Z pamiętnika nieznanego Blogera cz.12 - Uwielbiam Cię


Drogi Pamiętniczku
Uwielbiam Cię. Mogę Ci wszystko powiedzieć, nie oceniasz, ale jesteś tylko zeszytem. W realnym świecie osoba obdarowana tymi słowami wspina się na wyżyny emocji:
– Ktoś mnie lubi i to bardziej niż innych!
Cały szkopuł w tym, że dla większości ludzi, to oznacza tyle, co nic: Wyklepie niczym formułkę modlitwy i szybko o całe sprawie zapomni.


Pamiętam, gdy pierwszy raz usłyszałam te słowa. Chyba w trzeciej klasie podstawówki. Częstowałam koleżankę cukierkami Nimm2, a że kumpela nade wszystko lubiła słodycze, to i jej reakcja mogła być trochę przesadzona.
– Uwielbiam Cię! Uwielbiam Cię! – krzyczała, odwijając kolejny papierek.
A ja z każdym okrzykiem kraśniałam z dumy na twarzy i wierzyłam w te brednie. Niestety, zainteresowanie koleżanki i jej uczucia, skończyły się tak szybko, jak paczka z cukierkami. Za chwilę „uwielbiała” Aśkę, której mama z drugim śniadaniem zapakowała do pudełka herbatniki.
Po tamtym wydarzeniu obiecałam sobie, że już nigdy nikomu nie zaufam. Oczywiście, jak szybko sobie obiecałam, tak szybko zapomniałam, na następny dzień koleżanka znowu mnie „uwielbiała” do ostatniego cukierka w paczce.

Później było tylko gorzej…
– Uwielbiam Cię, widać, że dajesz z siebie wszystko, ale wierz mi, przyszłe baletnice nie ważą sześćdziesiąt kilogramów w wieku trzynastu lat! (Madame coś tam, lat 30).
– Uwielbiam Cię, daj buziaka (Pryszczaty Bolek lat 14).
– Uwielbiam Cię, przecież wiesz, jesteśmy jak siostry, dlatego poderwałam twojego chłopaka, żebyś nie cierpiała, wszyscy wiedzą, że to gnój i cham (Jolka lat 17, przy… była przyjaciółka, nadal jest z chamem, który ją notorycznie zdradza, więc może rzeczywiście jeszcze powinnam jej podziękować).
– Uwielbiamy Cię, kopsnij się po piwa i kilka paczek chipsów, żadnemu z nas nie chce się ruszyć tyłka sprzed telewizora. (Pseudo znajomi. Lat 22. Oczywiście się kopsnęłam, ale do domu).
– Uwielbiam Cię, przecież wiesz? A te panie z filmów porno, mają mi uzmysłowić, że jestem z prawdziwą kobietą, a nie sztuczną lalą (były narzeczony lat 25, nie pamiętam imienia, on pewnie też, po tym, jak mu kasetę z filmem chciałam wsadzić tam, gdzie sztucznej lali słońce nie dochodzi). Z tego, co wiem, mieszka z taką jedną made in China. Trochę jej pod pachami schodzi powietrze, ale najważniejsze, że na nic nie narzeka.
– Uwielbiam Cię, jednak awans dostanie Kornel (Dyr lat 50, kanalia pierwszej klasy).
I tak nadal siedzę pod schodami, a szczęściarz Kornel segreguje spinacze na świeżym powietrzu i skuwa pod nosem zamrożone gile.

Myślałam, że na blogu ta zasada się nie sprawdzi. Kiedy ktoś pierwszy raz w komentarzu napisał: „Uwielbiam Cię”. Myślałam, że serce wyskoczy mi z piersi i wykona taniec po klawiaturze. Mam fana! W świecie, gdzie piszesz o spinaczach, taki wielbiciel, jest niczym Biały Kruk, Excalibur, święty Graal i inne dziwy, podobno istnieją, ale dowodów nie ma.
Złożyłam kurtuazyjną wizytę na jego stronie, napisałam coś pochlebnego o autorze i od tej pory słuch wszelki o „uwielbiającym” zaginął. Później historia powtórzyła się wiele razy, a z każdą kolejną moja wiara w „prawdziwych sympatyków” powoli umierała.

Z całej sprawy zwierzyłam się znajomemu (bezdomny z parku). Mądry człowiek ma dwie specjalizacje. Jedna z psychologi, druga z życia. Za piątaka wysłucha, nigdy nie przerywa, kiwa głową i udaje, że nie widzi pomykających przechodniów, zdegustowanych jego zapachem i brudnym przyodziewkiem.
Zawsze, gdy siedzimy na naszej ulubionej ławce, naprzeciwko pomnika nieznanego poety (ktoś różowym sprayem zamalował jego nazwisko, a z twarzy nikogo nie przypomina, może trochę mojego nauczyciela wuefu. A ten nawet jedno zdanie potrafił spartolić). Obok stoi jego wózek ze złomem, a go pilnuje wierny pies.

Zwierzak przekrzywił głowę i wpatrywał się w swojego właściciela jak w obrazek. Kiedy skończyłam, spojrzałam na towarzysza. W moich oczach pojawił się jeden wielki znak zapytania.
Wojtek zdjął czapkę z głowy, niezależnie od pory roku nosi tę samą z szarej włóczki w białe renifery i wielkim żółtym pomponem. Podrapał się po głowie, w miejscu, gdzie kiedyś były włosy, blond sądząc po kolorze tych, co zostały mu po bokach.
Potem spojrzał na mnie szklistym wzrokiem i się uśmiechnął:
– Mała – powiedział swoim chropowatym głosem. – Będę się streszczał, bo coś mi w uchu chlupie. Pamiętaj. W życiu obowiązuje jedna zasada, im jesteś milsza dla innych, tym bardziej mają cię w dupie.

***
Drogi Pamiętniczku. I co mi się nie podobało w tym pryszczatym Bolku? Z nich wszystkich, on jedyny rzeczywiście mnie uwielbiał.

Opowiadanie z "Pamiętnika nieznanego Blogera" jest fikcją literacką. Pamiętajcie, to opowiadanie, a historia będzie cały czas ewoluować w miarę, jak główna bohaterka zacznie zgłębiać tajniki blogowania. Nie zna dnia, ani godziny, już o to zadbam:) Cieszę się, że tu jesteście i czytacie. Pamiętnik powstał dlatego, że dotąd na poprawę humoru nie wymyślono nic lepszego, niż śmiech. TU przeczytacie historię od początku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger