Żyj tak, by ludzie chcieli przyjść na twój pogrzeb


Czyż to nie piękne słowa w swej prostocie. Najlepsze, że sama je wymyśliłam:).

Już od jakiegoś czasu, ten temat jest moim mottem przewodnim. 
Niestety nie to nas określa, jaki majątek posiadamy na tym padole łez i ilu pazernych krewnych na niego czeka. Także nie ilość naszych "przyjaciół" i znajomych, jest wyznacznikiem wspaniałości naszej osoby. Tylko ostatnia uroczystość, na której umówmy się raczej nie jesteśmy zbyt ruchliwi. Przynajmniej nie wizualnie, bo byśmy mogli wzbudzić mały popłoch. 

Życie niestety jest krótkie, choć ZUS i fundusze emerytalne wmawiają nam co innego. I kiedyś przychodzi ten dzień, kiedy teoretycznie przechodzimy do lepszego świata. Niektórzy nawet chcą się dobrze na ten moment przygotować. Jak sąsiadka mojej babci, która takie rzeczy jak zakup trumny. Czy stosowne ubranie w którym miała się dobrze prezentować. Postanowiła nie pozostawić przypadkowi. Lub co gorsza swojemu mężowi, o którym można było wszystko powiedzieć, ale nie to, że ma dobry gust. Kobieta wiedziała, że jej pogrzeb będzie dosyć istotnym wydarzeniem na terenie ich skromnej społeczności. I będzie stał na równi, że ślubem córki sołtysa. Lub corocznym naparzaniem się sztachetami, podczas dożynek. Jak postanowiła tak uczyniła. Trumnę zakupiła taką jaka się jej podobała. Była dębowa, nawet nie wyszukana, w jakieś wydziergane kwiaciory. Taka skromna elegancja, która musiała wzbudzić podziw ludzi w kościele i uznanie robali w grobie. Kieckę sąsiadka, też kupiła wystrzałową oczywiście czarną by jej krytyka kumoszek podczas pustej nocy całkiem nie dobiła, ale że kobieta miała w sobie dużo fantazji. Czarna suknia, oprócz swojej obowiązkowej czarności. Miała wielki biały kołnierz, który miał symbolizować  przejście nieboszczki do nieba. Powiedźcie mi co robi każda kobieta kiedy nabędzie nową rzecz?. Już widzę ten uśmieszek igrający na ustach pań. Lecz jeżeli czytają mnie też panowie, to już wyjaśniam. Każda kobieta, która nabędzie nową rzecz, musi ją obowiązkowo przymierzyć!. 
Nie inaczej było z naszą bohaterką. Przywdziała nową sukmanę z białą kryzką u szyi, założyła czarne lakierki, które trzymała na czarną godzinę. Poprawiła na głowie trwałą i nawet pomalowała sobie usta, czego na co dzień nigdy nie robiła. Lecz czegoś jej brakowało, by dopełnić obraz o jej wymarzonym pogrzebie, tylko czego?. No a jakże trumna. Na szczęście ten problem też miała z głowy. Bo dębowa skrzynia wciąż stała w salonie, tam gdzie ją przydźwigali stolarze, a ten leniwy Zdzich jej mąż szczęśliwe jeszcze do szałerka jej nie wyniósł. Przynajmniej raz na coś się przydał. 
Kobiecina powoli weszła do salonu. Odchyliła wieko trumny, które z piskiem dało się przesunąć. Sąsiadka obejrzała się za siebie, czy nikt jej nie obserwuje. W końcu leżenie za życia w trumnie, nie należy do powszechnie panujących zwyczajów. Przyklepała poduszkę, na której miała wiecznie spać i wgramoliła się do pudła. Ułożyła się wygodnie i spojrzała w lustro umiejscowione naprzeciwko trumny. 
- Całkiem nieźle - Pomyślała, ale trzeba nadać temu bardziej oficjalną oprawę. Dlatego zamknęła oczy i złożyła ręce do modlitwy jak to nieboszczykom się składa. Słoneczko pięknie oświetlało jej twarz, a wygodna poduszka spełniła doskonale swoją funkcje i kobieta zasnęła. Nagle z letargu wyrwały ją szybkie kroki i ktoś silnie szarpnął za klamkę drzwi prowadzących do salonu.
Niewiasta otworzyła jedno oko, na tyle szeroko, by zauważyć listonosza, który doznał szoku na widok truposza leżącego w trumnie. Najgorsze jednak było to, że ten nieboszczyk nieporadnie się gramolił w jego kierunku. Dlatego biedak jedyne co zdołał wydukać z siebie to.
- Re re re reeeenta!! - 

To była ostatnia renta jaką przyniósł w życiu, bo listonosz dostał zawału serca. Tyle ludzi co było na jego pogrzebie. To o takiej sytuacji nawet najstarsi ludzie nie pamiętali. I choć  na swoje odejście był skromniej przygotowany, od niedoszłej nieboszczki. To każdy chciał pożegnać w ostatniej drodze człowieka, który w tak głupi sposób oddał swoje życie. Teraz widzicie, że nie da się nic zaplanować. Czasem jedno wydarzenie, może zadecydować o popularności waszego pogrzebu. 

Pozdrawiam 

Ps. Wszystkie historie, które występują w moich postach są prawdziwe. Oczywiście opisuje je moimi słowami, by chciało mi się o nich pisać. I zawsze podpieram się przy tym humorem. 

10 komentarzy:

  1. Najwięcej ludzi schodzi się na pogrzeby celebrytów i znanych osobistości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, listonosz nie był celebrytą, a i tak tłumy przyszły na jego pogrzeb:)

      Usuń
  2. Tez sie staram tak zyc, by nie byc znienawidzonym przez wszystkich babskiem. Na pogrzebie powinie sie ktos wstawic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha i ja o tym po cichu marzę, że ludzie będą mnie dobrze wspominać:)

      Usuń

  3. Bo listonosze to przyjaciele ludzi! Wiem, bo sama byłam doręczycielką i klienci darzyli mnie zaufaniem i sympatią. Kurcze, dobrze że nie przydarzyła mi się sytuacja, jaką opisujesz:). Zawsze twierdziłam, że to zawód wysokiego ryzyka i jak widać, miałam rację!

    O swoim pogrzebie na razie nie myślę, ale czasami gdy słucham piosenki mojej ulubionej wokalistki Nosowskiej, myślę sobie, że takie pożegnanie właśnie bym chciała:

    "Zadnych łez i żadnej żałoby...
    Wszystkich chcę widzieć w czerwieni
    Kobiety niech tańczą na stołach
    Do tanga już nie trzeba dwojga

    Poza tym chcę żeby mnie spalono
    Bo zawsze się bałam robaków.."

    Coś w tym stylu mogłoby być:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia Nosowska jest poetką, więc niedziwne, że pisze takie wspaniałe teksty. Kiedyś na wsiach listonosz wchodził do domu jak do siebie, myślę że w niektórych miejscach nadal tak jest. To jest bardzo niebezpieczna praca:)) Powiem ci, że te robaki do mnie też przemawiają, ale na razie nie wyobrażam sobie bym została spalona:))

      Usuń
  4. O matko co za historia...do śmierci nie da się przygotować ważne żeby na łożu śmierci stwierdzić, że zrobiłem na tym świecie wszystko co chciałem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz listonosz nawet nie miał czasu by coś przemyśleć:))

      Usuń
  5. Powiem Ci,ze się na początku uśmiałam. Myślałam,że robisz sobie jaja:) Dopiero dalej czytam,że to prawda. Rany,to teraz ta kobita ma listonosza na sumieniu,pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edytka to było bardzo dawno temu, kiedy nawet moja babcia była młodą kobietą:). Trzeba przyznać, że kobieta już do końca życia była tą, która "wykończyła: listonosza, a przeżyła go jeszcze o kilka lat

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger