wtorek, 31 marca 2015

Czy Jesteś Zawodówkofobem? - Mały Quiz

Uniface.pl

Kiedy już myślę, że więcej głupoty na tym świecie nie można spotkać. To jednak zawsze znajdzie się ktoś, kto zada kłam mojej teorii.

Kiedy szukałam w sieci jakiejś informacji. Mój szlachetny wzrok przypadkowo spojrzał na inny temat, a brzmiał on.."CZY PRZYJAŹNICIE SIĘ Z LUDZMI Z ZAWODÓWKI?"
Niewiasta, która zadała pytanie, wyraziła swoje zaniepokojenie z powodu swojej zbyt dużej niefrasobliwości w doborze znajomych. Bidulka mieszka za granicą i z braku laku, "paznakomiła" się nieopatrznie z dziewczęciem ze Śląska, która nie dość, że miała czelność być po zawodówce!. To jeszcze  cyt. "tak śmiesznie mówiła gwarą".  I może by ta przyjaźń nawet przetrwała, bo dziewczyny się naprawdę polubiły. Jednak szybka interwencja zaniepokojonych rodziców zainteresowanej, zmieniła ten stan. Seniorzy rodu w obawie o dobro córki, postanowili zadziałać i zwrócili jej uwagę  z jak wielką prostaczką przyszło jej obcować.

Na początku pomyślałam, że dziewoja zrobiła sobie taki głupi żart. Ot nie interesuje ją obecna rozrywka w telewizji. Gdzie dziennikarze właśnie rozszarpują zwłoki tych, których zabił świetnie wyedukowany pilot. Dlatego szukając innej podniety, zadaje głupie pytania. Jednak odpowiedzi internautów, przekonały mnie, że to nie zabawa. Wiecie jak najczęściej odpowiadali?.
- Ekhm, eeee, nie znam nikogo z zawodówki!

Normalnie chyba wyginęli jak mamuty. Widocznie ta przyjaciółka ze Śląska jest jak biały kruk. Może trzeba jej pomnik postawić?. Myślę, że niejeden mógłby napisać na ten temat doktorat. Ja mam skromniejsze aspiracje, dlatego postanowiłam przygotować mały quiz pt. "Czy jesteś zawodówkofobem?". Wiem nie ma takiego słowa, ale jak inni zadają durne pytania, to ja mogę wymyślać nowe słowa. Bez zbędnego pisania przejdźmy do testu.

CZY JESTEŚ ZAWODÓWKOFOBEM?

1) Kiedy słyszysz słowo zawodówka, jak twój organizm na to reaguje?.

a) Oblewają mnie poty, ręce mi się trzęsą, a nogi odmawiają posłuszeństwa.
b) Tak słyszałem(am) kiedyś takie słowo. To było miejsce, które skupiało margines społeczeństwa, ale oni dawno wyginęli.
c) Dajcie mi spokój!. Nie mam czasu na głupoty, zarobiona(y) jestem.

2) Przychodzisz pierwszy raz do swojej narzeczonej lub narzeczonego. Podczas luźnej rozmowy dowiadujesz się, że ich rodzice są po zawodówce. Co robisz?

a) Jestem dobrze wychowany(a) i dlatego zeżrę te kotlety schabowe. Po czym z godnością zerwę zaręczyny.
b) Jeszcze nie wszystko stracone. Wystarczy, że w przyszłości odetnę dzieci od tej patologii.  
c) Nie interesuje mnie wykształcenie moich przyszłych teściów.

3) Kiedy oglądasz serial Wenezuelski, co sobie myślisz?

a) Co ten piękny Luis Alfonso robi z tą głupią prostaczką po zawodówce!.
b) Niby taka głupia prostaczka, a tu proszę, jakoś zdołała ustukać na te wszystkie operacje plastyczne.
c) Kto wymyśla te głupie seriale?

Odpowiedzi:

Większość odpowiedzi a)
Brawo!!, jesteś zawodówkofobem. W dzieciństwie mamusia cię pewnie upuściła na podłogę, dlatego nochal ci się zadarł w kierunku czoła i nic nie widzisz oprócz czubka swojego nosa.

Większość odpowiedzi b)
Oczywiście też należą ci się wielkie gratulacje!!. Może nie jesteś tak szurnięty, jak persona powyżej, ale starasz się dogonić czołówkę!.

Większość odpowiedzi c)
Przykro mi, niestety na pewno nie jesteś zawodówkofobem. Jeżeli się tym martwisz, zrób test jeszcze raz.


Mój profesor zawsze do nas mówił - Pamiętajcie na świecie, są ludzie i taborety!.
Pozostaje zapytać, a kim ty chcesz być?

Pozdrawiam

 




41 komentarzy :

  1. Cholera, wyszło mi że niestety nie jestem tym jakimś tam fobem. Ale to pewnie dlatego, że teraz i tak wszyscy studiują na prywatnych uczelniach i bez względu na to co ma w głowie- wykształcenie wyższe na. W końcu ciężko za to zapłacił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha przykro mi, że test nie wyszedł:)) Masz rację teraz wystarczy mieć pieniądze i studiujesz gdzie chcesz, bez obawy, że cię wywalą z roku.:)

      Usuń
    2. A połowa z tych ludzi do niczego się nie nadaje, ale wykształcenie jest więc stanowiska dyrektorskie by się chciało zajmować...

      Usuń
    3. Teraz sami "dyrektorzy":)), pozostaje zadać pytanie, kto ma pracować, jak tu sami dowodzący:)

      Usuń
  2. Dorota, ale się uśmiałam, czytając ten tekst! Niestety, przez takich idiotów właśnie zawodówki umierają, a w Polsce niedługo zabraknie fachowców, bo będziemy mieli kupę magistrów "nie wiadomo po czym" i "nie wiadomo z jakimi umiejętnościami". Pamietam, gdy w Polsce uczyłam w tzw. ekonomiku. Miałam tam język polski w technikum i liceach zawodowych. o ile w technikum można było z młodzieżą pracować na poziomie, o tyle w liceach zawodowych załamywałam ręce. Nieraz pytałam chłopaków z informatycznej klasy, co oni tu robią po co przyszli do tej szkoły, czy nie lepiej było uczyć się fachu, skoro im nauka do głowy nie wchodzi? Oni często odpowiadali tak :"Pani, ja chciałem iść na mechanika/stolarza/ślusarza, bo to kocham, ale rodzice nie pozwolili, bo chcieli, żebym miał maturę." I co? Ci chłopcy często tej matury po prostu nie zdawali, za słabi byli, znałam ich z gimnazjum, bo tam tez uczyła i ręce załamywałam :( Ja jak najbardziej jestem za zawodówkami, przeciw liceom zawodowym, które nie są w ciągu trzech lat nauczyć zawodu, ponieważ nie ma na to czasu. Uważam, że powinno być więcej szkół zawodowych (po których przecież też można w przyszłości zrobić maturę, jeśli się coś odmieni takiemu osobnikowi), lica tak, ale ogólnokształcące, przygotowujące uczniów do studiów oraz technika, ale na litość boską nie licea zawodowe!!!!
    PS - nie jestem zawodówkofobem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Kasia mądrego zawsze warto posłuchać. Zwłaszcza, że posiadasz informację z pierwszej ręki. Ilu dzieciakom zaoszczędziłoby się cierpienia, gdyby nie opinia społeczeństwa. Przecież potrzebujemy tych ludzi po szkołach zawodowych. Bo ten po wyższej szkole "Business fondejszyn srejszyn" na wiele się nam nie przyda, no chyba, że będziemy chcieli kolejny kredyt. Często ci po zawodówce świetnie prowadzą swoje firmy i robią to co lubią. Czego ci po studiach mogą im tylko pozazdrościć. żebrząc o pracę za psie pieniądze. Zaś pytanie czy przyjaźnimy się z ludźmi z zawodówki, już zawsze będzie dla mnie w czołówce najgłupszych jakie słyszałam:) Pozostaje się zastanowić jakich przyjaciół ma ta dziewczyna i jej rodzice, normalnie "strach się bać".

      Usuń
    2. Dorotko, zgadzam się z Tobą w 100% Mój tata skończył zawodówkę, jest bardzo dobrym człowiekiem, świetnym fachowcem i nigdy nie wstydziłam się tego, że ma wykształcenie zawodowe. Uważam, że mamy za mało kierunków w zawodówkach, niektóre zawody po prostu wymierają, a nie każdy nadaje się na studia. A poza tym czy tytuł magistra świadczy o kulturze, dobrym wychowaniu człowieka? Na pewno nie! Buziaki!

      Usuń
    3. Kasia taka prawda:) Zamykają szkoły zawodowe, a otwierają pseudo licealne masówki, które wypuszczają w świat rzeszę młodych ludzi nieprzygotowanych do zawodu, nie mówiąc o życiu.
      Ps. mój tata też był po zawodówce, a był świetnym spawaczem. Miał wielki fach w ręku.:)
      Moja babcia mówiła, dobre wychowanie wynosimy z domu. To była mądra kobieta:))

      Usuń
    4. Podpisuję się wszelkimi kończynami. Mój tato też jest po zawodówce i nawet nie przyszło mi do głowy żeby kiedykolwiek się tego wstydzić. Co więcej tak jak piszecie, teraz każdy jest po studiach i nikt nie ma zawodu w ręce, sama czasem mam żal do rodziców, że koniecznie pchali mnie do liceum i na studia bo byłam 'taka mądra'. Kurcze mogłam być 'głupsza' i mieć zawód w rękach, a nie dyplom na twardym papierze, którym nawet się za przeproszeniem podetrzeć nie mogę. Zdecydowanie nie jestem zawodówkofobem :D

      Usuń
    5. Matki Polki Fanaberie. Po pierwsze bardzo się cieszę, że oblałaś mój test:)) Po drugie masz rację, jak można się wstydzić rodziców lub przyjaciół, bo są po zawodówce. Stąd ten cały post, bo jak widać po zadanym na poważnie pytaniu tej babki, niestety są tacy ludzie. Może trzeba ich uświadamiać, bo nikt tego dotychczas nie zrobił. W każdym razie cieszę się, że jest tak nas dużo ludzi, którzy mają zdrowe podejście.

      Usuń
  3. Zawodówki przynajmniej uczą fachu i to dobrze, a magistrem teraz może być każdy- idzie sobie prywatnie, studia w sumie olewa, ale potem szczyci się mgr przed nazwiskiem:).

    Sama jestem ze Sląska i chociaż gwarą nie mówię, to jednak mój śląski akcent mocno słychać. Do zawodówki nie chodziłam, ale moi rodzice tak- tata był górnikiem, a mama chodziła do krawieckiej. No i co, jestem z nich dumna!

    Dla mnie taka klasyfikacja to przejaw głupoty- papierek nie świadczy o ludziach, tylko to, co mają w głowie. Siostra mi opowiadała, gdy się obroniła, w pracy podszedł do niej pewien kolega i powiedział mniej więcej tak: "To teraz możemy przejść na "ty", jak magister z magistrem. Smiałam się z tego ponad tydzień:).

    Według Ciebie co mi wyszło w teście;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod Sabina! Moi rodzice są po technikum, ale po czym by nie byliby- to najwspanialsi ludzie świata i ogarniaja własny biznes- bez studiów!

      Usuń
    2. Myślę, że test oblałaś z kretesem i nie mogę bić ci brawo:))

      Głupota ludzka nie zna granic. Bufoniarstwo i przekonanie o własnej świetności na pierwszym miejscu. Nie wiedziałam, że za gwarę Śląską też można dostać. Kiedyś większość kończyła zawodówkę i byli świetnie wykfalifikowanymi pracownikami. Teraz większość jest po studiach i wiele można o nich powiedzieć, ale na pewno nie to, że są świetnie przygotowani do podjęcia pracy.

      Usuń
    3. Melanies święte słowa. Nasi rodzice są najwspanialsi, bo są naszymi rodzicami, a nie dlatego, że są po studiach.

      Usuń
  4. "Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn" (Francis Bacon) i wymowny cytat z Feliksa Konecznego:

    „Pozwolę sobie jeszcze na jedną uwagę; nie znające się na rzeczy władze państwowe narzucały szkole już od dwóch pokoleń kult miernoty. Wyniknęło to z mylnego zapatrywania, jakoby społeczeństwa rozkwitały przez podnoszenie przeciętnego poziomu. Skutek wzięto za przyczynę. Przeciętna miernota podnosi swój poziom automatycznie w miarę, jak niebosiężnieją szczty. Życie historyczne społeczeństw rozwija się przez wybitność personalizmów, a gdy tego zabraknie, poziom społeczny opada. Ogół winien służyć talentowi za piedestał. Dbajmy o szczyty, a reszta na pewno się znajdzie. Gdy ogół przestaje patrzeć w górę (bo nie ma na co), przestanie też stąpać pod górę. Zupełnie to fałszywa droga, żeby szkołę urządzać dla miernoty, a zdolniejszych oddawać do osobnych szkół, na „elitę”. Doświadczenie poucza, jak dalece nie sposób orzec na pewno, który z żaków szkolnych rozwinie się w talent, a który stępieje potem na miernotę; toteż wybieranie „elity” pomiędzy chłopcami jest po prostu fałszywą grą. Tacy wybrańcy tępieją zwykle od samej zarozumiałości. Są to eksperymenty antypedagogiczne. W klasie zaś szkolnej zdolniejsi są niezbędni, ażeby stanowić drogowskaz w górę i zachętę.
    Nie należy też obniżać poziomu klasy balastem uczniów leniwych, tępych, krnąbrnych. Jeżeli nauczyciel ma być odpowiedzialnym za wyniki nauczania, musi szkoła mieć prawo, żeby się pozbywać uczniów niepożądanych i wydalać ich. Ukochanie miernoty doprowadziło do tego, że można siedzieć trzy lata w jednej klasie.” („Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej”)
    https://odyssynlaertesa.wordpress.com/2013/04/01/polak-polakowi-psu-bratem/
    Kto myli edukację (szkołę) z mądrością/dojrzałością życiową ten sam sobie wystawia laurkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty zawsze tak pięknie napiszesz:)) Wiesz co akurat patrzenie na górę w naszych czasach jest złym przykładem. Nic dobrego z tego nie wynika.

      Usuń
    2. Otóż dlatego przestrzegam przed patrzeniem na te tzw. "elity" i wszystkim młodym w pierwszej kolejności zalecam zdobycie konkretnego fachu w ręku a potem można sobie marnować czas i pieniądze na tzw. "studiach" :) Osobiście jestem zwolennikiem całkowitej prywatyzacji szkolnictwa i wyrzucenia państwa z branży edukacji. Wtedy każdy dwa razy się zastanowi czy i na jakim kierunku warto marnować własne pieniądze.

      Usuń
    3. Świetnie napisane, na papierek zawsze przyjdzie czas. Gorzej, że tych szkół, które uczą konkretnego fachu wciąż ubywa.

      Usuń
  5. Świetny post. Śmiałam się, test wykonałam, ale po chwili zaczęłam myśleć- ilu też mam znajomych po zawodówce... kilku na pewno, ale ilu dokładnie? Nie mam pojęcia! Co mnie obchodzi jaki mają "papiur"- byle coś w głowie mieli, a mają. Bo nie tracą lat na wkuwanie i zapominanie co wkuli. Ci po studiach (nie wszyscy, rzecz jasna, ale wielu niestety) często przychodzą do pracy przekonani, że od zaraz powinni być szefami a podstaw w praktyce nie mają... za to wielkie mają przekonanie, że to oni wszystko wiedzą najlepiej.
    Człowiek jest człowiek i jest jaki jest- żaden papier go nie naprawi i nie popsuje. Sam to zrobi jak będzie chciał.
    I ciekawostka: mój brat zrobił kiedyś imprezę i tak się zgadało o wykształceniu... i temat padł, bo nikogo nie obchodziło co kto skończył, tylko jakiej kibicuje drużynie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wiele znajomych po zawodówce i na pewno kilka przyjaciół:)) Nigdy mnie nie obchodziło jakie maja wykształcenie. Sami są zadowoleni z życia mają swoje firmy inni to tak zwane złote rączki:)) To raczej oni mogą się śmiać z rzeszy bezrobotnych magistrów i inżynierów:)) Fajnie to napisałaś, jak w przypadku imprezy twojego brata większość normalnych ludzi nie interesują takie sprawy:)

      Usuń
  6. Nie wiem co konkretnie ma na celu ten post, ale może dlatego, że jestem tylko po zawodówce.
    Zakładam że sam quiz to tylko żart, ponieważ, żadna z odpowiedzi (a.b.c) nie pasowała do tego co odrobinę miało by przypominać moje odpowiedzi.
    Chore jest porównywanie ludzi na podstawie tego jaką szkołę skończyli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje zapytać czy na pewno przeczytałeś cały post?. Gdybyś do mnie częściej zaglądał, to byś wiedział, że lubię żartować. Tak Quiz miał za zadanie ośmieszać, ale na pewno nie ludzi, którzy skończyli zawodówkę, dla nich mam duży szacunek.

      Usuń
    2. Oczywiście, że przeczytałem cały :P

      Usuń
    3. Tak to już jest ze słowem pisanym.:)

      Usuń
  7. Wiesz, ja znam parę osób po zawodówkach i oni maja na prawdę świetny fach w reku, bo włąsnie tam się tego wyuczyli porządnie. Niektórzy z nich nadal się kształcą i robią technika itp, ale są z siebie dumni i niezłą kasę trzepią, bo jak ktoś ma fach w rękach to i roboty się nie boi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana ja to świetnie wiem.:) Niech inni biorą z nich przykład, w dążeniu do celu:)

      Usuń
  8. Jestem zdecydowanym zawodówkofilem ( o, też ładnie wymyśliłam:)) . Wojtek ma starszych kolegów, którzy uczą się w szkołach zawodowych ( o "zgrozo" specjalnych!). Ile w nich pasji i zaangażowania! Tylko pozazdrościć. A ja pewnie zostanę w nieodległej przyszłości mamą zawodówkowicza i będę dumna jak paw:) Dzięki za dowcipny, mądry i bardzo potrzebny tekst:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie to wymyslilas, aż czuję zazdrość:) zaraz dodaje nowe słowo do słowniczka. Wojtek już od jakiegoś czasu jest dla mnie świetnym przykładem jak trzeba radzic sobie w życiu. Fajnie to napisałaś pasja i zaangażowanie. Przecież właśnie to czyni nas szczęśliwymi:). Trzymam kciuki za Wojtka w nowej szkole, choć wiem, że i tak sobie świetnie poradzi:)

      Usuń
  9. Myślałam,że już wszystkie głupoty w życiu słyszałam:( Strasznie mnie denerwują tacy ludzie,mający mniemanie o sobie z kosmosu!!! I sposób w jaki dobierają sobie znajomych. To świadczy tylko o ich braku wychowania i taktu . Co zrobić,różni ludzie chodzą po tym świecie,pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Edytka szkoda czasu na denerwowanie. Po prostu takie jednostki, trzeba uświadamiać:))

      Usuń
  10. Pewnie jeszcze nie raz coś Nas zaskoczy . Ja jak widzę co w tej telewizji się dzieje to własnym oczom nie wierze . Ale co dla Nas jest łagodnie mówiąc nienormalne dla tych " nienormalnych " jest naturalne , i nijak nie potrafię tego zrozumieć ba nawet nie staram się bo chyba dnia by mi brakło :D:D!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda włos się czasem jeży od tych głupot, ale ktoś je robi i dla nich to jest jak najbardziej normalne:))

      Usuń
  11. Ja się jednak nie do końca zgodzę. Na przykład punkt tekstu 'dowiadujesz się, że rodzice narzeczonego są po zawodówce, co robisz'. Czym innym jest kolegowanie się z ludźmi o pewnych cechach / wykształceniu / doświadczeniu itp, a czym innym wchodzenie w środowisko przez np. ślub. Mogłabym kolegować się z osobą o przeszłości kryminalnej, ale byłoby dla mnie problemem mieć taką osobę w rodzinie.

    Co do wykształcenia, ile razy słyszeliście w szkole, że 'jak się nie będziecie uczyć, traficie do zawodówki' albo 'no chyba nie chciałbyś trafić do zawodówy'. Niestety, ja bardzo często. Gdzieś się wryło w podświadomość, że ta zawodówka to jakaś kara, miejsce dla idiotów i piąty stopień do piekła. Przykre, że nauczyciele w taki sposób próbowali 'motywować' uczniów do pracy. Ciekawe, ile z nich jednocześnie pracowało też w zawodówkach i co mówili wtedy tamtym uczniom 'nie bądź taki mądry, nie jesteś w ogólniaku'??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci, że po twoim komentarzu zastanowiłam się, czy byłoby dla mnie problemem, że ktoś w rodzinie mojego męża siedział w więzieniu i po krótkim zastanowieniu stwierdzam, że mało by mnie to obchodziło. Choć rozumiem, że dla kogoś to mógłby być problem. Taki już mam charakter:)

      Zgadzam się z tobą, że jest swoista nagonka na zawodówkę. Nie wiem jak to jest teraz, ale wiem, że kiedyś wysyłano ludzi do zawodówki, bo np., mieli dysleksję, dysortografię. I te osoby właśnie szły do zawodówki gdzie rozwijali skrzydła, później jeżeli chcieli poszli do liceum, zdawali maturę, a potem często kończyli studia:)). Co do samych nauczycieli to wiadomo temat rzeka. Zdarzali się wspaniali pedagodzy, których zapamiętamy na całe życie, a innych wolelibyśmy już nigdy nie spotkać.:))

      Usuń
    2. Przeszłość kryminalna niekoniecznie oznacza więzienie. Na przykład, gdyby brat mojego ukochanego handlował narkotykami albo ojciec był zabójcą, to bym się głęboko zastanowiła, na ile mój mężczyzna nie został ukształtowany w tym środowisku i w jaki sposób. Bo trzeba pamiętać, że człowiek nie rozwija się w oderwaniu od rodziny.

      Śpieszę uspokoić, że w mojej rodzinie akurat ludzie mają bardzo różne wykształcenie - od rolnika po podstawówce, po profesora. I wszyscy się świetnie dogadujemy :)

      I właśnie chyba w tym sedno. Nie chodzi o samo wykształcenie jako papier, o ile nie jesteśmy pracodawcami, ale o wspólny świat przeżyć, zainteresowań i odbierania świata. Ludzie 'po zawodówce' kojarzą się z nieokrzesanymi tępakami, wyrywającymi puste laski (również po zawodówce) na dyskotekach. Maja ograniczony światopogląd, zainteresowania, Klimt myli im się z klimatem, a Mucha to tylko owad. Nie jest to osoba, z którą pójdzie się do teatru (zaśnie), do kina (chyba że na strzelankę) i wstyd pokazać się w towarzystwie. Do tego słownictwo to''k..' i 'ch'..' jako przecinki. Żadnych ambicji zawodowych. Napić się, meczyk obejrzeć, na siłkę pójść. No i koleżkowie. Tacy sami razy piętnaście.

      Szczerze, wiele osób po zawodówkach było właśnie takich i nie ma co się oszukiwać i owijać to w poprawnie polityczną bawełnę. Przynajmniej tam, gdzie mieszkałam, tacy kolesie często wywodzili się dodatkowo z rodzin o 'genetycznym bezrobociu', przyzwyczajeni, że nie ma sensu cokolwiek robić, bo i tak pracy się nie dostanie i będzie się żyć na zasiłku. Marazm przenoszony drogą płciową. Koleżanki, ja także, próbowałyśmy chodzić z takowymi, na zasadzie 'a co tam rodzicie wiedza, jesteśmy ponad to', a potem okazywało się szybko, że z takim facetem można się co najwyżej pokazać (bo na siłce sporo czasu spędzali - mieli go wiele), ale kompletnie nie było o czym z nimi rozmawiać. Nie dlatego że rozmowa o śrubkach albo rodzajach nawozów jest dla mnie uwłaczająca i jak nie Wojaczek, to spadaj na drzewo. Po prostu nie było wspólnych tematów. Gdy przyszłam do domu ukochanego i spotkałam tam jego tatę łażącego bezpruderyjnie w obłachanym podkoszulku, cieszącego się z własnego bekania - tak,stwierdziłam, że to chyba nie jest miejsce dla mnie. Mimo że bardzo chciałam udowodnić sobie i innym, że wcale nie jestem zaściankowa i ograniczona.

      Było tak - bo teraz podobną rolę zaczynają przejmować różne inne grupy, na przykład posiadacze matur 30%, którzy w zasadzie właśnie do zawodówki powinni by byli pójść. Przynajmniej mieliby zawód, a nie męczyli się na byle jakich studiach, które - poza niebotycznymi wymaganiami - w nic ich nie wyposażają.

      Usuń
  12. Swoją drogą, wydaje mi się, że dużą krzywdę obecnie wyrządzają grodzone osiedla, na których zamieszkują osoby o podobnych dochodach bądź wykształceniu. Odgradzają się murem od reszty świata, dzieci sa posyłane do szkół prywatnych, gdzie poznają tylko dzieci o podobnym statusie i sytuacji. Nie uczą się, że ludzie są różni.

    Za komuny przynajmniej to było dobre, że w bloku mieszkał obok siebie profesor, strażak, 'domowa' matka siedmiorga dzieci, budowlaniec i sprzątaczka. Wszystkie ich dzieci bawiły się na podwórku, potem szły razem do szkoły. I naturalne było, że ktoś miał więcej zabawek, ktoś mniej, różne ubrania. Mama kolegi - kucharka była przekochaną osobą, częstującą nas pysznymi kanapeczkami, tata koleżanki - strażak - obiektem zazdrości całego podwórka :) Sąsiadka pielęgniarka robiła nam zastrzyki, a inna - nauczycielka - pomagała dzieciom w matematyce. Fajne to było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tylko głupiec nie zastanawia się nad przyszłością z kimś kto pochodzi z szemranego środowiska. Wierz mi, że jednak to nie ma nic wspólnego z tematem mojego postu. Najwyżej nadawałby się na kolejny np. "Czy boisz się ludzi z marginesu?, a może wręcz przeciwnie?" :)) Muszę nad tym pomyśleć:))

      Często ludzie poznają się na studiach, tworzą jakiś związek, może idą o krok dalej wynajmują mieszkanie. W końcu chcą przedstawić swoją drugą połówkę rodzicom, a tu szok. Bo może właśnie tak jak pisałaś ojciec leży na kanapie i drapie się po wielkim bębnie, a matka zahukana siedzi w kuchni. To nigdy nie są łatwe wybory, ale naprawdę nie mają nic wspólnego z tym czy ktoś poszedł do zawodówki. Bo cwaniactwo, niechlujstwo, durnota, ciemnota, czy chamstwo, nie ma nic wspólnego z wykształceniem. I wierz mi wiem o czym piszę. Mnie nigdy nie ciągnęło do szemranego towarzystwa, nigdy nie miałam ciągot to tak zwanych trudnych chłopaków. Zbyt niezależny mam charakter by komuś się poddawać. Tak jak pisałam, mam wielu znajomych po zawodówce, kilkoro to przyjaciele i wiesz co? to są świetni ludzie, którzy naprawdę sobie radzą w życiu. Wbrew obiegowej opinii czytają książki, chodzą do teatru, potrafią posługiwać się sztućcami:). Trzeba tylko im pogratulować, bo przetrwali w tym gąszczu zawodówki, gdzie wymielili ich z tym towarzystwem, któremu się nic nie chce. Na szczęście, ci o których piszesz, w większości nie dotarli do trzeciej klasy.

      Wiesz z tymi grodzonymi osiedlami, to młodzi chyba mają teraz taką schizmę na oddzielanie się od plebsu. Też świetnie pamiętam, jak większość moich sąsiadek to były ciocie, które w razie czego przemyły ranę na obdartym kolanie, czy poczęstowały kanapką. Teraz czasem ludzie nie mają znajomych, nie mówiąc o tym, że mieli by się bratać z sąsiadami. Też do dzisiaj pamiętam matematyczkę, gdzie nigdy nie byłam fanką matematyki. To była wspaniała kobieta, zawsze nam pomagała nigdy nikogo nie zostawiła w potrzebie:) Fajne są takie wspomnienia:)

      Usuń
    2. Niestety, też wiem, o czym mówię. W moim otoczeniu ludzie z zawodówek właśnie tak się zachowywali. I miało to sporo wspólnego, owszem, i z wychowaniem, ale też z wykształceniem.

      A co do tematu posta i offtopicu kryminalnego. Chodziło mi o pokazanie, że czym innym jest kumplowanie się z kimś, a czym innym decydowanie na wspólne życie. Ta sama sytuacja może nie odgrywać żadnego wpływu w przyjaźni, a będzie nie do zaakceptowania w związku. A wykształcenie --> rodzaj pracy --> sposób spędzania czasu, znajomi, ambicje. Tak, to jest jeden z czynników, nie wyłączny, ale MA wpływ na człowieka.

      Usuń
    3. Widzę, że nie odpuszczasz, a ta dyskusja przez to idzie w złym kierunku i daleko odbiega od tematu. Może jeszcze nie zauważyłaś, ale jesteśmy na mojej stronie, a ja swoje stanowisko w tym temacie określiłam jasno i nie zmienię zdana

      Usuń
    4. Nie rozumiem wrogości. Jesteśmy na Twojej stronie, owszem, a ja po prostu mam inne zdanie niż Ty i większość komentujących ten wpis i to zdanie wyrażam, starając się nikogo osobiście nie urazić. Mamy różne doświadczenia i stąd różne opinie :)

      Usuń
    5. E tam od razu wrogość:)), dobra ze mnie kobieta:) Tak jest ze słowem pisanym, że czasem możemy zrozumieć je na opak. Na pewno nie mam nic przeciwko zdrowej dyskusji, jednak czasem warto ją przerwać, gdy nie przynosi efektów.....

      Usuń

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka