Z pamiętnika nieznanego Blogera cz.8 - Facebook



Drogi Pamiętniczku
Zdradzę ci dzisiaj dwa ważne słowa: LUBIĘ TO. Prawda, wyglądają niepozornie, ale dla twojej firmy na Facebooku są jak przysięga: „I będę kochać twój blog do grobowej deski". Wierz mi, niektórzy daliby się za te słowa zabić.


Facebook to potężna moc, każdy pracownik mojej firmy o tym wie. Rzesze przypadkowych specjalistów (kto akurat się dorwie do kompa), pracują nad dobrym wizerunkiem spinaczy.
Iwonka (klik) z działu kadr ma zawsze najwięcej do powiedzenia, wypisuje o firmie takie ukwiecone brednie, że czytelnik pewnie wierzy, że zamiast koła, pierwszy był spinacz.

Z tego powodu niedawno wynikła niezła afera. Koleżanka, która zamiast pudru pewnie w torbie trzyma pojemnik z wazeliną, na wypadek, gdyby dyrektor pojawił się na horyzoncie. Przejęła się rolą i na tydzień przed Świętem Zmarłych, wstawiła zdjęcie spinacza ze zniczem, czarną szarfą, twarzą naszego zwierzchnika i datą 1 Listopada. W głównej centrali w Hongkongu zawrzało, pomyśleli, że prezes umarł i jego pogrzeb jest pierwszego. Ktoś zadzwonił na dyżurkę, by potwierdzić informację i zapytał po angielsku:
– Czy dyrektor umarł?

Akurat telefon odebrał Wojtek z działu handlowego, jedyne słowo, które zna w wyspiarskim języku to YES. Takim sposobem pierwszego Listopada, przed zamkniętą bramą naszej fabryki pojawiła się trzyosobowa chińska delegacja z naręczem wiechci. Trochę postali, popukali w kłódkę, później pacnęli się w czoło i wezwali taksówkę, a ta zawiozła ich na pobliski cmentarz.

 
W Święto Zmarłych nieprzebrane tłumy odwiedziły swoich przodków. Ludzie, gdy zobaczyli trzy, małe, zmarznięte, skośnookie chuchra z przywiędłymi goździkami, bezradnie rozglądające się dookoła, poczuli się za nich odpowiedzialni. Nie minęło pięć minut, przed ich wizerunek przywlekli ciecia cmentarza, a on znał miejsce, gdzie od stu lat (na szczęście naszej delegacji), w cieniu dwóch Buków, dotąd przez nikogo nienękany, snem wieczystym spał jedyny Chińczyk na tym cmentarzu.
Samopomoc cmentarna zadziałała. Ktoś wygrabił liście, ktoś inny przemył nagrobek, wielkie znicze okrasiły połamaną płytę. Ich żar bił na odległość. Dotąd przybysze nadal wierzyli, że tyle luda przyszło na pogrzeb naszego dyra (w rzeczywistości, to będzie tylko Iwonka).

Kiedy zobaczyli lichy nagrobek z zatartym imieniem, nie mieli szans się wycofać. Obserwatorzy, jak sępy zgromadzili się dookoła i z namaszczeniem uczestniczyli w tym widowisku, o którym nawet najstarszym ludziom się nie śniło. Delegaci złożyli kwiaty na grobie fałszywego przodka. Potem przestępując z nogi na nogę, postali chwilę, jeden nawet zapłakał (pewnie ze złości), co kompletnie wzruszyło serca rodaków. Ktoś ich zaprosił do siebie, a że trunek u gospodarza lał się strumieniami, to i nie dziwota, że Antek ochroniarz, przychodząc na nocną zmianę, znalazł chińską delegację, zalaną w trupa pod bramą naszej fabryki. 
Dobrze, że nikt z nich nie zamarzł. Ma się rozumieć, Iwonka ma chwilowy zakaz promocji naszej firmy. Tak. Facebook to potęga informacji i kopalnia wiedzy, ale jak widać, ma też pewne minusy.  

Postanowiłam, że też dołączę. Założyłam fanpage mojej strony. Kompletnie nie zdawałam sobie sprawy, w co się pakuję. Myślałam, że jak napisze coś śmiesznego i okraszę to zdjęciem. Tłumy polubią moją stronę, a ja tylko będę odcinać kupony od sławy. Nic z tego.
Rzeczywistość jest mroczna, a poczucie humoru Facebooka może cię doprowadzić do szewskiej pasji:

„POWTÓRZ SUKCES SWOJEJ STRONY I DODAJ NOWY POST".

Tak satrapa wita cię każdego dnia. Jaki sukces? Te siedem osób, które przeczytało mój status, z czego trzy wejścia były moje? Strach pomyśleć, co się dzieje, gdy nie ma sukcesu?

Albo

„MASZ JUŻ DUŻO POLUBIEŃ (PRAWIE 500)”

Moją stronę lubię tylko ja i Agatka, w takim tempie, to ja tych pięciuset fanów nie dożyje.

„BARDZO SPRAWNIE ODPOWIADA”

Pewnie. Blablamy z Agatką (klik) na okrągło.

„POPRAW ZDJĘCIE PROFILOWE”

Lekkie przegięcie. No hełoł! Na chirurga plastycznego mnie nie stać.

„ADMINISTRATORZY STRONY WYPROMOWALI POSTY PODOBNE DO TWOICH".

Mogę uwierzyć w roczną (niewidoczną) premię, którą nas mami prezes przed każdymi świętami, ale w to, że ktoś oprócz mnie jeszcze pisze o spinaczach, nie uwierzę.

 
Każdy orze, jak może. Stąd strona główna portalu, przypomina arenę cyrku. Czego tam nie ma? Uśmiechy, powaga, znowu uśmiechy, żonglowanie słowami (w czym też bryluje), klaskanie uszami, zdjęcie z kotem, zdjęcie bez kota, z psem, z wujkiem, ciocią, mamą, tatą, nawet kurą, jeśli biedaczka nie zdąży uciec. Fotografie z jedzeniem budzą największe uznanie, gotować nie umiem, to co się będę wygłupiać, jeszcze sobie pogorszę.
Fakt, człowiek wypruwa flaki, ale szybko o tym zapomina, kiedy pod jego postem pojawia się kciuk w górę. Portal nic ci w tej sprawie nie ułatwia. Zapłać za zasięgi albo zgiń, taki żywot cię czeka na fejsie.

***

Drogi Pamiętniczku, sam widzisz, Facebook ma wielką moc i może ci pomóc albo pogrążyć. Jest jak dawno niewidziany członek rodziny, niby coś nas łączy, ale właściwie to obca osoba. Na zdjęciu radzę go umieścić obok. Dlaczego? W razie czego zawsze można wyciąć...

Opowiadanie z "Pamiętnika nieznanego Blogera" jest fikcją literacką. Pamiętajcie, to opowiadanie, a historia będzie cały czas ewoluować w miarę, jak główna bohaterka zacznie zgłębiać tajniki blogowania. Nie zna dnia, ani godziny, już o to zadbam:) Cieszę się, że tu jesteście i czytacie. Pamiętnik powstał dlatego, że dotąd na poprawę humoru nie wymyślono nic lepszego, niż śmiech. TU przeczytacie historię od początku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger