Wymarzona nagroda




Podświadomość może nam podpowiedzieć w najmniej oczekiwanym momencie, czego w życiu pragniemy. W moim przypadku była to pewna nagroda.

Tego dnia wszystko mi wychodziło. Rano chłopcy bez szemrania i pełzania po podłodze w spokoju opuścili domowy przybytek.
Spojrzałam w lustro. Włosy układały mi się falą, tworząc artystyczny nieład na głowie. Makijaż wyszedł perfekcyjny i nawet czarna linia nad okiem, która zwyczajnie z racji wieku kończy mi się gdzieś na plecach. Tym razem filuternie zawijała się w kąciku oka. Drobne zmarszczki zakłóciły obdukcję, ale szybko mój pogodny nastrój podsunął mi idealne rozwiąz
anie.
- To się zaszpachluje.
Poszłam na zakupy. Co ja mówię, poszłam!. Frunęłam, przeskakując jak baletnica nad kałużami, plastikowe torbiszcze, które zabrałam ze sobą. Nadmuchane przez wiatr, raz po raz unosiło mnie ku słońcu.
- Dzień dobry! - Usłyszałam.
Odwróciłam się z uśmiechem na ustach, aż spadochron zmienił tor lotu. I zobaczyłam tego starego dziadygę na rowerze, który zazwyczaj na mój widok spluwa z pogardą.
- Dzień dobry! - odkrzyknęłam radośnie. Pewnie biedak chory i rzuciło mu się na mózg.

 Moje modlitwy nie poszły na marne. Jak to mówią "Pan bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy!"
Zrobiłam zakupy i wróciłam do domu. Musiałam się przygotować. Wieczorem odbierałam nagrodę dla kobiety roku, czy jakoś tak. Nie mam pamięci do nazw. W każdym razie udało mi się przeprowadzić przez przejście dla pieszych swoje dziecię, oraz grupę przedszkolaków i staruszkę o lasce. Z racji tego, że ręce miałam zajęte. Wiecie?...dzieci, staruszka. To w zębach trzymałam zakupy swoje i starowinki. Całe dziesięć kilogramów, bo kobiecinie się ziemniaków zachciało. Swoją drogą też miała pomysł, kogo ona miała gościć, pułk wojska?!. Pewnie cała nagroda pójdzie na sztuczną szczękę dla mnie, a chrzanić to, raz się żyje!.
Limuzyna podjechała punktualnie. Rodzina wyszła na ganek, by mnie pożegnać. Dzieci zawodziły ze wzruszenia i nawet mąż łezkę uronił. Niczym kopciuszek pojechałam ku przeznaczeniu. Czerwony dywan poprowadził mnie w podwoje eleganckiego budynku. Dziennikarze robili zdjęcia i raz po raz, błyskały flesze. Zewsząd dobiegały pytania..
- Czy zawsze była pani taka wspaniała?
- Dobroczynność ma pani po przodkach?
- Co z pani szczęką?
- Czy to szpachla?
Postanowiłam milczeć. Wszystko ujawnię, jak przyjdzie na to czas. Na razie tajemnicę skrywałam za łagodnym uśmiechem. Poprowadzono mnie na podium, ktoś po drodze ścisnął mi z uznaniem rękę i powiedział
- Wszyscy jesteśmy z pani dumni!
Na drżących nogach podeszłam do mównicy. W ogromnej sali zaległa cisza. Czułam się jak Marlin Monroe kiedy miała zaśpiewać dla prezydenta, tylko ze schrzanioną szczęką!. Chwyciłam mikrofon, który zapiszczał, aż wszystkim poszło w pięty. Ma się to wejście. Ścisnęłam go mocniej i tym razem już był gotowy do współpracy.
- Dobry wieczór - powiedziałam trwożliwie
- Mamo!
Kurde, jakie mamo?. Przecież pędraki zostawiłam w domu.
- Mamo - usłyszałam wyraźniej.
Co z tym dzieckiem?. Nie może poczekać, aż odbiorę nagrodę?. O co chodzi tym razem? Spider- Mana powiesili? Wykaraska się, zawsze to robi.
- Mamo - głos natręta nie dawał mi spokoju.
- Mamo wstawaj, zaspaliśmy!


Nawet człowiekowi nie dadzą nagrody odebrać, a taki piękny sen miałam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger