środa, 25 lutego 2015

Nasz koszmar na przełęczy Diatłowa

 
Było nas dziewięciu śmiałków, którzy pod koniec zimy wybrali się na szczyt Otorten. Wszyscy młodzi, piękni, odważni z marzeniami w głowie. Jednak to co spotkało nas po drodze. Tej zagadki nikt dotąd nie potrafi rozwiązać. Postaram się uchylić rąbka tajemnicy. Wiecie?...,to nie będzie łatwe w końcu oprócz jednej osoby wszyscy jesteśmy martwi.

Nazywam się Igor Diatłow w tamtym momencie miałem 23 lata i byłem studentem wydziału radiowego. Zdobycie szczytu Otorten miało być dla mnie tylko kolejnym etapem. Mnie osobiście interesował tylko jeden cel, Arktyka. Jednak dla moich kolegów i koleżanek, ta wyprawa była prawdziwym chrztem bojowym. Wy Polacy lubicie mówić, że gdzieś piździ jak na Uralu. Myślę, że większość z was nie ma zielonego pojęcia jak tam jest. Pofałdowany górzysty teren. Z jednej strony Rosja, po drugiej Azja. Zimno i zamiecie śnieżne to zwykła codzienność. To nic ja to kochałem. Jak to młodym, humor nam dopisywał. Żartom i przechwałkom nie było końca. Każdy z nas budził się i zasypiał, mając przed sobą jeden cel. Zdobyć szczyt!. Szczęśliwie udało nam się dotrzeć do miejscowości Wiżaj. To miała być ostatnia zamieszkana przez ludzi osada, na drodze do naszego celu. Po przenocowaniu, wyruszyliśmy w dalszą trasę. Od tej pory byliśmy już zdani tylko na siebie. Niestety jeden z naszych kolegów Jurij zachorował i musiał wrócić do osady.  Pamiętam kiedy ruszyliśmy w dalszą drogę odwróciłem się na moment w kierunku wioski. Jurij stał załamany w drzwiach małej chatki. Kiedy go zobaczyłem podniosłem rękę, odpowiedział tym samym. Wtedy go widziałem ostatni raz.
 
1 Lutego 1959 roku w egipskich ciemnościach udało nam się dotrzeć na zbocze góry, którą miejscowi nazywają górą umarłych. Pogoda nie była nam przychylna. Sypał śnieg i wiał silny wiatr. Rozbiliśmy namiot. Ułożyliśmy się do snu. Niektórzy położyli się w ubraniach inni jak to zwykle bywa w piżamach. Noc ukołysała nas do snu, a dnia nie mieliśmy już nigdy zobaczyć. Co się stało później?. Jest wiele teorii. Nasz namiot znaleziono prawie miesiąc później z rozprutym bokiem. Najdziwniejsze było to, że rozcięcie było od środka. Tak jakbyśmy chcieli się szybko ewakuować ze strachu przed czymś, albo kimś. Dwóch Jurijów znaleziono pod lasem. Nie mieli szans na przeżycie. Bosi, tylko w bieliźnie, próbowali się rozgrzać przy małym ognisku. Mnie znaleziono zamarzniętego trzysta metrów od lasu, tak jakbym po chwilowym szoku, chciał wrócić do namiotu. Ten sam cel mieli Zinaida i Rustern, niestety spotkał ich ten sam los co mnie.  Resztę przyjaciół odnaleziono dopiero w maju. Ich ciała były zmasakrowane, jakby przejechała po nich ciężarówka. Strzaskana czaszka, zmiażdżone klatki piersiowe. To na pewno nie był przyjemny widok.
 
Taka jest nasza historia. Smutna, ale prawdziwa. Chcecie wiedzieć co się wtedy wydarzyło naprawdę?. Oczywiście mogę wam to zdradzić, kiedy?..... Kiedy spotkamy się po waszej śmierci.
 
Pozdrawiam
 

12 komentarzy :

  1. Taka historia bez zakończenia,czuje niedosyt. Z drugiej strony.Ostatnie zdanie mnie przeraża,brrr.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edytka czujesz niedosyt, na pocieszenie ci powiem jak każdy. Najtęższe rozumy się głowiły nad tą sprawą. Nikomu nie udało się jej rozwikłać

      Usuń
  2. Faktycznie chciałoby się poczytać więcej, choć te zmiażdżone klatki piersiowe nie napawają optymizmem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej nie mogłam napisać bo historia jest prawdziwa i na tym się kończy. Ja tam cierpliwa jestem:) dowiem się po śmierci:)

      Usuń
  3. To będę miała kogo słychać po śmierci :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mocna historia, bardzo poruszająca i prosząca się o ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie:) tylko nikt nie potrafi dopisać ciągu dalszego:)

      Usuń
  5. gdzieś oglądałam o tym dokument , byłam przerażona jak to oglądałam ale i tak ciekawa jak rzadko kiedy . Tak jak mówisz trzeba czekać na koniec tej historii . dokument nazywał się Russian Yeti . The killer lives jakos tak .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedna z tych historii, które rozbudzają wyobraźnię. Teoria o Yeti, wyssana z palca. Raczej stawiałam bym na niedźwiedzie jak już. Widziałam ten program i nie trzymał się kupy. Więcej pytań niż odpowiedzi:). Wiedzą tyle co my, czyli nic:))

      Usuń
  6. Bo duchy zawsze tak mówią "nie możemy teraz powiedzieć" ;-) Miałam kiedyś sen ze zmarłym stryjkiem, którego pytałam o tajemnice z zaświatów i tak samo mi odpowiedział.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka