piątek, 31 października 2014

Stara leśniczówka


Wszyscy znają historie o nawiedzonych domach. Nawet jeżeli jakąś przeczytasz. To strach jest tymczasowy, w swoim domu czujesz się bezpiecznie. Lecz co byście powiedzieli gdyby spotkała was taka sytuacja?.



-Szybko, jesz­cze tro­chę i nam się uda – Kobieta krzy­czała do dziecka.
– Mamo nie mogę już dalej biec, jestem zmę­czony i jak tatuś nas znaj­dzie w tym ciem­nym lesie?
– Chodź już pra­wie jeste­śmy na miej­scu – odpo­wie­działa.

Mroźny, pochmurny, gru­dniowy dzień dobie­gał końca. I droga pośród drzew robiła się coraz mniej wyraźna. Mimo to matka się nie pod­da­wała. Moc­niej ści­snęła rękę malca i powta­rzała w myślach.
– Jesz­cze tro­chę, ona musi gdzieś tu być, prze­cież to pamię­tam!
W końcu, kiedy już pra­wie stra­ciła nadzieję, jej serce zaczęło żywiej bić. Jest, stoi na swoim miej­scu. Tak ją zapa­mię­tała z dzie­ciń­stwa.
Stara duża leśni­czówka, maja­czyła w oddali. Kiedy pode­szli bli­żej, było widać, że dawno nikt tu nie zaglą­dał. Zaro­śnięta dzi­kimi krza­kami furtka, led­wie ustą­piła pod napo­rem drob­nej kobiety. Weszła pierw­sza by uto­ro­wać dziecku drogę pro­wa­dzącą na ganek.
– Patrz mamo! Tam jest tatuś, odna­lazł nas!
Kobieta szybko spoj­rzała w kie­runku, który poka­zał jej synek.
– Bartku prze­wi­działo Ci się. Zobacz to tylko drzewo.
– Ale ja widzia­łem, przy­się­gam!
– Póź­niej o tym poroz­ma­wiamy, teraz wejdźmy do środka.
Prze­żarty od rdzy zamek łatwo ustą­pił. Sze­roki przed­sio­nek przy­wi­tał ich rata­no­wym fote­lem, na któ­rym dawno już nikt nie sie­dział. Skąpe wypo­sa­że­nie uzu­peł­niał długi wie­szak, któ­rego ozdobą były robo­cze ubra­nia.
– Boże to ma być nasz nowy dom, na ile? – pomy­ślała.
Prze­szli do dłu­giego kory­ta­rza, z któ­rego na prawo pro­wa­dziły drzwi do dużej kuchni, a na lewo do śred­niej wiel­ko­ści zagra­co­nego pokoju. Jego koniec wień­czyły schody pro­wa­dzące na pię­tro.
– Bar­tuś chodź do pokoju, a ja posta­ram się zna­leźć świeczki.
– Mamo ja się boję i Czako też – Chło­piec pal­cem poka­zał na swo­jego misia.
– Słu­chaj usiądź wygod­nie z Czako na tej kana­pie, a ja pójdę do piw­nicy i zaraz roz­palę w kominku. Napi­jesz się cze­goś cie­płego, od razu będzie Ci lepiej. A teraz daj buziaka, zaraz wra­cam.
– Dobrze mamu­siu będziemy na Cie­bie cze­kać.
Kobieta prze­szła do kuchni, z któ­rej kolejne drzwi pro­wa­dziły do piw­nicy roz­po­ście­ra­ją­cej się pod całym domem. Wcze­sny zimowy wie­czór nie uła­twiał jej sprawy, ale na szczę­ście była peł­nia. Księ­życ przez kuchenne okno, rzu­cił tro­chę świa­tła na schody. Dopadł ją smród nie wie­trzo­nego od lat pomiesz­cze­nia. Zaczęła powoli scho­dzić w dół. Drewno skrzy­piało pod jej napo­rem w końcu udało się, była na dole i po omacku zaczęła szu­kać zna­jo­mych kształ­tów. Gdzieś na prawo powi­nien być stary kre­dens. Pamię­tam jak bab­cia trzy­mała w nim swoje spe­cjały. Serce biło jej mocno, oczy w tych ciem­no­ściach były nie­przy­datne. Wycią­gnęła przed sie­bie ręce i zro­biła kilka kro­ków. Stary mebel stał tam gdzie zapa­mię­tała.
– Tylko czy znajdę to czego szu­kam? – pomy­ślała.
Jedna mała szu­fladka była pusta. W dru­giej były tylko nożyczki i jakieś śrubki. W końcu trze­cia oka­zała się tą wła­ściwą.
Już chciała użyć zapa­łek by zapa­lić pło­mień, kiedy poczuła powiew powie­trza na swo­ich ple­cach.
– To nie­moż­liwe. Wszyst­kie okna są zamknięte, a drzwi też zary­glo­wa­łam na sko­bel.
– Bar­tuś! Bar­tuś, czy Ty otwo­rzy­łeś okno?
Odpo­wie­działa jej cisza.
– Bar­tuś prze­stań się wygłu­piać, odpo­wiedz mamusi! – kobieta ner­wowo pró­bo­wała zapa­lić zapałkę. Skąd ten cho­lerny wiatr? I dla­czego jej synek nie odpo­wiada?! Druga próba, udało się, świeczka zapło­nęła. Kiedy doszła do scho­dów, poczuła się tak jakby ktoś na nią patrzył. Podnio­sła głowę i zoba­czyła cień, który szybko prze­mknął. Usły­szała tylko cichy chi­chot. I coś z hukiem zamknęło drzwi do piw­nicy. Świeczka wypa­dła jej z ręki i znów zapa­dła ciem­ność. Kobieta poty­ka­jąc się po scho­dach dopa­dła drzwi, które nie chciały się otwo­rzyć.
– Dla­czego to robisz? Wypuść mnie! – waliła w nie pię­ściami.
W końcu po jakiejś minu­cie same się lekko otwo­rzyły. Zabrała świeczkę i pobie­gła do synka.
– Bar­tuś, synku gdzie jesteś? – Wołała prze­ra­żona.
Drą­cymi pal­cami zapa­liła świeczkę. Dziecko znik­nęło.

Nagle słaby pło­mień uka­zał coś na ścia­nie, co przy­kuło jej uwagę. Nie mogła uwie­rzyć wła­snym oczom. Tego tu na pewno przed­tem nie było. Wolno pode­szła by zoba­czy co to jest. Litery, litery napi­sane krwią ukła­dały się w słowa.
MÓWI­ŁEM, ŻE MI GO NIE ZABIE­RZESZ!!!
Kobieta pokrę­ciła głową, jakby chciała zaprze­czyć. Boże! – Pomy­ślała – Ten cha­rak­ter pisma! Wszę­dzie bym go roz­po­znała. Tak pisał tylko mój mąż. Tylko to nie mógł być on! Prze­cież rano go zabi­łam!


Pozdrawiam




Oczywiście jest to historia wyssana przeze mnie z palca. Wszelkie prawdopodobieństwo do prawdziwych historii, lub świetnych horrorów, jest całkowicie przypadkowe. I składam je na karb tego, że akurat w danym momencie nie mieliście pod ręką nic lepszego;).



 

17 komentarzy :

  1. Ale napiecie serwujesz! Powinnas pisac horrory, nie zmarnuj talentu dziewczyno. King bylby z Ciebie dumny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz? Jak go spotkam to zapytam:))

      Usuń
  2. Ciemna strona daje o sobie znać ... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuje, tylko kto chciałby je wydać?:))

      Usuń
  4. Żeś mnie kochana w napięciu potrzymała:) Życzę więcej takich historii! Pozdrawiam po sąsiedzku Gosia(el) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Gosia na razie nie wyrabiam się z czasem dzień za krótki:)) Pozdrawiam

      Usuń
  5. Wspaniały dreszczowiec z zaskakującym zakończeniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, no starałam się jak mogłam:))

      Usuń
  6. Rany,kobieto!!!! Jestem sama w domu,za oknem ciemno.Aż mnie dreszcze przeszły.Dobra jesteś,pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha Edytka nie chciałam:)

      Usuń
    2. Uwielbiam Twoje teksty,choć czasem przerażają,he....

      Usuń
  7. Genialny dreszczowiec. Ja tam strachliwa nie jestem, ale jakoś tak nieswojo się zrobiło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli udało mi się choć trochę osiągnąć efekt:)

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka