Z pamiętnika nieznanego Blogera cz.15 - Znany Bloger



Drogi Pamiętniczku

Znany Bloger, kim jest? Jakie cechy powinien posiadać? I najważniejsze pytanie, kiedy się nim stajesz? Co może cię o tym przekonać? Ilość lajków na Facebooku? Komentarzy pod postem? Rozpoznawalność w sieci? A może jak to często w życiu bywa, o tym przesądzi zwykły przypadek.


Babcia Agatki (klik) mieszka na wsi od urodzenia. Tam wychowała się ona, wychowały jej dzieci i choć te pojechały za chlebem do miasta, gdzie urodziły się ich dzieci, to wnuczęta mają przykazane, by babcię często odwiedzać i o swojej ojcowiźnie nie zapomnieć.

Koleżanka rok temu przestała się wywiązywać z obietnicy. Nie, żeby specjalnie ani z lenistwa. Strasznie cierpiała z tego powodu, ale nie miała pojęcia jak wytłumaczyć babci, że do jej wypucowanego na błysk domku, przyjedzie razem z mrówką.
Starsza pani lubi zwierzątka, ma kurki, kaczki, nawet psa. Azor śpi w budzie na dworze, jednak biega luzem, karmę otrzymuje na czas, jego domek ocieplono, ma przedsionek chroniący go od wiatru, ale nawet przez próg domostwa nie przejdzie, tak nauczony.

Bloger to taka dziwna persona, która wszystko opisze, ma opinie na każdy temat, ale w duchu się modli, by rodzina czasem nie wpadła na jego wypociny dlaczego? Bo, to tak, jakbyś biegał z gołym tyłkiem przed widownią, nie i tyle.
Przyjaciółka o swoim japońskim blogowym sukcesie niedawno wspomniała rodzicom, przyjęli to dosyć lekko, obejrzeli film z denatką mrówką, pośmiali się z komentarzy, z których nic nie zrozumieli. Na koniec pogratulowali córce stu tysięcy japońskich fanów i życzyli tyle samo, tym razem w Polsce.

Nowa mrówka dobrze rokowała, przypominała poprzednią i już tydzień przeżyła w niewoli. Dziewczynie trochę ulżyło, ale z babcią nie pójdzie tak łatwo. Insekt w domu, przed którym ze strachu nawet muchy zawracają, było jawnym proszeniem się o problemy. A przecież Agatka tyle się naszukała, by znaleźć odpowiednik nieboszczki.

Wyrzuty sumienia kładły się długim cieniem na vlogowym szczęściu przyjaciółki, w końcu nie wytrzymała i wybrała się na wieś, przez tydzień miała nadrobić roczne zaległości i przekonać babcię, że nie jest najgorszą wnuczką na świecie.

Z duszą na ramieniu ruszyła w drogę, obok na siedzeniu położyła małe, plastikowe terrarium, z mikro lokatorką, wielkością przypominało większą paczkę papierosów. Przejechała granicę miejscowości, znała ją na pamięć. Wiedziała, że teraz minie jeden duży dom, dwa małe, krzywą oborę, starą stodołę, wtedy tylko skręci w prawo i w cieniu wielkiego Dębu, zobaczy dom z czerwonej cegły.
Przełknęła głośno ślinę, na ganku zobaczyła babcię, uśmiechała się szeroko i machała do niej białą ścierką.
– W końcu mnie odwiedziłaś, oj nieładnie tak zapominać – pouczała wnuczkę, gdy wpadły sobie w ramiona.
Agatka wzruszona bąknęła coś pod nosem, nie chciała kłamać. Przytuliła babcię, następnie poszła do samochodu po swoje rzeczy i lokatora na gapę ukrytego w miniaturowym plastikowym pudełku.

Przyjaciółka dostała ten sam pokój co zawsze. Kiedyś lubiła to pomieszczenie, takie spokojne, z tykającym zegarem, szeroką drewnianą szafą, małym okrągłym stolikiem pod oknem i krzesłem, w którym jedna sprężyna do góry się wybijała. Każdy przy zdrowych zmysłach siedzisko omijał z daleka, ale teraz zużyty mebel budził w Agatce takie ciepłe uczucia. Niezmiennie ten sam koc w brązowe i czerwone paski, przykrywał kołdry i wysokie poduszki na podwójnym łożu, nad posłaniem wiklinowa makatka, a w nią powbijane różne proporczyki, pamiątki z dni, gdy jej tata był chłopcem i harcerzem.
Rozejrzała się po otoczeniu, przybyły nowości. Wielka figurka Matki Boskiej, zaraz naprzeciwko klęcznika, na ścianach trzy obrazy świętych, (Józefa, Judy Tadeusza i jakiegoś trzeciego, obrazek nie był podpisany, a właściciel podobizny przypominał wokalistę the Rolling Stones), więc jeżeli chodzi o walory wizualne, śmiało, można powiedzieć, że spoglądanie w jego kierunku można było sobie odpuścić.

Kolejne dni Agatce i oczywiście mrówce, rzec można, minęły, jak z bicza strzelił. Przeżyły mnóstwo przygód (Koleżanka świadomie, termit nie miał wyjścia). Poznały nowe kury, koguta, kaczki, wielkiego knura i kilka jego różowiutkich dziewczyn, stacjonujących w starej oborze, oraz wielkiego gęsiora. Na wiosnę będzie się opiekował młodymi gąsiątkami (biada temu, kto podejdzie do maluchów), ale teraz nudził się setnie, chyba stwierdził, że takiej wielkomiejskiej gwieździe z kanką w dłoni, przyda się trochę ruchu i zrobił dziewczynom szybką przebieżkę, kiedy poszły po mleko do gospodarza na drugim końcu wioski.
Złośliwa gadzina sprawiła, że nie tylko Agatka pobiła w biegu jakiś rekord (na pewno swój, a kto wie? Może i świata.), ale także to, że w jedną i drugą stronę zasuwała sprintem w kozakach.

Były też inne ciekawostki. Robal pierwszy raz zobaczył trupa podczas „Pustej Nocy”. Agatka poszła z babunią pożegnać jej leciwą sąsiadkę, niedawno odeszła z tego świata, a że w miejscowości przeżyła dziewięćdziesiąt pięć lat i przez wszystkich była lubiana, do małego domku, wcisnęło się tyle ludzi, że niektórzy jak czaple stali na jednej nodze, by reszta mogła się zmieścić.

Śmiało można rzec, że w tym momencie, wszyscy zazdrościli drobniutkiej nieboszczce, wygodnie ułożonej w trumnie, ta całe życie katoliczka, nawet nie wiedziała, że o mało co po śmierci zmieniłaby wiarę. 
Jeden z żałobników odwrócił się z wielką gromnicą, chciał przywitać się z kolegą i niechcący podpalił sztuczny rękaw marynarki sołtysa siedzącego obok, gdyby nie wsparcie wody święconej, kaszubski obrządek, zmieniłby się w hinduski, trupów mogło być kilkadziesiąt, a ich prochy kto wie? Może by wyrzucono do pobliskiej rzeczki "Śmierdziuszki".

I tak tydzień prawie dobiegł końca. Została tylko niedziela, a w tym dniu Bóg nakazał „Dzień Święty Święcić”. Koleżanka miała złe przeczucia, może i święci z jej pokoju, łyknęli krzywą modlitwę, ale teraz miała wejść na teren poświęcony, tam mieszkał Bóg, a nie Mick Jagger podszywający się pod błogosławionego.
Z duszą na ramieniu z mrówką w kieszeni i rozanieloną babcią obok, przekroczyła próg Domu Bożego.

Msza na wsi to nie przelewki. Przez godzinę wysłuchała litanii do takiej ilości świętych, że zaczęła wątpić, czy aż tylu zmieściło się w niebie, później była koronka do miłosierdzia, a kiedy miała nadzieję, że jej cierpienie się skończy. Poważne matrony zaintonowały różaniec, oczywiście nie dziesiątkę, cały.
Organizm Agatki zareagował znużeniem na monotonne słowa modlitwy i zanim zdążyła z tym powalczyć, biedaczka usnęła. Obudziły ją dzwonki rozpoczynające mszę. Wyrwana z letargu, została uniesiona w górę. Ściśnięta z wiernymi w jednej ławce, nie miała szansy nawet na to, by podrapać się po tyłku, gdyby ją naszła taka ochota.
Po jakimś czasie przyszło odprężenie. Kumpela umiliła sobie czas, w myślach różnicując wiernych:
Z przodu zasłużeni niekoniecznie wierzący, ale drący głośno japę i do przodu zawsze się pchający. W środku wierzący i mało się liczący. Na końcu i na dworze. Młodzież, dorośli zawsze pojawiają się przy niedzieli. Ci pierwsi przyszli, bo rodzice każą, a ci drudzy, bo co by ludzie powiedzieli?

Koleżanka z uwagą wysłuchała kazanie, było o jawnych grzesznikach (czyli o niej) i czeluściach piekielnych, które niechybnie na nią czyhają zaraz po wyjściu z kościoła. Na szczęście kiedyś się skończyło i dalsza część liturgii upłynęła bez większych przeszkód.

Agatka spojrzała w kierunku kieszeni. Terrarium wybrzuszyło materiał, nie wytrzymała, zerknęła w kierunku babci. Teren czysty, starsza pani patrzyła w kaznodzieję, jak w obrazek. Blogerka ostrożnie wyciągnęła pudełko, wydawało się całe, mrówka ukryta w piachu, nie wiadomo, co czuła i czy w ogóle żyła. Agatka chciała schować pojemnik, gdy zadzwoniły dzwonki i tak jak przed chwilą stała, zaraz klęczała na ziemi, razem z resztą wiernych.
Paczuszka wypadła jej z rąk, cienki plastik pękł przy kontakcie z granitową podłogą.
Oczywiście ksiądz nieświadomy tragedii rozgrywającej się kilka ławek dalej, kontynuował posługę. Zamknął oczy, podniósł hostię do góry i zaintonował:
– Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.
– Gdzie ona jest!

Pasterz ludzkich owieczek otworzył oczy, krzyk, który usłyszał, nijak się odnosiły do tego, co znał. Gdyby nie święty opłatek, pewnie by z wrażenia przetarł oczy. Pierwszy raz przynajmniej na swojej mszy zobaczył meksykańską falę. Ileż razy o tym marzył, gdy pisał kolejne kazanie. Nie wiedział, że to Agatka na klęczkach próbuje odnaleźć podopieczną. W końcu ktoś odważył się zapytać:
– Co ty szukasz?
– Mrówkę! – wydarła się z paniką w głosie.
I wtedy się zaczęło. Tylko ksiądz został na swoim miejscu, reszta łącznie z ministrantami popędziła z pomocą. Efekt, już po dziesięciu minutach, Agatka nie tylko odzyskała swoją mrówkę, ale pozyskała sześćdziesiąt nowych, dwa Kosarze i Karalucha.

***

Drogi Pamiętniczku. Babcia Agatki do całej historii podeszła z humorem. Wybaczyła wnuczce małe kłamstwo, surowo nakazała, by następnym razem mówiła prawdę. Kupiła komputer i przy pomocy wnuka sąsiada, łączy się z internetem, obserwuje podopiecznych wnuczki. 
Zresztą nie tylko ona, koleżanka w ciągu jednego dnia, zyskała trzy tysiące fanów w końcu polskich i ta liczba nadal rośnie, bo przecież ludzie z trzech wiosek mają swoje rodziny, a te mają swoje rodziny i tak dalej. Aha i nie wiem, czy już wspominałam? W przyszłym tygodniu Agatka wybiera się z babcią do Lichenia, oczywiście zabiera mrówki. Pewnie znowu jej przybędzie fanów, już oczami wyobraźni widzę, jakie po powrocie będzie musiała zamówić ogromne terrarium. Chyba takie jak dla słonia.

Opowiadanie z "Pamiętnika nieznanego Blogera" jest fikcją literacką. Pamiętajcie, to opowiadanie, a historia będzie cały czas ewoluować w miarę, jak główna bohaterka zacznie zgłębiać tajniki blogowania. Nie zna dnia, ani godziny, już o to zadbam:) Cieszę się, że tu jesteście i czytacie. Pamiętnik powstał dlatego, że dotąd na poprawę humoru nie wymyślono nic lepszego, niż śmiech. TU przeczytacie historię od początku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do rozmowy ze mną przez komentarze. Będzie mi miło, jak dołączysz do dyskusji.

Obraźliwe teksty, jak i jego właściciela od razu wywalę.

Copyright © 2016 Mam do powiedzenia , Blogger