A mój tata powiedział




Dzi­siaj mała poga­danka o tym, jak to, co mówimy, ma wpływ na nasze dzieci.

Nie wiem, co mnie naszło, ale posta­no­wi­łam pójść z psicą do sklepu. Pomimo wielu prób, na­dal nie jestem bli­ska tego, by żywić się samym powie­trzem. Dla­tego zakupy na­dal są nie­odzowną czę­ścią mojego życia. Szły­śmy utartą drogą, nie spie­sząc się zbyt­nio w końcu nic nas nie goniło.

– Dzień dobry! – usły­sza­łam głos zni­kąd.
Szybko się odwró­ci­łam i zoba­czy­łam chłopca, lat około 8. Twa­rzyczka była mi zna­joma, ale ni­gdy nawet nie zamie­ni­li­śmy ze sobą słowa, a tu dzi­siaj taki nie­spo­dzie­wany „atak”.
– Dzień dobry. – Po krót­kim szoku, byłam dumna, że nie zapo­mnia­łam o dobrych manie­rach.
– Dokąd pani idzie?
– Do sklepu, po bułki i sok – wytłu­ma­czy­łam niczym Czer­wony Kap­tu­rek, Wil­kowi.
– Aha, a wie pani, mój tata powie­dział, że ten sklep jest za daleko.
– Za daleko, a gdzie miesz­kasz?
– O tam. – Chło­piec ręką okre­ślił taki teren, że rów­nie dobrze, mógłby miesz­kać w sąsied­niej miej­sco­wo­ści i to w lesie. Może rze­czy­wi­ście ma daleko?
– Co to za pies? – Pal­cem wska­zał na psicę.
– Bul­te­rier.
– Tak, a mój tata powie­dział, że to są teee, teee, te mor­der­cze psy.
– Chyba mor­dercy – odpowie­działam tępo. Zamiast zro­bić wykład gów­nia­rzowi na temat głu­poty ojca.
– No te też – odpowie­dział rezo­lut­nie chło­pak. – Jed­nak mor­der­cze one też są, wiem, bo Kinga mówiła.
– Kinga?
– To moja kole­żanka z klasy. Opo­wia­dała mi, że jej kole­żanka miała takiego psa i on miał mor­der­czy wzrok, bo kie­dyś spoj­rzał na innego psa i tam­ten od razu zdechł. Faj­nie nie?
Odru­chowo spoj­rzałam na psicę, która aku­rat zaba­wiała się w owcę i mor­dowała źdźbła trawy.
– A wie pani? a mój tata powie­dział, że ja to nie powi­nie­nem cho­dzić do szkoły.
– Dla­czego?!
– Bo tam nic mądrego nie uczą. Cięż­kie życie nas wszyst­kiego nauczy.
W gło­wie szu­ka­łam argu­men­tów by oba­lić śmiałą teo­rię jego ojca. Jed­nak nie zdą­ży­łam wypo­wie­dzieć poła­janki, bo chło­piec znowu się ode­zwał.
– Ładne ma pani włosy, jaki to kolor?
– Dzię­kuję, brą­zowy.
– Brą­zowy! – krzyk­nął. – A mój tata powie­dział, że kie­dyś też takie miał, ale mu wszyst­kie wypa­dły. Wie pani, ze zgry­zoty.
– A wiesz? – powie­działam z satys­fak­cją – I tu pierw­szy raz muszę się z Twoim ojcem zgo­dzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger