"Koneser" (2013) - czy pasja nas upośledza?

kino świat

Za nami kolejny tłusty czwartek, po którym większość z was znowu będzie jęczeć, że przytyło. Nie chcę powiększać waszej frustracji. Dlatego przynoszę wam strawę nie dla ciała, ale dla ducha. Zapraszam do świata wielkiej sztuki o nieoszacowanej wartości.

Znacie się na wielkiej sztuce?... Już widzę te spojrzenia. To nic, ja też nie mam o niej wielkiego pojęcia. Jednak myślę, że nie jest wam obcy dreszczyk emocji. Kiedy w telewizji zobaczycie kolejny mały obrazek, który właśnie poszedł za czterdzieści milionów dolarów. Teraz sobie wyobraźcie, że na co dzień macie do czynienia z najwspanialszymi dziełami, które wyszły spod ręki najlepszych mistrzów tego świata i co z tego  macie?... nic. Dzieło ląduje gdzieś w zapomnieniu, kupione jako zbytek przez kolejnego miliardera.

Virgil Oldman jest znanym na całym świecie znawcą sztuki i w tej dziedzinie jest najlepszy.  Założył dom aukcyjny, który ze względu na opinię o jego właścicielu cieszy się dużą popularnością. Mesie Oldman całe życie poświęcił pasji, ale to co czyni go mistrzem w jednej sprawie, upośledza go w innej. Nigdy nie związał się z żadną kobietą. Właściwie nie ma przyjaciół, jeśli nie liczyć jednego kamrata, który pomaga mu w ciemnych interesach i młodego konserwatora starych mechanizmów. Jednak pewnego dnia w jego mały i hermetyczny światek, wdziera się pewna kobieta. Claire dziedziczy po rodzicach wielki dom pełen zabytków i upiera się przy tym, że tylko Oldman może oszacować ich wartość. Ten na początku chce się jej pozbyć, ale po jakimś czasie przyjmuje propozycje. Ta kobieta z każdym dniem zaczyna go coraz bardziej intrygować. Dlaczego tak się dzieje?...bo nie może jej zobaczyć i rozmawia z nią tylko przez telefon.....


Pasja z czym to się je?. Często mówimy, pasjonuje się tym, albo tamtym. Wytykamy innym, że jej nie mają. Jednak czy zadaliście sobie kiedyś pytanie, na cholerę mówić, że się ją ma?. Przecież właśnie to jest w niej wspaniałe, że wychodzi z nas jakby naturalnie i nie potrzebuje specjalnej otoczki czy nazewnictwa. Jednak to co sprawia nam niewyobrażalną przyjemność, może nas upośledzić w innych sprawach i może czasem warto znaleźć w tym wszystkim równowagę. Zapytacie dlaczego?...Odpowiedź jest prosta, by naprawdę żyć!.

Pozdrawiam
 
 

12 komentarzy:

  1. Pasjonować można się wszystkim... Grunt to nie robić z własnej pasji wyznacznika dla innych

    PS. film jest świetny i pokazuje ciemną stronę fascynacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację taka pasja zahacza o dyktatorstwo, a wiadomo jak kończą dyktatorzy:)

      Usuń
  2. Hmmm... Nieprecyzyjnie się wyraziłem no i doszło do nieporozumienia :)
    Dyktatura sama w sobie nie jest ani zła ani dobra, to dopiero konkretne czyny dyktatorów czynią samą dyktaturę taką a nie inną. Osobiście przeciwko dobrej dyktaturze nie mam nic przeciwko i byłbym skłonny nawet się takiej poddać ;) Problem w tym że tacy ludzie są rzadkością (jest to wręcz utopia) a zatem lepiej budować nasz świat na zasadach takich jak "wolność twojej pięści kończy się na czubku mojego nosa" i wtedy każdy satrapa może sobie być dyktatorem (dla samego siebie) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a widzisz, dobra dyktatura, niektórzy mówią na nią słodka:). Choć ja raczej jestem, takim osobnikiem, który rzadko się czemuś poddaje. Jak to mówią dyktatorów ci u nas dostatek, a pretendentów do tego tytułu jeszcze więcej. "Wolność twojej pięści kończy się na czubku mojego nosa" to mi się podoba:))

      Usuń
  3. Oglądałam ten film! W sumie jeden z lepszych, takie moje subiektywne odczucie :) I otworzyłaś mi oczy na fakt, że faktycznie! - miliarderzy kupują dzieła sztuki i napawają się nimi w samotności, ewentualnie szpanują w gronie znajomych. Większość. Chyba. Żadnego tak na dobrą sprawę nie znam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie znam osobiście żadnego miliardera, kiedyś można powiedzieć, że o jednego się otarłam:), ale to chyba się nie liczy:) Myślę, że taki prawdziwy koneser kupuje takie dzieła by nacieszyć się nimi w samotności, na pewno nie robi tego by poszpanować:) reszta to po prostu bogacze, których na to stać

      Usuń
  4. Nie zjadłam ani jednego pączka, więc obiecuję, że nie będę jęczeć:).

    Ja kiedyś pasjonowałam się malarstwem, bo było mi wstyd, że jedyny obraz, co do którego autorstwa jestem pewna, to Mona Lisa. Zaczęłam więc amatorsko sobie studiować obrazy i dziś jestem w stanie rozróżnić kilku mistrzów (czym popisuję się czasem przed Mysterem Pi). Zaspokoiłam swoją potrzebę nauki, a przy okazji wielcy mistrzowie pędzla okazali się fascynującymi i inspirującymi ludźmi. Ogólnie nie opowiadam o tym wszem i wobec, bo co to kogo obchodzi, ale Twój post skłonił mnie do zwierzeń:).

    Film widziałam, a Geoffrey Rush (jestem pewna, że źle napisałam imię, lecz nie chce mi się szukać o tej porze w sieci) to jeden z tych aktorów, którzy przyciągają jak magnez.

    Mam nadzieję, że kiedyś doczekam się recenzji filmu z moim ukochanym aktorem- Kevinem Spacey!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że odkryłaś przede mną swój sekret:). Jesteśmy podobne, ja też nie spocznę dopóki nie poznam dogłębnie historii na tematy, które mnie interesują. Fajne jest takie odkrywanie:)
      Mówisz Kevin Spacey, może kiedyś, myślałam na początek o" K-Pax":)

      Usuń
    2. Ha, od razu wiedziałam, że pomyślisz o tym filmie:).

      Usuń
  5. Filmu nie widziałam niestety. Nawet nie mogę zadeklarować,że nadrobię zaległości bo jakoś czas nie chce mi się ostatnio rozciągnąć... Co do pasji i równowagi podpisuję się czym mogę. Znam jednego prawdziwego pasjonata- mojego syna. Ten to ma pasję...Życia!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie mam pasji ja mam obsesję - tak twierdzi moja rodzina, a potem jak chcą zdjęcia to do mnie walą oknami i drzwiami ;)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger