojsku, ale jak trzeba to trzeba:))

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka