π (Pi), taki sobie film

Wikipedia
O Matematyko, tyś królową nauk. Wielu na tobie połamało zęby. Ty zaś niezmiennie trwasz na swojej pozycji i w twarz się śmiejesz wszystkim, którzy próbują cię zrozumieć.


Zawsze byłam dobra z matematyki.
- Siadaj Wójcik pała!!!
I wyróżniałam się na tym tle spośród innych miernot.
- Wójcik nawet przedszkolak to potrafi, a ty nie możesz się tego nauczyć?!. 
Dlatego uważam za normalne, że królowa nauk zawsze była mi dziedziną szczególnie bliską.
Nie powiem, próbowałam zmierzyć się z władczynią. Kiedy obejrzałam film "Piękny umysł". Postanowiłam określić algorytm częstotliwości mojego potykania o wystające chodniki. Co tylko przekonało mnie o boskości mojego umysłu. Bo ilość rozwalonych butów przy tej okazji, była niewymierna, do ilości przekleństw, które przy tej okazji wydobywały się z moich ust. Normalnie liczba π kłania się w swojej prostocie, bo ona też jest niewymierna. 
Dlatego gdy pewnego pięknego wieczoru odkryłam film "π", postanowiłam, że muszę nadrobić zaległości w tym temacie. 
Ocena oglądających dosyć wysoka. Wstawki typu, (ambitne, genialne i fenomenalne kino). Może jeden odważył się być na nie, ale zaraz został zakrzyczany i wyzwany od nieuków i w ogóle powinien się zamknąć. Plus lektura wymądrzania się w komentarzach internautów typu.
- By zrozumieć film, trzeba się interesować matematyką!
- I love Nietzsche
- Einstein to, Einstein tamto i pierdamto.
- Korelacja (od teraz moje ulubione słowo) zachowań giełdowych.
- Wybitne arcydzieło filmowe, wgniata w fotel!.

Te wszystkie światłe wypowiedzi, już powinny mnie przekonać, że ten film po prostu nie jest dla mnie. Lecz moja przekorna natura, przekonała mnie by spędzić wieczór z tym arcydziełem. Łaskawym wzrokiem spojrzałam na małżonka i przekonałam go, że ten film, to pozycja obowiązkowa w naszym wieczornym harmonogramie.
Mój mąż, który jest wybitnie umysłem ścisłym.
- Dorcia wyciągnęłaś z konta 200zł. Kupiłaś tylko 1 chleb, a  resztę wydałaś na buty!!.
Kurde, jak on to policzył?. Ten temat do dziś jest dla mnie tajemnicą!. Dał się chłopina przekonać żonie bez problemu. Dlatego wgnietliśmy się w kanapy (fotelów nie mamy). Oczywiście każdy w swoją i włączyliśmy film. Przedtem przypomniałam sobie kilka skomplikowanych zadań matematycznych jak:
2x2=8
5-3=9
13+2=19
I tak pokrzepiona, idealnym stanem mojego matematycznego umysłu, mogłam się skupić na fabule.

Początek nawet fajny. Główny aktor opowiada historię ze swojego dzieciństwa. Mama zawsze mu mówiła, by nie patrzył na słońce. Jak to dziecko, każda mama o tym wie. Oczywiście nie posłuchał rodzicielki i popatrzył swoimi ślepiami na ognistą kulę. Swoją niesubordynację przypłacił ślepotą. Na szczęście po jakimś czasie odzyskał wzrok. Jak to się stało niedosłyszałam, bo akurat wszedł Pierworodny i zadał pytanie.
- Oglądacie czarno biały film?. 
Tak cały film, jest w czarno białym mrocznym klimacie. 
 Już wiemy, że główny bohater stracił wzrok, później go odzyskał, ale przypłacił to silnymi migrenami, które zatruwały mu życie. Nasz bohater odznacza się wybitnym umysłem matematycznym. Mnoży i dzieli prawie tak dobrze jak ja. Lecz nie to jest najważniejsze. Poznajemy go w momencie, gdy od dziesięciu lat próbuje odszyfrować numeryczny wzór sterujący prawidłowościami wzrostu i spadku notowań na giełdzie. Kto by go nie chciał znać?. By sobie pomóc zbudował komputer, który zajmuje cały pokój wynajmowanej przez niego nory, o pieszczotliwej nazwie Euklides. Matematyk prawie jest bliski odkrycia liczby absolutnej. I jak to w życiu bywa, oczywiście dowiadują się o tym pazerniaki z Wall Street i proponują mu układ. Oni dają mu lepszy procesor do Euklidesa, a on im w zamian daje szyfr, by mogli się jeszcze bardziej wzbogacić na giełdzie. Oczywiście ten idzie na to, bo gdzieś ma pieniądze, a interesuje go sama liczba  π i jej rozszyfrowanie. Gdzieś tam w miedzy czasie przypałętali się do niego ortodoksyjni żydzi, którzy wierzą, że liczba absolutna jest prawdziwym imieniem boga. Tak przynajmniej podobno Kabała mówi.
Nasz bohater by zadowolić siebie, pazerniaków z Wall Street i nawiedzonych fanatyków religijnych. Nie ustaje w wysiłkach nad rozszyfrowaniem boskiej liczby. Niestety bóle głowy, skutecznie mu w tym przeszkadzają, więc rzuca się po ekranie w konwulsyjnych bólach, wykrzykując numery. Wszystko ładnie pięknie, ale ja w tym momencie już byłam tak znudzona filmem, że nie mogłam o niczym innym myśleć, jak o tym, czy główny aktor jest bardziej podobny do Artura Rojka, czy może jednak do Roberta Kubicy?. 

Zakończenia nie zdradzę, jakby jakiś sfrustrowany matematyk, chciał ten hicior obejrzeć. 
Jednak nie mogę sobie wyobrazić, by jakiś wzięty matematyk musiał obejrzeć ten film. Myślę, że po prostu ma wiele lepszych rzeczy do roboty, jak np. rozszyfrowanie liczby π

Pozdrawiam




10 komentarzy:

  1. Z matmy zawsze byłam słaba i cieszę się, że za moich szkolnych czasów nie musiałam z niej zdawać matury, bo bym na bank oblała. Do dzisiaj mam koszmary związane z tym przedmiotem i z nauczycielką matematyki. "Piękny umysł" bardzo mi się podobał, ale tylko ze względu na Russela Crowe, jednego z moich ulubionych aktorów, bo facet zagrał fenomenalnie. Drugiego filmu, o którym piszesz nie znam i raczej nie zamierzam poznać:). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha filmu "Pi" ci nie polecam, raczej niech ci matematycy go oglądają. Choć dla mnie nie jest on raczej odkrywczy, tylko cholernie męczący. Co do "Pięknego umysłu" fajny film, łopatologicznie podany nawet dla największego laika. Z tymże, że nijak jego fabuła miała się do rzeczywistości i prawdziwego życia Johna Nasha. Wot taka amerykancka produkcja.:))

      Usuń
  2. Nie wiem czy byłam słaba czy się zwyczajnie nie uczyłam. I to zadecydowało o moim życiu ale na minus. Podziwiam umysły ścisłej konstrukcji. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podziwiam wszystkie światłe umysły:))

      Usuń
  3. Zmęczyłam się ta wiedzą...nigdy nie lubiłam matmy choć maturę z niej pisałam i nauczycielka dość mocno mnie wertowała z tego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka prawda, nauczyciele bezmyślnie przekazują nam program wiedzy matematycznej.:))

      Usuń
  4. Matematyka,dla mnie zawsze na NIE!! Cieszę się,że już lata szkoły za mną:)) Pozdrawiam Cię serdecznie,już z UK;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Edytka, ale ten czas szybko zleciał. Mam nadzieję, że w Polsce udało wam się dużo załatwić:)

      Usuń
  5. Póki co jestem na etapie bajek dla 3latków, więc wszystko jeszcze przede mną :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana nawet nie wiesz jak czas bajek szybko zleci:))

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger