czwartek, 11 grudnia 2014

Cmentarzysko Bólu cz.10

   

  - Nie mogę tego tak zostawić! muszę ich ostrzec!. Mężczyzna przedzierał się przez las. Jego ubranie było brudne, a włosy potargane. Bał się, ale na jego twarzy widać było upór. Pierwszy raz w życiu czuł, że ma prawdziwe zadanie do wykonania, to mu dodawało energii. Zimowy wieczór nie ułatwiał mu sprawy. Zaczął padać śnieg, a droga w ciemności traciła swój zarys. Co chwilę się potykał o jakiś wystający korzeń.
  - Nigdy mnie nie doceniali - myślał - zawsze byłem dla wszystkich głupim Wieśkiem, ale to nie prawda. Ja swoje wiem i dużo widziałem. To nie jest dobre. To jest bardzo, bardzo niedobre. On tak tego nie zostawi, sprawiedliwość musi zwyciężyć, już się o to postara!.
    
   Bar "Aga" mieścił się przy głównej ulicy Wiktorii i służył za główny punkt dowodzenia wszystkich mieszkańców. Kto chciał się czegoś dowiedzieć, szedł tam. Ten kto czuł się samotny, znajdował w nim towarzystwo. Jedzenie i picie przeważnie było tylko tłem dla innych poważniejszych spraw, a nie było teraz ważniejszej jak ta, że Alan Wit podobno był ojcem Marka. 
  Przytulna nora jak ją nazywali sami mieszkańcy. W rzeczywistości była szeroką salą, której ściany ktoś praktycznie pomalował beżową lamperią. Niski sufit wieńczyły brązowe drewniane belki, dzięki którym bar rzeczywiście zapewniał coś na kształt przytulności. Na środku stało wielkie palenisko. I goście mogli w nim sobie upiec kiełbaski. Wielu chętnie korzystało z tej możliwości, inni przychodzili w to miejsce tylko po to by się ogrzać.
   W ten zimny listopadowy wieczór, wiele osób szukało schronienia i rozrywki. Kiedy doktor Konor wszedł do baru, ten przywitał go odorem rozlewanego alkoholu w połączeniu z zapachem przygotowanych potraw. Sala była pełna. 
  - Oho - pomyślał - chyba prawie całe miasteczko się zeszło. Ludzie są złaknieni informacji i to jest najlepsze miejsce - Usiadł przy barze i przywitał się z szefową.
    - Witaj Agnieszko, widzę, że ruch w interesie. 
Gruba blondynka, po pięćdziesiątce, uśmiechnęła się do niego.
  - Hej Marcel, masz rację dzisiaj nie mogę narzekać. Wiadomo czym jest spowodowany, ale dopóki zamówienia płyną, to nic mi do tego, po co tutaj przyleźli!. 
   Mężczyzna zamówił zapiekankę ziemniaczaną i zieloną herbatę. Kiedy czekał na posiłek, rozejrzał się po sali. Ludzie byli ożywieni, każdy miał coś do powiedzenia i jeden drugiemu wchodził w słowo. 
  - Ciekawe ile to potrwa? - powiedziała barmanka kładąc przed nim parujący talerz - to prawdziwa gratka, bo w tej mieścinie nic się dotychczas nie działo. Jedyne wydarzenia to pogrzeby, sąsiedzkie kłótnie i jak czasem ktoś komuś coś zwędzi. Młodzi się teraz żenić nie chcą, to nie ma o czym gadać. Dlatego nie można się dziwić, że to tak wszystkich poruszyło!. 
  - Masz rację, choć sam zastanawiałem się nad tą sprawą. Co o tym myślisz?.  
  - Co tu dużo myśleć?! - żachnęła się - ten łajdak Alan, zawsze wszystko miał w dupie. To, że jego mama umarła tak wcześnie i pan Marian nie poświęcał mu uwagi, pewnie ukształtowało jego charakter. Lecz w nim było zawsze coś jeszcze, to był zły dzieciak i jeszcze gorszy dorosły. Jedyne co mnie smuci, że ta Sylwia mogła się z nim związać. Nigdy nie miała łatwo. Sierociniec, później szybko ciąża, walka o przetrwanie i na końcu choroba. 
   - Edward Wit, czy ty go pamiętasz?. 
  - Słabo, byłam młodą dziewczyną jak wyjechał z miasta. Czasem mój Wojtek, panie świeć nad jego duszą o nim wspominał, ale to były jakieś szczegóły. 
  - Jakie szczegóły? - zainteresował się doktor.
  - No wiesz, dlaczego wyjechał?. Do czego doszło pomiędzy braćmi? - kobieta zamyśliła się i za chwilę dodała - oni mieli wszystko, dobrze prosperującą farmę, duże pieniądze po rodzicach. Mogli sobie pozwolić na więcej, niż zwykły zjadacz chleba. To dlaczego nie mogli żyć w zgodzie?. 
  - Pytania, wieczne pytania, żadnych odpowiedzi - dodał doktor. 
  Główne drzwi wejściowe, otworzyły się z hukiem. Sala przycichła i wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku. 
  - Wiesiek? - zawołał doktor - co ci się stało?, dlaczego krwawisz?. 
   Rzeczywiście przybyły był cały podrapany, a jego ubranie, lub to co z niego zostało przedstawiało żałosny widok. Wszedł do środka pewnym krokiem i głośno powiedział.
  - Siedzicie tutaj zadowoleni i myślicie, że wszystko wiecie!. 
  - Daj spokój jesteś pijany! - powiedział doktor.
  - To nieprawda, to znaczy wypiłem dzisiaj trochę, ale to mi nie przeszkodzi by wam coś powiedzieć - przytrzymał się baru.
   - Choć wyjdziemy na dwór, nie rób tutaj scen.
Kilku rosłych mężczyzn podniosło się by pomóc lekarzowi. 
   - Zostawcie mnie! - krzyczał próbując stawiać opór.
     Kiedy byli już na dworze, lekarz do niego powiedział.
   - Słuchaj Wiesiek idź teraz do domu, jutro porozmawiamy. Ja cię wysłucham obiecuję. Tylko przyjdź na boga trzeźwy, dobrze?!. 
    - Wie pan zawsze pana lubiłem, pan nigdy nie był jak ci inni. Nigdy się pan ze mnie nie śmiał i zawsze mnie pan leczył, choć często nie miałem pieniędzy, by zapłacić za wizytę - drżał na całym ciele pod wpływem emocji i próbował wydobyć z siebie kolejne słowa. Wytarł rękawem krew, która spływała mu z rozciętego łuku brwiowego, a następnie dodał - dlatego na razie tylko panu powiem. To jest złe, to jest bardzo złe. I wszyscy dotąd nie mieli o tym pojęcia - mężczyzna cofnął się o krok.
 - Uspokój się i przyjdź jutro do mojego gabinetu - powtórzył lekarz.
 - Dobry wieczór doktorze - jakiś mężczyzna przyjaźnie go zaczepił
 - Dobry wieczór, jak tam Elżbieta?. Nadal ją głowa boli? - zapytał doktor i zapomniał o Wieśku. 
  Ten zwiesił głowę, odwrócił się i wyszedł na ulicę. Oświetlił go snop światła rozpędzonej ciężarówki. Pod wpływem silnego uderzenia poleciał do przodu jak szmaciana lalka, niedbale rzucona przez dziecko. Teraz już niczego nie musiał się bać.....


CDN.., ale w książce, jeżeli ktoś da mi szansę i ją wyda :). Dlaczego nie będę opisywać dalej tej historii tutaj?. Poczułam, że to bez sensu. Nie każdy lubi horrory, czy thrillery jak zwał tak zwał. Pisanie książki na blogu mnie ogranicza. Próbowałam ją dostosować by wszyscy ją mogli przeczytać, a to nie o to w tym chodzi, prawda?. Ci co mnie częściej odwiedzają, byli zmuszani do czytania. Nowi za bardzo nie wiedzieli o co chodzi i nie chciało im się czytać od początku. Inaczej jest z książką, jeżeli interesuje cię temat, chcesz tylko więcej. Także tego, będę pisała dalszy ciąg do szuflady, z nadzieją na lepszą przyszłość:)). Ewentualne oferty wydawców, oraz wszystkie skargi i zażalenia za stracony czas, proszę przesyłać na moją pocztę.

TU przeczytasz historię od początku. 

Pozdrawiam
    
     
     
    
  

13 komentarzy :

  1. Dorotko, trzymam mocno kciuki za wydanie książki! Nie czytałam od początku, jak znajdę czas, to postaram się nadrobić, ale zawsze podobało mi się Twoje pióro :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasia, każda opinia się przyda:)

      Usuń
  2. Troche mi zal, ale calkowicie rozumiem Twoja decyzje. Mam nadzieje, ze jak wydasz juz powiesc (czego Ci z calego serca zycze), to dostane egzemplarz wraz z autografem?

    OdpowiedzUsuń
  3. No i zostanie mi teraz tylko moja chora wyobraźnia co było dalej... Trzymam mocno kciuki za książkę. Masz świetne pióro, na pewno się uda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psychiczne wsparcie jest na wagę złota:)

      Usuń
  4. To ja proszę o pierwszy egzemplarz książki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja protestuję, kategorycznie...Kochana tak mnie wciągnęło, że z niecierpliwością czekałam na kolejną część. Teraz z niecierpliwością będą czekać na całość. Życzę Tobie (i sobie;)), aby jak najszybciej Twoja książka została wydana. Jesteś rewelacyjna!
    Ps. poczyniłaś już jakieś kroki w celu wydania książki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pisałam ja, Gosia(el) ;)

      Usuń
    2. O hej Gosia, nie miałam pojęcia, że czytasz!!:) tym bardziej się cieszę, że ci się podobało:)). Co do wydania książki, to najpierw muszę ją skończyć, ale o to się nie martwię., zawsze jestem optymistką. Może mój blog mi w tym pomorze:)) Na pewno nie wchodzi w grę wydanie książki za własne pieniądze, na tym najczęściej zarabiają wydawnictwa, a autor zostaje z ręką w nocniku:((

      Usuń
    3. Czytam, czytam, tylko gorzej z komentowaniem, bo na to często czasu brak:( (może i chęci trochę też, bom ostatnio rozleniwiona strasznie...). A co do wydania książki to mocno trzymam kciuki i wierzę, że w jakiś sposób Ci się to uda. A jak już się to stanie to osobiście przyjadę po autograf:)))

      Usuń
    4. Haha już trenuję pisanie autografu. Mam tak koślawe pismo, że równie dobrze mogę napisać wszystko:))

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka