poniedziałek, 20 lipca 2015

Wenecji czar - cenne wskazówki cz1.


W końcu mogę się odezwać. Skończyły się moje trzy tygodniowe wakacje.
Ja wiem, że dla Blogera priorytetem musi być dostęp do internetu. Nawet jeżeli mnie zapewniano, że będę miała dostęp do wirtualnego świata, a na miejscu się okazało, że jedyne do czego mam dostęp to do kamieni i do wody, ale internet to mogę sobie na drutach zrobić. To jakoś to musiałam przeżyć. Miałam inne wyjście?. 

Teraz kiedy siedzę w domu. Mam dobre łącze. Wiatr i deszcz chłoszczą moje okna. Mogę się z wami podzielić moimi przygodami. Myślę, że niejednemu się przydadzą, moje skromne informacje. Zacznę od Wenecji.  

Kto by przypuszczał, że wysepki położone na bagnach, które 1500 lat temu stały się azylem dla ludu uciekającego przed barbarzyńskimi Hunami. Staną się mekką dla turystów z całego świata?. Oczywiście miasto w niczym nie przypomina tego czym było na początku, ale jedno się nie zmieniło. Leży na wodach Adriatyku, który domaga się swoich praw do miasta. Przedstawię wam kilka cennych informacji, które według mnie ułatwią wam życie w tym wspaniałym miejscu.

PARKINGI
Dlaczego zaczynam od parkingów?. Ano dlatego, żeby wam wybić z głowy parkowanie w Wenecji. Miasto ma słaby dostęp do wolnych miejsc dla samochodów, a właściwie posiada tylko jedno. Nie można się temu dziwić w końcu leży na wodzie i raczej powinniśmy się po nim poruszać motorówką, lub romantyczną gondolą. Jeżeli na przekór wszystkiemu zapragnęliście tu przyjechać samochodem, to za 20 euro za dobę możecie zaparkować samochód na wielkim terenie. Jednak w takim wypadku musicie liczyć się z tym, że wasze auto nie będzie stało w miejscu, w którym go postawiliście. Kluczyki oddajecie parkingowemu, który w miarę napływu kolejnych samochodów, przestawi waszą gablotę w inne miejsce, by ścisnąć ją z innym czterokołowymi. Nie ma tu miejsca na dyplomację. Dlatego odbierając samochód, nie zdziwcie się, że posiada rysę tu i ówdzie.

NOCLEG
Oczywiście Wenecja posiada wspaniałe hotele i skromniejsze hostele. Jednak jeżeli tak jak ja nie posiadacie wujka Rockefellera i przyjechaliście na wakacje samochodem. Proponuję nocleg sobie zrobić w Mestre. Jest to mała miejscowość usytuowana niedaleko Wenecji, która jest wspaniałą bazą wypadową do wodnego miasta. Hotel Novotel, który wybrałam.  Może nie należy do najbardziej luksusowych, ale można liczyć na ten sam standard co w innych hotelach tej sieci i w odróżnieniu od polskich odpowiedników, nie trzeba dodatkowo płacić za parking. Ma jeszcze jedną niewątpliwą zaletę. Leży blisko przystanku autobusowego, z którego autobusy linii nr 8 za 1.50 euro (dzieci do lat sześciu nie płacą) zabiorą was do wspaniałej Wenecji. Bilety kupicie w recepcji hotelu. Potłuczecie się parę przystanków przez zatłoczone uliczki Mestre. Następnie oczy wam wyjdą z orbit ze stresu, kiedy pani kierująca autobusem będzie go wprowadzać w zawrotną prędkość na trasie ekspresowej  i już możecie się cieszyć Wenecją.

MAPA
Od pętli autobusowej. Do placu św. Marka macie jakieś dwa kilometry. Jednak ten czas umila przechadzanie się po kolejnych mostkach i zatłoczonych wąskich uliczkach. Gdzie wasz wzrok przyciągną maski weneckie i inne drobne badziewiaste suveniry, które są nieodzowną częścią każdego szanującego się turysty, do których i ja należę. Maski nie są drogie. Te większe kosztują już od 10 euro wzwyż. Ja kupiłam piękną srebrną za 10 euro. 

Ciekawostką może być fakt, że tej samej wielkości tylko w innym kolorze, kosztowała 22 euro. Pamiętajcie można i trzeba się targować. Jednak do rzeczy. Mapa. Nie zróbcie tego błędu jak my i zaopatrzcie się w nią od razu na początku. Koszt jakieś 3 euro, więc niewiele, a naprawdę może ułatwić wam życie. My mieliśmy się o tym gorzko przekonać, kiedy chcieliśmy wrócić do autobusu. Zrobiło się ciemno. Każda uliczka wyglądała podobnie, a my po prostu zgubiliśmy się w gąszczu małych zakamarków. Gdzie za każdym zakrętem mogła nas czekać ślepa ulica. Miało to też dobre strony. Obejrzeliśmy sobie gacie i ręczniki Wenecjan, niefrasobliwie rozwieszone pomiędzy urokliwymi domami. Przeszkodziliśmy im w kolacji, kiedy jedyne o czym marzyli to obejrzeć turystów  pędzących z rozwianym włosem i  wywieszonym językiem. Zatańczyliśmy z Hindusami, których muzyka zachęcała do dzikich podrygów i szukaliśmy dalej.


WENECJANIE TO NIE POLIGLOCI
Wenecjanie (ci od gaci i ręczników) to wspaniali ludzie, ale słabo znają j. angielski, lub w ogóle . My przynajmniej tylko na takich trafiliśmy, a było ich niemało. Za to bardzo dobrze znają włoski, w którym my nie abla. Dlatego nie mogliśmy się czepiać, trzeba się było uczyć włoskiego:). Kiedy szukaliśmy wyjścia z naszej rozpaczliwej sytuacji zrobiło się naprawdę nieciekawie. Większość jedyne słowa jakie znała po angielsku to most i prawo. Takim sposobem moglibyśmy się kręcić po mieście w kółko i zostać mistrzami świata w zabawę w chowanego. Jak ta blondynka z kawału, której szkielet znaleziono w szafie.

ULICE
Kiedy tak w ciemności szukaliśmy drogi do autobusu. Trafiliśmy na naszych Jankeskich braci. Dali nam mapę i życzyli Good luck na drogę. I zaczęła się zabawa. Musicie wiedzieć, że w Wenecji nazwy ulic obowiązują tylko do skrzyżowania. Dlatego początek i koniec kamieniczki ma  inną nazwę ulicy. Budynek na przeciwko obowiązuje ta sama zasada. Jednak mapa zdecydowanie ułatwia sprawę. Dzięki temu w końcu udało nam się trafić na plac wypełniony turystami, którzy czekali na swój autobus.



Odetchnęliśmy z ulgą. Za nami dzień pełen emocji i czaru płynącego z Wenecji. Kiedy kładliśmy głowy na poduszkach, już myśleliśmy o kolejnych przygodach w tym wspaniałym miejscu. Co miało nas czekać następnego dnia?. O tym w kolejnej części.

Pozdrawiam

Zapraszam do przeczytania cz. 2 Wenecji czar

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka