Z pamiętnika nieznanego Blogera cz.7 - Zjazd Blogerów


Drogi Pamiętniczku

Dzisiaj zdradzę ci pewien sekret: Bloger musi bywać. Bez znajomości w tym przepełnionym świecie długo nie pociągniesz. Buldożer z tyłka ci zrobi jesień średniowiecza, koparka twoje truchło zakopie, a tego, co na twoich członkach wyrośnie, nawet strach na wróble nie będzie chciał pilnować. Innymi słowy, twój blog przestanie istnieć. 

Dlatego przy pierwszej lepszej okazji razem z Agatką zapisałyśmy się na zjazd Blogerów. Gdy podano listę wybrańców, moje emocje sięgały zenitu. Gdzieś na samym końcu, dopisane ołówkiem, dwa razy przekreślone i dwa razy poprawiane, ale jednak widniało moje nazwisko. Byłam taka szczęśliwa, miałam ochotę wszystkich wyściskać, nawet szefa. Swój sekret zdradziłam tylko bezdomnemu w parku. Pod wpływem emocji poszłam na żywioł i do niego krzyknęłam:

– Mam zaproszenie na zjazd Blogerów!

– Mam to w dupie! Ale jak dasz piątaka, to mogę wypierdzieć wesołą melodyjkę, ułożyłem specjalnie na tę okazję, chcesz posłuchać?! – odkrzyknął.

Dałam mu dychę, utwór muzyczny sobie odpuściłam. Tak. Dzisiaj też mam wszystko w dupie. Ktoś docenił mój wysiłek i okazję wykorzystam na maksa.

Nie mogłam się doczekać, kiedy przekroczę próg blogowej świątyni. Wyprałam sukienkę wyjściową, mole ominęły ją szerokim łukiem i zjadły bawełnianą marynarkę wiszącą obok, więc uznałam to za dobry znak. Potem poszłam do fryzjera (mistrz nożyczek na mój widok tylko przewracał oczami i bezradnie rozkładał ręce, grosza nawet nie wziął, przyciął grzywkę i za drzwi mnie wykopał). Kolejny cud. 

Na tydzień przed wielkim świętem zdarzyła się tragedia. Agatki maszynka do zarabiania pieniędzy zdechła. Japończycy na punkcie tego insekta mają hopla. Podobno nawet w jakimś małym mieście pomnik im postawili. Przyjaciółka naturalnej wielkości i wielka mrówka (teraz już denat) oplatająca nogami jej głowę. Potomkowie samurajów swoimi nowoczesnymi telewizorkami wyłapią każdą ściemę. Dlatego koleżanka, zamiast mi towarzyszyć i czerpać ze spotkania wielkimi garściami, teraz łazi po piwnicach i wybrzydza w robalach.

Drogi Pamiętniczku. Starałam się, jak mogłam. Chciałam pomóc przyjaciółce. Nawet w aucie znalazłam żuczka. Wiem, to nie mrówka, ale dobrze rokował. Zanim dowiozłam go do Agatki, chrabąszcz wziął przykład z mrówki i wyzionął ducha. Jakieś strasznie słabe te pasożyty. W każdym razie wszystko bym zrobiła, by na zjazd nie jechać sama.
  • Bywało, że pies mnie polubił.
  • Bywało, że ktoś kopnął mnie w kostkę.
  • Bywało, że coś strzyknęło mi w kręgosłupie, kiedy podnosiłam ciężki karton, po brzegi wypełniony spinaczami.
Ale sama, nigdy nie bywałam. I teraz powiedz mi, jak taka dzicz, która nie ma znajomych, rozmawia z zeszytem w kratkę, tresuje insekty, głaszcze spinacze, najdalej była na polu kukurydzy, a i to przez przypadek, ma się spotkać z ludźmi?
 

W sobotę pogoda dopisała, Włożyłam niebieską sukienkę, wiesz, trochę przypomina fartuch, ale jest taka wygodna. Biorąc pod uwagę stan moich nerwów, dojechałam na miejsce całkiem bezproblemowo. Obyło się bez ofiar. Nikt mi nie towarzyszył ani staruszka na masce, ani kot przyczepiony do tylnego błotnika. Znalazłam miejsce, zaparkowałam i na ugiętych nogach poczłapałam do wejścia. W progu jakiś miły pan wyraźnie ucieszył się na mój widok:

No w końcu! Tam masz wiadro, mop jest obok. Potem szybko leć pod ósemkę. Zanim zdążyłam otworzyć usta, pobiegł dalej.

Wzruszyłam ramionami, posłusznie poszłam do małego pomieszczenia. Wzięłam wiadro, mop i tak wyposażona poszłam się zarejestrować. W międzyczasie ktoś wcisnął mi wianek na głowę, kilka osób zrobiło sobie ze mną selfie i pomyślałam, że tutaj nie jest wcale tak źle. Jeszcze nawet gęby nie otworzyłam, a wszyscy są dla mnie tacy mili. Dostałam opaskę na rękę, torbę z prezentami, jeżeli doliczyć do niej mop i plastikowe wiadro urządziłam się całkiem nieźle. Pewnie wyglądałam jak skrzyżowanie Rusałki Amelki z Babą Jagą, ale kogo to obchodzi? Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.

Chodziłam od stoiska do stoiska. W wielkim pomieszczeniu było tłoczno i gwarno. Wszyscy gdzieś się spieszyli. Znani Blogerzy uciekali przed tymi nieznanymi, a przede mną wszyscy się rozstępowali, jak Morze Czerwone przed laską Mojżesza.

Po godzinie do torby trafił flakon z perfumami, z którym zrobiłam sobie zdjęcie. Potem był wianek (zdjęcie), podpaski (zdjęcie), fartuch (zdjęcie), wyciskacz do czosnku (zdjęcie). Osoba postronna pewnie by uznała, że rzuciło mi się na mózg, ale tutaj w tłumie wcale się nie wyróżniałam. Niektórzy Blogerzy uzbierali tyle rzeczy, że do domu pewnie wracali tirem.

Trochę się zmęczyłam, za dużo wrażeń, jak na pierwszy raz. Postawiłam pod ścianą mop, wiadro i siebie, że o torbie nie wspomnę. Zobaczyłam ekspres do kawy i poszłam po napój bogów. Kiedy wracałam do swoich towarzyszy, moją uwagę przykuły dwie sprzątaczki. Z groźnymi minami szły z moim mopem i wiadrem:

– Tacy zadowoleni, ale się bawią! Jeszcze trochę i te lampy błyskowe w aparatach im oczy wypalą. Blogerzy w mordę jeża. Ja rozumiem jakieś skarby, pieniądze, ale ukraść wiadro i śmierdzący mop, kto robi takie rzeczy?!

Poczekałam, aż panie odejdą i poszłam do torby, teraz tylko ona mi została. Cholerna sukienka, wyglądałam w niej jak woźna z mojej podstawówki i teraz mam co mam. W złym humorze poszłam na wykłady, mój nastrój udzielił się społeczeństwu. Choć sala pękała w szwach, dookoła mnie było pusto. Normalnie jak pole rażenia bomby atomowej. Ludzie woleli siedzieć na schodach, czyiś kolanach i gołej ziemi niż:

– Koło tej wariatki jak to usłyszałam. 
Po czterech godzinach miałam już dosyć, już się „nabywałam". Wzięłam moją przyjaciółkę torbę i poszłyśmy do auta. 
***
Drogi Pamiętniczku. Ja to się do ludzi chyba nie nadaje. Komputer, moja kanciapa pod schodami, jak na razie mi wystarczą. Fajnie było. Tak światowo. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na takim zjeździe ze wszystkich rzeczy najmniej ważny jest Bloger. 


Opowiadanie z "Pamiętnika nieznanego Blogera" jest fikcją literacką. Pamiętajcie, to opowiadanie, a historia będzie cały czas ewoluować w miarę, jak główna bohaterka zacznie zgłębiać tajniki blogowania. Nie zna dnia, ani godziny, już o to zadbam:) Cieszę się, że tu jesteście i czytacie. Pamiętnik powstał dlatego, że dotąd na poprawę humoru nie wymyślono nic lepszego, niż śmiech. TU przeczytacie historię od początku. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger