poniedziałek, 5 października 2015

NFZ Nieuniknione Fiasko Zdrowia





Dzi­siaj przed­sta­wię Wam mój stary, nowy tekst. Taki świeżo po liftingu. Post doty­czy histo­rii sta­rej jak świat, a mia­no­wi­cie przy­cho­dzi baba do leka­rza!


Zachę­cona slo­ga­nem NFZ… " Tylko pokaż nam gwó­źdź, a my Ci go przy­bi­jemy do trumny”. Wybra­łam się do pań­stwo­wej pla­cówki na kon­sul­ta­cję lekar­ską.

Dziar­sko wkro­czy­łam na schody i popchnę­łam meta­lowe wrota. Drzwi ani drgnęły! Pomy­śla­łam. – chyba się cho­lery zacięły?! – Dla­tego popchnę­łam moc­niej. Tym razem tro­chę puściły. I to na tyle by zza nich wyj­rzała głowa jakie­goś jego­mo­ścia, który wysy­czał do mnie przez zęby – pani tu nie stała!! – I szybko zamknął drzwi.
Byłam w takim szoku, że infor­ma­cja doszła do mnie dopiero po chwili. Zaraz, zaraz, jak to ja tu nie stała? Jak to nie stała, sta­nę­łam, sta­no­wi­łam, czy nawet po pro­stu sta­cjo­no­wa­łam?! Prze­cież nawet nie wla­złam do środka? o żad­nym „sta­nię­ciu” nie mogło być mowy. Napię­łam mię­śnie na ramio­nach, aż mi oczy wyszły na wierzch i natar­łam z całej siły na drzwi. Nagle usły­sza­łam.
– Niech pani pcha, a ja zablo­kuje laską!
Tym razem było łatwiej. Jak tylko poja­wiła się szcze­lina. Star­szy pan zablo­ko­wał ją drew­nia­nym wytry­chem i takim spo­so­bem, oby­dwoje dosta­li­śmy się do środka. Wła­ści­wie uczci­wie mówiąc przy­kle­ili­śmy się do środka. Tyle ludzi było w pomiesz­cze­niu. Dobrze, że w dzie­ciń­stwie naoglą­da­łam się fil­mów o wal­kach kung- fu, więc teraz mogłam wypró­bo­wać mój ulu­biony styl żura­wia i sta­nę­łam na jed­nej nodze. Powoli zaczy­na­łam roz­róż­niać poje­dyn­cze dźwięki. Coś mi tu jed­nak nie paso­wało. Czu­łam się jak w świą­tyni mni­chów bud­dyj­skich, któ­rzy powta­rzają słowa modli­twy. Po jakimś cza­sie udało mi się odszy­fro­wać jej słowa.
– pani tu nie stała! – lub dla odmiany – pan tu nie stał!
Teraz już rozu­miem, o co cho­dziło temu świ­rowi na początku!

Sku­pi­łam się na roz­rywce, jaką nie­wąt­pli­wie zapew­niało okienko reje­stra­cyjne. Tam dopiero działy się cuda!
Jakaś star­sza pani, wyli­zy­wała na błysk okienko reje­stra­cji, Zapew­nia­jąc przy tym, że to jesz­cze nic. Przy szaf­kach z kar­tami reje­stra­cyj­nymi, to ona dopiero pokaże co potrafi jej język! Reje­stra­torka dobro­dusz­nie wska­zała jej miej­sce na szy­bie, które omi­nęła. I ope­ra­cję kolana kobie­ciny umó­wiła na 2029 rok. Kolejna pani dostała wyrok w zawie­sze­niu na dwa­dzie­ścia lat z moż­li­wo­ścią skró­ce­nia kary. Gdy dwu­dzie­stu pacjen­tów przed nią umrze! Podobno jest duża szansa. Następ­nie do okienka doczła­pał się sta­ru­szek, który na oko wyglą­dał, jakby już jedną nogą był w gro­bie.
– To znowu pan Kowal­ski? – cel­nie zauwa­żyła reje­stra­torka
– Tak pro­szę pani to ja
– Czy pan się niczego nie nauczy? Wszystko chciałby pan wyle­czyć? To tak nie działa. Jedna rzecz na co naj­mniej dzie­sięć lat rozu­mie pan?
– Pro­szę pani kiedy ja chory!
– Patrz­cie go chory. Wszy­scy są cho­rzy! i nie narze­kają prawda? – Matrona zwró­ciła się do pierw­szej lep­szej osoby.
– Prawda pro­szę pani, ja nie narze­kam!
– Ja też nie narze­kam! – krzyk­nął ktoś inny.
– I ja!
– I ja!
– I ja!
Zapew­nie­nia ruszyły lawi­nowo. To widocz­nie było za dużo dla jed­nej nie­do­szłej pacjentki, która jak kłoda upa­dła na zie­mię.
– Nie żyje – ktoś stwier­dził
– Jestem pierw­szy i zama­wiam nie­boszczki miej­sce – zaćwier­kał jakiś gruby jego­mość.
– Panie – wyce­dziła przez zęby jej kole­żanka – ona miała raka jaj­ni­ków, pan ich chyba nie ma?!
– Może mam, a może nie mam? To okaże się na stole ope­ra­cyj­nym!
Szczę­śli­wiec wyszedł z przy­chodni z zabu­ko­waną ope­ra­cją i kolejka ruszyła do przodu. Tym razem już poszło gładko.
Ktoś chciał się zgło­sić na reha­bi­li­ta­cję, a że nie było miejsc do 2035 roku. To zgło­sił się na tre­pa­na­cję, bo poczuł, że od natłoku infor­ma­cji głowa go boli. Inna pani chciała się zapi­sać na USG, a dostała się na EKG.
W końcu kolejka roz­luź­niła się na tyle, że mogłam sta­nąć na dwóch nogach i przez nikogo nie­po­ko­jona. Jeśli nie liczyć tego pana za mną, który mnie co chwilę szar­pał i pytał.
– Długo jesz­cze?!
Doczła­pa­łam się przed okienko sługi czar­nego humoru. I wła­ści­wie zapo­mnia­łam, po co przy­szłam?
– Słu­cham! – zapy­tała reje­stra­torka z deli­kat­no­ścią dźwięku piły tar­czo­wej

Nie wiem, co we mnie wstą­piło, ale usły­sza­łam swój głos..
– Pisz pani skie­ro­wa­nia na wszystko, co się da. Ja tam wyma­ga­jąca nie jestem. Naj­wy­żej nie dożyję!


Pozdra­wiam

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka