poniedziałek, 14 marca 2016

Wyzwanie z Ewą Chodakowską - "Sześciominutówki"


   Lubię wyzwania, ale te zbiorowe dotąd omijałam szerokim łukiem. Jednak dla moich kochanych ćwiczeń i oczywiście efektów wizualnych mojej sylwetki. Powiedziałam sobie, że tym razem powinnam dołączyć do większej grupy fanatyków sportu.


    Kiedy dzisiaj weszłam na stronę, która buzi ma wiele. Mój wzrok przykuł radosny wyraz twarzy Ewy Chodakowskiej, prężącej się w bikini. Jak wiadomo lato przyjdzie szybciej niż ja szlifierką kątową usunę sobie zmarszczki. Dlatego ochoczo wstąpiłam w szeregi nowych uczniów królowej fitnesu. 

    Ewa Chodakowska powiedziała "A", czyli: 
  • Daję sobą dobry przykład
  • Dostajemy podane na tacy zestawy ćwiczeń dla początkujących i zaawansowanych!
  • Świetnie tłumaczy jak mamy ćwiczyć 
  • Nie czujemy się sami
  • Za to oczami wyobraźni, już widzimy jak pląsamy w bikini po plaży, sypiąc wszystkim piaskiem po oczach!

    Sielanka?! Tak nie do końca, bo Ewa powiedziała "A", a teraz ty musisz powiedzieć "B". Wciśnij się w wygodne ciuchy, przygotuj matę i zaczynaj (KLIK)
Jak daleko sięgam pamięcią, wyciskałam siódme poty ze swojego ciała. Dlatego podczas wyzwania siłą rozpędu, weszłam do grupy o dumnej nazwie "Zaawansowani". Spojrzałam na przydzielone zadanie. Śześciominutówki z dopiskiem "wszystkie!" Jak wszystkie, to wszystkie! Czyli jedenaście! 

     Wyciągnęłam matę, wcisnęłam się w trykoty, tupnęłam butami i się zaczęło! Każdy trening podzielony jest na ćwiczenia. Nie mniej niż dwa i nie więcej niż trzy, każde powtarzamy trzy razy z 10 sekundową przerwą na wywracanie oczami z wysiłku. Ewa dzielnie nas dopinguje i po kolei pracuje nad każdą partią naszego ciała. Jest dużo wyskoków i podskoków, dlatego upewnij się czy to jest zestaw dla ciebie, pytając np. lekarza, a niekoniecznie znachora, bo twój kręgosłup może tej drobnej różnicy nie pojąć. Zdziwieni dowiadujemy się, że mamy jakieś ulubione ćwiczenia, choć wykonując je jest to ostatnia rzecz, która by nam przyszła do głowy. Przekonują nas dopiero kolejne wygibasy, kiedy to zaczynamy tęsknić do poprzednich, myśląc że właściwie to nie były takie złe:)

      
     Pomimo wylanego potu, artystycznego nieładu na głowie, czerwonych pręg z wysiłku na skórze, radość nie schodziła z mojej twarzy. Trening dobiegł końca szybciej niż się spodziewałam. Fajnie spędzony czas z sensownym wysiłkiem. Teraz kiedy piszę te słowa, mój organizm już ochłonął i nie czuję zakwasów, tylko lekkie napięcie. To dobrze, bo jutro nowe wyzwanie i kolejny wysiłek. Chcesz się dołączyć? Spróbuj, podejmij rękawicę:)


Pozdrawiam

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka