Z pamiętnika nieznanego Blogera cz.9 - Co powie rodzina?


Drogi Pamiętniczku
Blog, rodzina, znajomi czy to dobre połączenie? Na swojej stronie, każdy Bloger niczym w pamiętniku, oddaje kawałek siebie, nierzadko pisze o sprawach intymnych, ukrytych gdzieś w mrokach podświadomości. Czy łatwiej o nich napisać obcym ludziom, czy na pewno chcemy, by nasi bliscy oceniali nasze wynaturzenia?
***
Niedawno sama musiałam sobie na ten temat odpowiedzieć. Masz ci los, babcia, dowiedziała się o mojej internetowej działalności. Splot wydarzeń rozciągnął się w wirtualny sznurek, a ten babuleńkę poprowadził ku stronie ze spinaczami, tak płynnie niczym nić Ariadny mitycznego Tezeusza do wyjścia z labiryntu.

Nestorka rodu ma niezwykłe hobby. Przy swoich osiemdziesięciu pięciu latach i całkiem niezłym zdrowiu (nie licząc lekkich przeziębień) od dwudziestu lat wypatruje rychłej śmierci, według niej moment, w którym Kosiarz podetnie kosą jej nogi, jest tylko kwestią godzin i tak mija dzień za dniem.

Każda wizyta u wiekowej krewnej kończy się tak samo, zanim wypiję herbatkę, zjem ciasto na porcelanowym talerzyku, muszę obejrzeć wszystkie rzeczy, które zabierze na tamten świat. Sądząc po ich ilości, będziemy mieli dwa wyjścia albo pochować babunie w foliowym worku i umieścić koło trumny pełnej gadżetów lub zamknąć wieko nad nieboszczką, przy pomocy kilku wielkich chłopów, którzy usiądą na wieku.

Kilka miesięcy temu naprzeciwko krewnej wprowadziła się nowa sąsiadka. Kobiety z miejsca przypadły sobie do gustu. Podobny wiek, dzieci, jedna wnuczka i umiłowanie rychłej śmierci połączyły je w jedną całość.
Pani Genowefa od syna z Ameryki dostała komputer, trochę to trwało, ale teraz kobiecina śmiga płynnie w internecie, niczym panczenista po tafli lodu. Przyjaciółki od rana do wieczora siedzą na stronach z akcesoriami pogrzebowymi i z prawdziwą przyjemnością wybierają w produktach niczym modelki w ciuchach przed sesją zdjęciową.

Swoją drogą ich obsesja ma też wymiar naukowy, nie miałam pojęcia, że tyle rzeczy potrzebuje jeden truposz, który przecież ani już nie podskoczy, ani nie zatańczy, na przykład, po co zmarłemu poduszka, będzie ją sobie poprawiać?
Jak się okazało, ich fiksacja ma pewne minusy. Dzięki pomysłowi pani Genowefy, zamiast babci i jej przyjaciółki do bram Świętego Piotra, o mało co, nie zapukał bogu ducha winny listonosz.

Sąsiadka pewnego dnia przez internet zamówiła dębową trumnę, bez żadnych ozdobników, żeby jak później twierdziła:
– „Nie przepłacać”.
Syn co miesiąc zasilał jej konto dolarami i można powiedzieć, że na pewne zbytki nie brakowało, ale wydawanie majątku na to, co i tak legnie w piachu, jest nie w jej stylu. Jednak zwykła ludzka ciekawość zwyciężyła, skąd u licha ma się dowiedzieć, jak się będzie prezentować w trumnie po swojej śmierci? Może skrzynię trzeba będzie wymienić, a ubranie nie skomponuje się z udrapowaniem koronki? Nie do tego nie mogła dopuścić.
Czterech rosłych Budrysów wtaszczyło przesyłkę na czwarte piętro. Świeżo wyremontowaną klatkę schodową, szlag trafił, teraz zdobią ją wielkie rysy na ścianach, o które zahaczyli tragarze, a słownik wyrazów obcych zwiększył objętość o kolejne słowa „Sku.wiała trumna” i „jeb.ięta baba".

Nieważne, cel został osiągnięty. Ostanie łoże zawitało do dużego pokoju pani Genowefy, nad nim stanęły dwie przyjaciółki w niemym zachwycie. Po krótkiej wymianie zdań i jednej małej kłótni. Postanowiły, że rzucą monetą, niech ona rozsądzi, która z nich pierwsza legnie w drewnianym sarkofagu i dowie się, czy zgromadzeni żałobnicy padną z zachwytu, czy o zgrozo, nad ich zwłokami staną z obojętną miną.
Orzeł wybrał sąsiadkę. Babcia, chcąc nie chcąc, chwyciła aparat, poczekała, aż tamta się przebierze, potem wgramoli do trumny i z marsową miną spocznie na udrapowanych poduszkach. Żeby sprawie nadać autentyczności, na skrzyżowanych palcach niedoszłej denatki spoczął różaniec, a pod nim widniał modlitewnik w czarnej oprawie z krokodylej skóry (prezent od syna z Luizjany). Podekscytowana babcia wykonała kilka fotek. Pani Genowefa świetnie udawała, szczęście tak ją rozluźniło, że zasnęła. Babunia trochę zawiedziona zostawiła przyjaciółkę i poszła do swojego mieszkania.
W momencie, gdy drzwi zamykały się za moją krewną, po schodach z uśmiechem na ustach właśnie wspinał się listonosz. Wszyscy mieszkańcy go lubili, a najbardziej w dniu, gdy przynosił emeryturę. Radośnie zapukał do drzwi „oblubienicy śmierci”, nie otrzymawszy odpowiedzi, szarpnął za klamkę, bo taką z kobietą miał umowę. Wpadł do pokoju z okrzykiem na ustach:
– Emerytura!
Krzyk obudził śpiącą królewnę, chciała się wyswobodzić z różańca, modlitewnika i wstać na własne nogi. Tego było za wiele dla rozedrganej duszy listonosza. Kiedy zobaczył stękającego trupa, próbującego się wygramolić z trumny, dostał zawału i upadł obok drewnianej skrzyni.

Mężczyznę odratowano, ale w szpitalu trochę poleży. Panią Genowefę trawią wyrzuty sumienia, więc codziennie go odwiedza i zasypuje prezentami. Dowiedziała się, że zbiera spinki do mankietów i takim sposobem z babcią trafiły na mój blog, bo spinki od spinaczy w hierarchii wyszukiwarki Google są od siebie podobno tylko rzut beretem. To pokazuje, że w internecie nie jesteś anonimowy. Wszystko, co napiszesz, czy tego chcesz, czy nie, w najmniej oczekiwanym momencie może przeczytać, ktoś bliski lub znajomy.

***
Drogi Pamiętniczku. Są też tego dobre strony, teraz oprócz komentarza Agatki, pod moimi postami widnieją jeszcze słowa babci:
– Wnusiu wpadnij na obiad, zobaczysz, co na pogrzeb
kupiłam.

 Opowiadanie z "Pamiętnika nieznanego Blogera" jest fikcją literacką. Pamiętajcie, to opowiadanie, a historia będzie cały czas ewoluować w miarę, jak główna bohaterka zacznie zgłębiać tajniki blogowania. Nie zna dnia, ani godziny, już o to zadbam:) Cieszę się, że tu jesteście i czytacie. Pamiętnik powstał dlatego, że dotąd na poprawę humoru nie wymyślono nic lepszego, niż śmiech. TU przeczytacie historię od początku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger