środa, 7 października 2015

Dlaczego nie rozumiemy polityków


Nauka języ­ków obcych. Teraz jest wręcz obo­wiąz­kowa i to naj­le­piej kilku naraz. Kiedy ja byłam dziec­kiem. Był tylko jeden słuszny język obcy. Oczy­wi­ście rosyj­ski, który nale­żał do naszych braci zza wschod­niej gra­nicy. Kiedy teraz oglą­dam tele­wi­zję, cały czas mam wra­że­nie, że nasza „przy­jaźń” tylko się pogłę­bia!


Jako dzie­cię­ciu oczy­ta­nemu, ten stan rze­czy mi bar­dzo doskwie­rał. Tylko jeden język obcy?! To trzeba zmie­nić! Dla­tego w tam­tym cza­sie uwa­ża­łam, że znam wszyst­kie języki świata. Nie­skrę­po­wana i pewna swo­jej wie­dzy, którą zdo­by­łam pod­czas oglą­da­nia obco­ję­zycz­nych fil­mów. Cho­dzi­łam po podwórku i infor­mo­wa­łam -Teraz będę mówić po angiel­sku! Hała, hała, hała – Następ­nie robiąc kolejne kółko wyłusz­czy­łam -Teraz będę mówić po nie­miecku! Hała, hała, hała.
Hisz­pań­ski i wło­ski, brzmiały dziw­nie zna­jomo jak poprzed­nie. Lecz to nie zra­żało małej lin­gwistki, bo drąc się nie­sły­cha­nie by ktoś cza­sem, nie prze­oczył moich pre­dys­po­zy­cji do języ­ków. Doszłam do kolej­nego zakrętu, kiedy to skrom­nie zazna­czy­łam, że znam fran­cu­ski. Oczy­wi­ście w zna­jo­mym narze­czu (hała, hała). Moja kariera, z pew­no­ścią nabra­łaby roz­pędu i dar­mowe lek­cje, które tak wspa­nia­ło­myśl­nie pro­wa­dzi­łam dla zdzi­wio­nego ogółu. Mogła­bym roz­sze­rzyć na inne podwórka. Gdyby nie jeden pro­blem. Moja sio­stra! Ta zdraj­czyni stała na bal­ko­nie i krzy­czała na całą dziel­nicę -To nie­prawda! Ona kła­mie! Wcale nie zna tych języ­ków!

Nie przej­mo­wa­łam się zbyt­nio utratą zna­jomości języka „hała”, do pew­nego momentu. Nie­dawno razem z moją przy­ja­ciółką Maryśką oglą­da­ły­śmy jakiś nudny pro­gram, w któ­rym pewien trzy­dzie­sto­la­tek infor­mo­wał, dla­czego on już dłu­żej nie może miesz­kać z matką! Jak to mówią „rychło wczas!”. Widocz­nie to było za dużo jak na roze­dr­gane z emo­cji serce mojej kole­żanki, bo prze­łą­czyła na inny kanał. Na ekra­nie poja­wiły się zna­jome gwiazdy, bio­rące udział w reality show na ulicy Wiej­skiej pt. „Sejm”. Z gesty­ku­la­cji wycho­dziło, że mówili o czymś waż­nym, chyba? Bo ich ręce wyko­ny­wały takie ruchy jak przy myciu, lub pole­ro­wa­niu okien. Jed­nak ni w ząb nie mogły­śmy zro­zu­mieć, co oni mają do prze­ka­za­nia?!
– On mówi, że ktoś ma kuku na muniu! – oznaj­miła szy­frantka Maryśka.
– Nieee! ja bym sta­wiała, że mu się kręci w gło­wie! – pró­bo­wa­łam się popi­sy­wać.
– Może go głowa boli? – zmar­twiła się Mary­sia.
– Myślisz? Tylko, że tamtą babkę, też chyba boli. Patrz jak się puka w czoło!
– To jakiś wirus – prze­ży­wała kole­żanka – tam­ten facet też tak robi!


W końcu stwier­dzi­ły­śmy, że to dla nas zatrudne. Przy­ja­ciółka prze­łą­czyła na poprzedni pro­gram, w któ­rym ten sam trzy­dzie­sto­la­tek infor­mo­wał, że decy­zja o samot­nym zamiesz­ka­niu była pochopna! Gdzie on będzie miał lepiej niż u mamusi?!
– Dorcia, ale dla­czego my nie zro­zu­mia­ły­śmy, co oni do nas mówią? – Przy­ja­ciółka nie mogła zapo­mnieć o porażce.
-Widzisz Maryśka! Nauka języ­ków jest do dupy cała. Jak się zapo­mni języka hała! Patrz, a oni tylko takim się posłu­gują!


Pozdra­wiam

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka