wtorek, 16 czerwca 2015

5 rzeczy do jedzenia i picia w PRL- u, które wtedy byście pokochali

 
Kiedy większość z was słyszy skrót PRL. Pewnie pierwszy obraz, który wam się pojawia przed oczami. To szarość egzystencji, połączona z niedziałającymi neonami. I wieczne kolejki do sklepów. Tymczasem w mojej pamięci. Ta szarość mieni się wszystkimi kolorami tęczy.

Chyba każde pokolenie uważa, że jego dzieci to mają lepiej. Oczywiście to prawda. Jednak rodzice w czasach PRL-u. Zostali pozbawieni wysnuwania tak śmiałych teorii. To nic, jak to rodzice. Na swój sposób starali się nam zapewnić żywieniowe przyjemności, do których mogliśmy zaliczyć:
 
1. Rurki z kremem
Już widzę te spojrzenia. Rurki z kremem?. Co to za przyjemność?. W czasach kiedy cukierki robiło się ze smażonego cukru na patelni, a czekolada była wyrobem czekoladopodobnym. Ja z rozrzewnieniem wspominam, kiedy z rozdziawioną japą patrzyłam, jak pani wylewa cienką warstwę ciasta na rozgrzaną płytę i szybko formuje z niej rurki, które inna pani wypełnia kremem. Wtedy wydawało mi się, że te kobiety mają najlepszą pracę na świecie. Oczami wyobraźni, widziałam siebie siedzącą w tej małej przegrzanej kanciapie do końca życia. Oczywiście obżerając się rurkami z kremem
 
2. Saturator
Metalowy wózek, którego modus operandi były dwie menzurki wypełnione sokiem przeważnie malinowym, lub cytrynowym. Całości dopełniały gumowy wąż podłączony wprost do wodociągów i oczywiście butle ze sprężonym gazem. Sprzedający nalewał do szklanek kapkę soku i resztę wypełniał gazowaną wodą i grała gitara. Kiedy ktoś już wychłeptał napój. Uczciwie oddawał szklankę, która właściwie była tylko opłukiwana pod małym kranikiem. Już widzę jak teraz rodzice lezą pokotem na ziemi. I wierzgając kopytami drą się w niebogłosy -
- moje dzieci mają to pić?!
- gdzie atesty?
- a gdzie kubki jednorazowe?!
- woda prosto z kranu!
- co to za sok?!
- co to za mycie, może lepiej trzeba było splunąć?!
 
3. Bułka z szynką
Nie bułka z szynką babuni, lub dziadunia, albo nawet ciotuchny. Myślę o takiej prawdziwej szynce, która jest nią nie tylko z nazwy i wyglądu, ale też i ze smaku. Obecnie tego ideału poszukuje bezskutecznie. Może też dlatego, że nie musze stać w kolejce 3 godziny by ją kupić.
 
4. Bita śmietana z kapką czekolady
To był jeden większych zakładów mleczarskich, który miał bar ze swoimi przetworami przy jednej z głównych gdyńskich ulic. Każdy wypad do centrum kończył się właśnie w tym barze, a największą furorę robiła bita śmietana z kapką czekolady, którą trzeba było poszukać. Co z tego?. Tego lekko kwaskowatego smaku nie mogę teraz z niczym porównać.
 
5. Oranżada
Wtedy kupowało się takie napoje na specjalną okazję. Wiecie?.., stypa, ślub, urodziny.  Właściwie mogłabym wymyślić dla nich hasło reklamowe. "Jest oranżada, jest impreza!". Siermiężna brązowa, lub zielona butelka z czerwonym gazowanym napojem w środku, który brudził ci jęzor. Całości dopełniała etykietka drukowana na kolanie. Zakup oranżady na jakąkolwiek balangę. Często się łączył z wyliczonym deputatem na każdego gościa. Pewnie nawet nieboszczykowi przysługiwała jego część. Nie było żadnego - jak się skończy to się dokupi - Każdy pił wolno, bo jeżeli się pospieszył to musiał patrzyć jak inni piją, a jego butelka świeci pustką.
 

Takie to były czasy. Niełatwe, ale fajnie się je wspomina.  Bo właśnie to jest najpiękniejsze we wspomnieniach z dzieciństwa, że są wspomnieniami.
 
 
Pozdrawiam
 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka